![]() |
Aby przejść do bloga z konkursem, kliknij w obrazek. |
sobota, 31 października 2015
poniedziałek, 6 kwietnia 2015
Zaproszenie :3
Chciałabym Was serdecznie zaprosić na bloga mojego chłopaka :3
Pozwól się zagubić we wspaniałej krainie sennych marzeń, które przerodziły się w koszmar. Wsłuchaj się w pieśń krain, których nie widziało niczyje oko. Stań się mieszkańcem jednej ze szklanych kul zawieszonych pośród nicości. Nie pozwól sobie czekać i już teraz zanurz się w tym świecie.
Szklane Sny
Miło gdyby ktoś wszedł i skomentował :3
Pozdrawiam!
Pozwól się zagubić we wspaniałej krainie sennych marzeń, które przerodziły się w koszmar. Wsłuchaj się w pieśń krain, których nie widziało niczyje oko. Stań się mieszkańcem jednej ze szklanych kul zawieszonych pośród nicości. Nie pozwól sobie czekać i już teraz zanurz się w tym świecie.
Szklane Sny
Miło gdyby ktoś wszedł i skomentował :3
Pozdrawiam!
poniedziałek, 10 listopada 2014
Teraz może być tylko lepiej.
Bezszelestnie otworzył ciemne, mahoniowe drzwi i wyszedł z
ponurego dworu. Po kilku minutach, kiedy znalazł się poza posiadłością,
teleportował się z cichym pyknięciem. Aportował się na małej polanie w sosnowym
lesie. Dzień był ponury. Z szarych chmur spadały krople zimnego deszczu. Z
kieszeni płaszcza wyjął różdżkę, wymruczał coś pod nosem i w jego ręce pojawiła
się biały kwiat. Szybkim krokiem ruszył w kierunku wąskiej ścieżki. Kilka chwil
później znalazł się na skraju lasu, jednak nie przerwał swojego marszu. Szedł
na szczyt niewielkiego wzgórza. Po chwili jego oczom ukazało się smukłe,
metalowe ogrodzenie. Przeszedł przez bramkę. Przemierzając alejki pomiędzy
nagrobkami, szukał tego, który go interesował. Nie zajęło mu to długo. Był
nowy, wykonany z jasnego, niemal białego marmuru. Podszedł i położył roślinę na
kamiennej płycie.
Spojrzał na złote litery układające się w jej imię. Imię
dziewczyny, która spojrzała na niego inaczej. Na którą on spojrzał inaczej.
Wszystkie wspomnienia wróciły w jednej chwili.
Szósta klasa. Stał na
wieży astronomicznej. Panowała ulewa, jasne błyskawice przecinały niebo. Nie
przeszkadzało mu to. Strugi wody spływały z jego platynowych włosów na twarz. Z
fascynacją patrzył na pioruny, myślał o wszystkim, o zadaniu, które musiał
wykonać, o Czarnym Panu, o swojej przyszłości, jeśli takową posiadał. W końcu
postanowił wrócić. Odwrócił się i zobaczył ją. Stała na szczycie schodów, z
książką w ręku. Nie wiedział, jak długo tam była. Spojrzał jej w oczy. Ona
dostrzegła w nich ból i zmęczenie. Wyminął ją bez słowa i ruszył w dół.
Usiadł na małej ławce przed grobem. Wiedział, że nie
powinien tu być, jednak nie mógł odejść.
Dostał szlaban od
McGonagall. Ona też. Podczas długiego, nudnego sprzątania klasy do
Transmutacji, zamienił z nią kilka słów. Wtedy zorientował się, że to, co o
niej myślał, nie było prawdą. Była taka… zwyczajna. Zwykła dziewczyna, mimo, że
inna, to jednak podobna do wszystkich. Z pewnością nie gorsza od
czysto-krwistych arystokratek. Może nawet lepsza. Zawsze myślał, że jeśli
pochodzi z rodziny mugoli, nie zasługuje na naukę w Hogwarcie, na różdżkę, na
przebywanie wśród „prawdziwych” czarodziejów.
Pustym wzrokiem wpatrywał się nagrobek. Żałował, że nie
zauważył jej piękna wcześniej.
Wszedł do łazienki i
oparł ręce o umywalkę. Zamknął oczy i spuścił głowę. Nie mógł tego znieść. Nie
mógł wytrzymać. Nie mógł zabić. Ale musiał. Przede wszystkim dla swojej matki.
