poniedziałek, 28 lipca 2014

Rozdział 20

NIESPODZIANKA!
Ja od kilku godzin siedzę w autobusie z jednymi z najwspanialszych ludzi, jakich dane mi było poznać, a post publikuje się automatycznie :D 
Nawet nie wyobrażacie sobie, jak miło mi było, kiedy czytałam Wasze komentarze, mówiące o tym, że nie możecie się doczekać. Jesteście najwspanialszymi czytelniczkami, jakie mogłabym mieć ♥
W rozdziale wyjaśniam dziwne zachowanie Malfoya. Długo zastanawiałam się, czy zdradzić Wam jego przyczynę, czy zostawić to na później. Ale co mi tam, po przeczytaniu dowiecie się, o co chodzi ;)
Mam nadzieję, że ta drobna niespodzianka przyniesie Wam choć część radości, jaką dają