Odkręcił wodę i obmył nią twarz. Spojrzał w lustro. W pierwszej chwili zauważył
tylko swoje cienie pod oczami. Później dostrzegł Ją w odbiciu. Stała w drzwiach
i patrzyła na niego z niepokojem. Odwrócił się i chciał wyjść, udając, że jej
nie widzi. Nie pozwoliła. Złapała go za rękę i bez słowa poprowadziła do Pokoju
Życzeń. Rozmawiali. Długo. Prawie całą noc. Oboje tego potrzebowali. Oboje
spodziewali się wojny. Oboje wiedzieli, że będą musieli walczyć. Oboje
przeczuwali, że staną po przeciwnych stronach. Oboje też wiedzieli, że zwycięży
tylko jedna z nich. Oboje byli samotni.
Rozstali się słowami ‘Teraz
może być tylko lepiej’.
Reszty nie chciał sobie przypominać. Wspomnienie tortur,
jakie znosiła na jego oczach, było zbyt bolesne. O Bitwie o Hogwart też wolał
nie myśleć. Mógł coś zrobić. Znaleźć ją. Zginąć zamiast niej.
Odchodząc, po raz ostatni spojrzał na napis Hermiona Jean Granger. Już nigdy miał tu
nie powrócić.
__________________________________________________
Witam :3
Dosyć długo mnie tu nie było. Mam dla Was miniaturkę, którą zaczęłam pisać już dawnooo temu. Dosyć smutna, dosyć adekwatna do mojego obecnego nastroju :v
Ale nie będę Was tym zadręczać.
Mam nadzieję, że ktoś tu czasem zagląda i to przeczyta :D
Dajcie znać w komentarzach, co myślicie ;)
Trzymajcie się ciepło ♥
Mrs Black
niedziela, 12 października 2014
Sowa #4
Dzień dobry :3
Chciałam Was poinformować, że wróciłam do mojego opowiadania Scorose , więc serdecznie zapraszam :3 Mam nadzieję, że ktoś będzie to czytał i wyrazi opinię w komentarzu ;)
Co do tego bloga, mam zamiar dodać tu czasem jakąś miniaturkę, więc zaglądajcie od czasu do czasu ;)
Pozdrawiam, Mrs Black
sobota, 4 października 2014
Rozdział 24. Epilog.
Więc dziś ogłoszenia parafialne na początek. Napisałam, że będzie jeszcze jeden rozdział i epilog. Ale po kilku(nastu) próbach napisania rozdziału i epilogu, które byłyby dosyć dobre, nie zniszczyły wszystkiego i nie były nudne, zrezygnowałam. Tak więc dzisiaj rozdział 24, ostatni rozdział tej historii.
I chyba muszę się do czegoś przyznać ;-;
Kiedy zaczynałam to pisać, nie sądziłam, że dotrwam do końca. Miałam gotowy tylko ogólny zarys fabuły (nudnej i dosyć schematycznej, nawiasem mówiąc .-.) i kilka pierwszych rozdziałów. Chciałam napisać opowiadanie, bo tego jeszcze nie robiłam. A w życiu chcę spróbować wszystkiego, o ile będzie taka możliwość.
Chciałabym podziękować wszystkim, którzy czytali, komentowali. Szczególnie tym, którzy dawali rady, mówili, co mam zmieniać, poprawiać. Chcę też Wam pogratulować, że daliście radę przeczytać TO wszystko xd
Mam małą prośbę. Jeśli czytałaś to opowiadanie, zostaw komentarz, żebym wiedziała, ile osób ze mną było ;)
I chyba nie będę przedłużać, oddaję Wam epilog, który jest... dziwny.
Dla Ciebie, jeśli to przeczytałeś ♥
- Panna Hermiona Granger! – kiedy
kobieta to powiedziała, wróciła do Wielkiej Sali.
Popatrzyłam na Draco ze strachem
w oczach. To był ten dzień. Dziś zdawałam OWTM-y. Ślizgon siedział na krześle
obok i wyglądał, jakby w ogóle nie obchodziło go to, że dzisiejsze testy są
jednym z ważniejszych dni w jego życiu.
- Na co czekasz? Przecież
potrafisz to wszystko doskonale – powiedział, widząc, że nie mam zamiaru ruszyć
na egzamin. – Część teoretyczna na pewno poszła ci świetnie, z praktyką będzie
to samo.
Wstał, złapał mnie za rękę i
złożył na moich ustach delikatny pocałunek. Kilka osób siedzących z nami w
pomieszczeniu popatrzyło na to z niesmakiem. Niektórzy, a zwłaszcza dziewczyny,
którym podobał się MÓJ narzeczony, nadal nie mogły zaakceptować naszego
związku. Sama długo nie mogłam przywyknąć do tego, że przez ten rok nasze
relacje zmieniły się diametralnie. Oczywiście nadal często się sprzeczamy, czasem dla zabawy, czasem o wiele poważniej.
Jednak zawsze się godzimy. Mam wrażenie, że to zbliża nas do siebie jeszcze
bardziej. Mimo, że jesteśmy całkowicie inni, nie potrafimy bez siebie żyć. Jak
to mówią mugole, przeciwieństwa się przyciągają. Mogę się zgodzić w stu
procentach, ja i Draco uzupełniamy się, chociaż na pierwszy rzut oka jesteśmy
całkiem inni. Ja spontaniczna i naturalna, on z pozoru zimny i obojętny. Ja
jestem Gryfonką, on Ślizgonem. On jest arystokratą, ja szlamą. Kilka lat temu,
nawet nie pomyślałabym, że mogę kochać właśnie jego. Ba, był ostatnią osobą, na
którą mogłabym popatrzeć w ten sposób.
Teraz, po wojnie, po stracie tylu bliskich, rodziców, przyjaciół, znajomych, po
moim ostatnim roku w Hogwarcie, który był… inny, mogę powiedzieć, że w końcu
jestem szczęśliwa. Mimo, że Harry’emu i
Ronowi nie do końca odpowiada nasz związek. Mimo, że nie mogą zaakceptować
Draco. Mimo, że oddaliłam się od nich nieznacznie. Mimo wszystko. Jestem
szczęśliwa.
Ścisnęłam jego rękę, odwróciłam
się na pięcie i ruszyłam w stronę drzwi. Rozpoczął się mój ostatni egzamin w
tej szkole.
***
- A czy ty, Hermiono Jean
Granger, bierzesz Draco Lucjusza Malfoya za męża i ślubujesz mu miłość,
wierność i uczciwość małżeńską?
- Tak – wypowiadam z uśmiechem na
twarzy.
- Ogłaszam was mężem i żoną.
Osiemnasty czerwca 2005 roku mogę
oficjalnie uznać za najlepszy dzień mojego życia. Dziś wzięłam ślub z najważniejszym
dla mnie mężczyzną. Mam piękny dom, stałą pracę, kochającego męża. Czego chcieć
więcej? Lepszej przyszłości nie mogłabym sobie wymarzyć, bo w końcu, to życie
pisze najpiękniejsze historie. A ja? Ja
mogę je przeżyć jak najlepiej potrafię u boku mojego mężczyzny. Od dziś nazywam
się Hermiona Malfoy i wierzę, że to szczęście już mnie nie opuści.
sobota, 13 września 2014
Rozdział 23
- Venus, nie rób tego –
powiedziała cicho, ale brunetka to usłyszała.
- Muszę Hermiono. Mam nadzieję,
że ułoży ci się z Draco – odparła.
Posłała do Gryfonki lekki uśmiech
i skoczyła.
Później te wydarzenia pamiętała
jak przez mgłę. Wszystko wokół niej ucichło. Podbiegła do balustrady, ale było
już za późno. Z wysokiej wieży dostrzegła w oddali tylko mały, ciemny punkt.
Przez jej głowę przetoczyły się tysiące myśli. W końcu lekko się otrząsnęła i
szybkim krokiem ruszyła w stronę gabinetu dyrektorki. Po kilku minutach stała
przed posągiem chimery. Wypowiedziała hasło, które znała jak Prefekt Naczelny i
czekała, aż ruchome schody poniosą ją na górę. Stanęła przed drewnianymi,
ozdobnymi drzwiami i szybko zapukała kołatką w kształcie gryfa.
- Proszę – z wnętrza
pomieszczenia rozległ się głos Minerwy.
- Pani profesor, ja… Venus… wieża
astronomiczna… - ze zdenerwowania i zmęczenia ciężko jej było dobrać
odpowiednie słowa.
- Hermiono! Uspokój się – na
twarzy nauczycielki malowało się zdziwienie i troska.
- Venus Riddle skoczyła z wieży
astronomicznej – powiedziała najspokojniej, jak potrafiła w tamtej chwili.
Chyba dopiero po wypowiedzeniu tych słów, do końca uświadomiła sobie, co się
stało.
Dyrektorka niemal natychmiast
wybiegła z gabinetu, wcześniej każąc Gryfonce wrócić do dormitorium. Hermiona
nie miała zamiaru jej nie słuchać. Automatycznie skierowała się do swojego
pokoju. Postanowiła wziąć kąpiel, to zawsze ją odprężało. Zdjęła spodnie i
niedbale rzuciła je na podłogę, kiedy usłyszała cichy brzdęk. Teraz sobie
przypomniała. Wspomnienie. Zupełnie o nim zapomniała. Stwierdziła jednak, że
obejrzy je później.
Zanurzyła się w gorącej wodzie o
zapachu malin. Poczuła, jak wszystkie jej mięśnie się odprężają. Nie mogła
jednak pozbyć się natrętnych myśli. Z tą dziewczyną było coś nie tak. Od razu
wyglądało to na chorobę psychiczną. I to co jej powiedziała. Zabiła Astorię?
Czy ta ładna, inteligentna dziewczyna mogła być do tego zdolna? No i jeszcze ta
sprawa z Draco… Ze słów Venus wynikało, że wszyscy mówili prawdę. Riddle i
Malfoy zrobili to pod wpływem zaklęcia niewybaczalnego.
Wyjaśnienie wszystkiego
znajdowało się w tej małej fiolce, która leżała teraz na półce. Nie mogąc
zaspokoić swojej ciekawości, wyszła z wanny i osuszyła się zaklęciem. Szybko narzuciła
na siebie ubrania, zabrała buteleczkę i otworzyła drzwi prowadzące do jej
sypialni. Z jednej z szafek wyjęła kamienną misę ozdobioną runicznymi znakami.
Jak dobrze, że dostała od Harry’ego myślodsiewnię.
Przelała zawartość fiolki do
naczynia i popatrzyła na falującą substancję, która była czymś pomiędzy cieczą
a gazem. Zawahała się przez chwilę, jednak zanurzyła twarz we wspomnieniu.
Kiedy obraz się wyostrzył
zobaczyła, że znajduje się w małym, przytulnym pokoju. Pomieszczenie było spowite w półmroku, więc
dopiero po chwili zauważyła leżącą na łóżku postać. Rozpoznała w niej Venus.
Dziewczyna twarz miała ukrytą w poduszce, było słychać cichy szloch. Nagle, od
strony okna, które znajdowało się naprzeciwko łóżka, rozległo się ciche
drapanie. Młoda Riddle podniosła się do pozycji siedzącej i spojrzała w tamtym
kierunku. Hermiona spostrzegła, że wyglądała na naprawdę zmęczoną, na twarzy
miała rozmazany makijaż, a pod oczami widoczne cienie.
Dziewczyna wstała z łóżka i
otworzyła okno. Do pomieszczenia wleciała sowa, upuściła na ziemię zwinięty
pergamin i odleciała. Venus chwyciła papier, usiadła na łóżku i zaczęła czytać.
Kiedy skończyła, odrzuciła list, a jej twarz, o ile to możliwe, przybrała
jeszcze bardziej przygnębiony wyraz.
Hermiona, jak leżało w jej
naturze, podeszła do łóżka i nachyliła się nad pergaminem.
Venus!
Dyrektor Twojej szkoły powiedział nam o śmierci matki. Powiedział też,
że nie dajesz sobie rady psychicznie oraz zwrócił się z prośbą, abyśmy się Tobą
przez jakiś czas zajęli. Niechętnie, ale się zgodziliśmy. Za miesiąc, 5 stycznia
rozpoczynasz naukę w Hogwarcie. Masz być gotowa dzisiaj wieczorem, ktoś
przetransportuje Cię do naszego domu.
Doris Greengrass
Kiedy skończyła czytać,
wspomnienie zaczęło się rozmywać. Już po chwili znajdowała się w całkiem innej
scenerii. Stała na szerokiej, żwirowej ulicy, przed ogromnym dworem. Kilka
metrów przed nią, w kierunku bramy wejściowej szły dwie osoby. W jednej
rozpoznała Venus, drugą był jakiś wysoki, nieznany jej mężczyzna. Hermiona
ruszyła za nimi.
Kilka minut upłynęło, nim doszli
do dużych, rzeźbionych drzwi. Gryfonka wzdrygnęła się, kiedy znaleźli się w
środku. Dom przypominał Malfoy Manor, był tylko odrobinę mniej ponury. Z drzwi po lewej stronie wyszła kobieta ubrana
w elegancką, bogato zdobioną szatę.
- Witaj, ciociu – powiedziała
Venus, kiedy tylko ją zobaczyła, było widać, że kobiety nie pałają do siebie
sympatią.
- Venus – skinęła głową. – Twój
pokój jest na pierwszym piętrze, Marco – wskazała na mężczyznę, który
przyprowadził Riddle – cię zaprowadzi.
- Dziękuję – odpowiedziała cicho
dziewczyna i ruszyła za służącym.
Po chwili znaleźli się w pokoju
Venus. Było to małe, chyba najmniejsze w całym domu pomieszczenie. Małe łóżko
stało pod ścianą, nieopodal, pod oknem znajdował się stolik z dwoma krzesłami.
Na ścianie wisiała półka z zakurzonymi książkami.
Wspomnienie znów się rozmyło, a
po chwili Hermiona znalazła się w całkiem innym pomieszczeniu. Na środku stały
Venus i Astoria i kłóciły się o coś. W pewnym momencie Greengrass uderzyła
kuzynkę. Riddle wściekła wróciła do swojego pokoju.
Podobnych sytuacji zobaczyła
jeszcze kilka. Dziewczyny prawie zawsze się kłóciły.
Później znalazła się w Wielkiej
Sali, pierwszego dnia po przerwie świątecznej. Ponownie obejrzała ceremonię przydziału nowej uczennicy. W
Hogwarcie stosunki kuzynek jeszcze bardziej się pogorszyły. Venus
niejednokrotnie powtarzała Greengrass, że Draco nie jest nią zainteresowany i
żeby ta dała sobie spokój. Astoria jednak jej nie słuchała i wypominała to, że
zadaje się z Hermioną. Riddle musiała ciężko to znosić, niedawno straciła
matkę, do tego doszły docinki ze strony kuzynki i jej koleżanek.
Kiedy obraz wspomnienia po raz
kolejny się wyostrzył, Hermiona znalazła się w dormitorium Ślizgonek.
- Dlaczego to zrobiłaś?! –
krzyczała dziewczyna
- Bo nie mogłam pozwolić, żeby
taka szlama jak ona namieszała mu w głowie! – odparła z wrednym uśmiechem druga
Ślizgonka.
- Słyszysz co mówisz? Jesteś
nienormalna Greengrass. Zniszczyłaś ich relacje, a do tego moją reputację, na
którą tak długo pracowałam!
- Jaką reputację? Nie oszukuj
się. Zawsze ludzie będą na ciebie krzywo patrzeć, bo jesteś córką Voldemorta!
Zresztą powinnaś być mi wdzięczna. Draco nigdy by się tobą nie zainteresował.
Dzięki mnie przynajmniej przez chwilę spojrzał na ciebie inaczej – jej uśmiech
był pełen jadu.
- Nie rozumiem cię! Jesteśmy
rodziną, a ty mnie nienawidzisz. Najpierw te plotki, a teraz coś takiego.
Dziewczyno, otrząśnij się i zacznij żyć normalnie!
- Och, plotki? Czyli nie jest
prawdą, że twoja matka puszczała się na prawo i lewo i wpadła akurat z
Riddle’m?
- Jak śmiesz! – dziewczyna błyskawicznie
wyjęła różdżkę z kieszeni. – Imperio.
Jasnoniebieski strumień światła
uderzył w niczego niespodziewającą się Ślizgonkę. Jej oczy zaszły mgłą, a na
twarzy nie było już tego złośliwego uśmiechu. Jedynie pustka.
Astoria pod wpływem zaklęcia
wyszła z dormitorium. Salon Ślizgonów był już pusty, było późno. Venus ruszyła
cicho za nią. Jej twarz wyrażała lekką obawę, najprawdopodobniej zdawała sobie
sprawę, że to, co zamierza zrobić, nie będzie dobre. Jednak nie chciała
przerwać tego, co zaczęła. Była słaba, wiedziała o tym, jej psychika była
doszczętnie zniszczona.
Dziewczyny wyszły z zamku na
błonia. Noc była mroźna, księżyc przesłaniały chmury. Jak najszybciej się dało
doszły do Zakazanego Lasu. Venus odnalazła jakąś ścieżkę i bez wahania weszła między
drzewa. Greengrass szła przed nią. Po kilkunastu minutach doszły do jakiejś
polany.
- Żegnaj Astorio – wyszeptała. –
Avada Kedavra.
Ślizgonka padła martwa na ziemię.
Jej puste oczy zdawały się patrzeć wprost na Hermionę. Gryfonka nie mogła
znieść tego widoku. Ona, w przeciwieństwie do Venus, była silna, ale po
wszystkich zdarzeniach wojny, ten widok wywoływał u niej przykre wspomnienia.
Kiedy szatynka myślała o swoich
przyjaciołach, których śmierć zabrała przedwcześnie, Ślizgonka ukryła ciało pod
dużym głazem. Rzuciła jakieś zaklęcie i szybkim krokiem ruszyła do zamku.
Wspomnienia skończyły się, a
Hermiona znów była w swoim pokoju. Oparła ręce po obu stronach myślodsiewni. To
co zobaczyła było… okropne. Nie wiedziała co o tym myśleć. Było jej strasznie
żal Venus. Miała ciężkie życie i słabą psychikę. Niezbyt dobre połączenie.
Pobyt u rodziny miał ją podbudować, sprawić, żeby przestała myśleć o śmierci matki i zaczęła żyć jak normalna
nastolatka. Zadziałał jednak odwrotnie. Dziwne, że tak długo nie było po niej
niczego widać. Wydawała się zwykłą, pogodną dziewczyną. A jednak ci, którzy
najpiękniej uśmiechają się przy innych, najbardziej cierpią, kiedy są sami.
Umieściła wspomnienie z myślodsiewni
w fiolce, wiedziała, że dyrektorka będzie chciała je obejrzeć. W momencie, kiedy zakorkowała buteleczkę,
rozległo się niecierpliwe pukanie do drzwi. Kiedy je otworzyła, profesor
McGonagall bez zbędnych grzeczności wparowała do środka.
- Hermiono, opowiedz mi wszystko
co wiesz – poprosiła.
- Do tej pory nie wiedziałam niczego.
Dzisiaj Venus była u mnie i dała mi swoje wspomnienia – podała nauczycielce
fiolkę. – Myślę, że tu znajdzie pani odpowiedzi na wszystkie pytania.
- Dziękuję – odparła i wyszła.
Kobieta nie zdążyła zamknąć za
sobą drzwi, kiedy do dormitorium Prefekt Naczelnej wparował Draco.
- Hermiona, możemy porozmawiać? –
zapytał, świdrując ją stalowoszarymi tęczówkami.
- To nie jest najlepsza pora.
- Wiem o wszystkim, o Venus.
- Skąd? –Gryfonka się zdziwiła,
nawet w Hogwarcie wieści nie roznosiły się tak szybko.
- Od Pansy, Riddle zostawiła jej
list, w którym trochę wyjaśniła. Porozmawiamy? – w jego głosie było czuć
desperację, ale i zdeterminowanie.
Hermiona tego nie chciała. Teraz
była pewna, że to ona się myliła. Malfoy nie zdradził jej z własnej woli. Nie
mogła przyznać się do własnego błędu.
-Powiedz ‘nie’ – pomyślała. – Tak
– usłyszała swój głos.
- Miona, naprawdę nie było tak,
jak ci się wydaje. Po raz kolejny mówię, że nie zrobiłem tego z własnej woli.
Co mam zrobić, żebyś mi uwierzyła? Te dni bez ciebie były straszne. Jesteś dla
mnie ważna, naprawdę i… - nie dokończył, ponieważ zamknęła mu usta pocałunkiem.
_______________________________________________________
Hejko :D
Dosyć długo mnie tu nie było ._. Wszystko przez szkołę, piszę w tym roku SUM-y i chcę się przygotować jak najlepiej, mam nadzieję, że zrozumiecie xd
Ten rozdział jest przedostatni, czeka nas jeszcze jeden i epilog, łącznie 25 :D
Nie wiem kiedy ukaże się kolejny rozdział, mam nadzieję, że niedługo ;-;
Nie będę przynudzać, pewnie i tak nikomu nie chce się tego czytać, więc proszę tylko o opinię w komentarzu ;)
Mrs Black ♥
piątek, 29 sierpnia 2014
Rozdział 22
Dla Natived, bo jest kochana i niesamowicie motywuje. ♥
_________________________________________________________________
Nim jeszcze otworzyła oczy,
poczuła, że leży na czymś miękkim. Niechętnie spróbowała unieść powieki, ale
oślepiło ją jasne światło. Po chwili spróbowała znowu, było trochę lepiej.
- Budzi się – usłyszała głos
swojej przyjaciółki.
Zebrała w sobie całą wolę i otworzyła oczy. Nie od razu zrozumiała, gdzie
jest. Dopiero po chwili uświadomiła sobie, że znajduje się w Skrzydle
Szpitalnym. Podniosła się do pozycji siedzącej i poczuła silny ból głowy. Na
krześle po jej prawej stronie siedziała Ginny i patrzyła na nią z uśmiechem.
- Co…? – zaczęła, ale przerwała
jej Weasley.
- Zemdlałaś w dormitorium, na
szczęście przyszliśmy do ciebie z Blaisem chwilę później – odpowiedziała na
niezadane jeszcze pytanie.
- Dzięki, Ginny, jesteście
wspaniali. A gdzie Blaise?
Ruda nie musiała odpowiadać, bo w
tej chwili otworzyły się drzwi do gabinetu, wyszli z nich Pani Pomfrey i
czarnoskóry chłopak.
- Wypij te eliksiry, kochana. Jak
się czujesz? – zaczęła pielęgniarka, gdy tylko znalazła się przy łóżku
pacjentki.
- Całkiem dobrze, boli mnie tylko
głowa.
- Och tak, to raczej normalne,
jeśli chcesz, możesz już wrócić do dormitorium. Nie idź tylko jutro na lekcje.
- Dziękuję pani – uśmiechnęła się
Gryfonka biorąc kilka fiolek od kobiety.
Z niewielką pomocą Ginny i Zabiniego doszła do
dormitorium, wzięła prysznic i postanowiła iść na obiad z przyjaciółmi.
Diabeł poszedł do stołu Slytherinu,
natomiast dziewczyny usiadły z resztą Gryfonów.
- Ominęło mnie coś ciekawego? –
zapytała Hermiona.
Ginny jednak nie zdążyła
odpowiedzieć.
- Chciałam powiadomić was o
pewnej bardzo istotnej sprawie – dyrektorka stała przy mównicy i z bardzo poważną
miną lustrowała pomieszczenie wzrokiem. – Wczoraj wieczorem zaginęła uczennica.
Jest to Ślizgonka, Astoria Greengrass. Każdy, kto posiada jakiekolwiek
informacje na ten temat ma obowiązek zgłosić się do opiekuna swojego domu lub
bezpośrednio do dyrekcji. Dziękuję za uwagę.
Kiedy tylko nauczycielka usiadła,
po Wielkiej Sali przetoczyła się fala szeptów. W zamku już dawno nie wydarzyło
się coś tak ciekawego, więc teraz każdy rozmawiał o zniknięciu dziewczyny.
Hermiona również była ciekawa, co się stało i nawet zrobiło jej się żal
dziewczyny, dopóki nie przypomniała sobie, ile złego wyrządziła jej w tym roku.
Nałożyła sobie na talerz trochę
jedzenia i zaczęła konsumować posiłek. W pewnej chwili poczuła na sobie czyjś
wzrok. Podniosła głowę i spojrzała na stół Slytherinu. Draco siedział obok
Blaise’a i nawet nie ukrywał, że ją obserwuje. Kiedy tylko ich spojrzenia się
spotkały, posłał dziewczynie nikły uśmiech. Hermiona odwróciła wzrok, nie miała
zamiaru odwzajemniać tego gestu. Zjadła jeszcze trochę i szybkim krokiem wyszła
z Wielkiej Sali.
Następnego dnia wstała rano i
dopiero po chwili przypomniała sobie, że musi zostać w dormitorium. Niechętnie
wróciła do łóżka i wypiła eliksir. Stwierdziła, że jeśli nie idzie na lekcje,
zacznie w końcu przygotowywać się do OWTM-ów. Za każdym razem, kiedy miała taki
zamiar, ktoś musiał jej przerwać. I tym razem nie było inaczej. Po mniej więcej
godzinie, usłyszała ciche pukanie do drzwi. Wstała z łóżka, założyła na siebie
szlafrok i wyszła z sypialni do salonu. Kiedy tylko uchyliła drzwi, usłyszała
znajomy głos.
- Hermiona, proszę porozmawiajmy.
- Sądzę, że nie mamy o czym.
- Proszę cię, wysłuchaj mnie,
znam już całą prawdę – w głosie młodej Riddle było słychać rozpacz i cos jakby
desperację, właśnie to skłoniło Gryfonkę do wpuszczenia dziewczyny do środka.
Otworzyła szerzej drzwi, a
Ślizgonka weszła do salonu. Rozejrzała się po nim przelotnie, jednak już po
chwili skierowała wzrok na Granger. Prefekt Naczelna wskazała ręką na sofę, na
której kilka sekund później siedziały obie.
Venus czekała aż Hermiona się
odezwie, jednak, jako że nic takiego nie nastąpiło, w końcu zaczęła.
- Hermiona, ja, nie wiem jak to
powiedzieć, co w ogóle powiedzieć i od czego zacząć…
- No wiesz, najlepiej prawdę, od
początku – rzuciła oschle.
- Wtedy na tej imprezie, Draco
pokłócił się z Astorią. Ona rzuciła na nas Imperio, później wymazała pamięć.
- No tak, te bajkę już słyszałam.
- Ale to prawda! Nie zrobiłabym
ci czegoś takiego! I tak już dla wszystkich jestem tylko córką Voldemorta!
Nikogo nie obchodzi, że jestem miła, staram się nikomu nie wchodzić w drogę –
do jej oczu zaczęły napływać łzy. – Astoria tylko pogarszała sprawę. Zawsze
mnie nienawidziła i mnie oczerniała. Właściwie nie wiem dlaczego. Tobie też
wyrządziła wiele krzywd…
- Zaraz, zaraz. Dlaczego mówisz w
czasie przeszłym? – Hermiona po raz pierwszy odkąd dziewczyna tu weszła przyjrzała
się jej.
Miała niedokładnie zrobiony
makijaż, teraz rozmazany od łez, nierozczesane włosy i pomięte ubranie. Jej
twarz wyglądała na zmęczoną, a pod oczami miała cienie. W oczach błyszczała jakaś
dziwna iskra… histerii?
Venus roześmiała się. Był to śmiech
całkowicie pozbawiony humoru. Śmiech szaleńca. Hermiona mimo, że była prawdziwą
Gryfonką, przestraszyła się. Nie wiedziała jeszcze, co takiego się wydarzyło,
ale wiedziała, że nie było to nic dobrego.
- Venus?
- Zabiłam ją! Należało jej się!
To była zwykła szmata, wyrządzała tylko krzywdę i wszystko niszczyła! Wczoraj
wieczorem się z nią kłóciłam. Znów obrażała moja matkę, zawsze mi to robiła. Nie
wytrzymałam! – śmiech ustąpił miejsca łzom.
Riddle rozpłakała się na dobre.
Po chwili przystawiła różdżkę do skroni i za jej pomocą wyjęła wspomnienie.
Hermiona umieściła je w buteleczce po eliksirze i schowała do kieszeni. Obejrzy
to później. Teraz musiała się zastanowić, co zrobić ze Ślizgonką, która teraz
siedziała na kanapie i nieprzytomnym wzrokiem patrzyła w ścianę. Z kącików oczu
nadal płynęły łzy.
- Venus, poczekaj tu, ubiorę się
i pójdziemy do profesor McGonagall – stwierdziła, że to będzie najlepsze
rozwiązanie, ta dziewczyna nie była zdrowa i należało jej pomóc.
Szybko poszła do sypialni i na
koszulkę narzuciła bluzę. Wyszła z pokoju i ku swojemu przerażeniu, nie zastała
tam dziewczyny.
Wyszła z dormitorium i rozejrzała
się po korytarzu, tam też jej nie było.
Zastanawiała się, gdzie mogła iść. Nagle jej wzrok padł na schody, które
prowadziły na wieżę astronomiczną. „Tylko nie to!” przebiegło jej przez myśl.
Biegiem ruszyła krętymi schodami. Zdyszana stanęła na szczycie i zobaczyła
Ślizgonkę stojącą na murku.
- Venus, nie rób tego –
powiedziała cicho, ale brunetka to usłyszała.
- Muszę Hermiono. Mam nadzieję,
że ułoży ci się z Draco – powiedziała.
Posłała do Gryfonki lekki uśmiech
i skoczyła.
___________________________________________________________
Witam :3
Dosyć dawno mnie tutaj nie było ;-; Mogłabym napisać, że korzystałam z wakacji i takie tam, ale ja nie kłamię XD
Siedziałam praktycznie 24/7 przed komputerem, próbowałam coś napisać i nic nie wychodziło.
Rozdział mi się nie podoba, nie wiem, co Wy o nim sądzicie. Wyraźcie opinię w komentarzu ;)
No i ten, chyba powoli zbliżamy się do końca.
Jeśli już o kończeniu, wakacje się kończą. Jak Wam minęły? Szczerze powiedziawszy, mi średnio. Przygotowani psychicznie na wielki come back do szkoły? XD Ja też nie ;-;
No i tak na zakończenie mojej chaotycznej wypowiedzi, mam nadzieję, że wybaczycie mi jakość tej notki. Od dwóch tygodni nie mogę spać, jestem zmęczona i już widzę objawy jesiennej depresji.
No tak i rozdział nie sprawdzony, bo już nie mam siły ;-;
No w każdym razie, do szybkiego, mam nadzieję, napisania! :D
Pozdrawiam, Mrs Black ♥
Subskrybuj:
Posty (Atom)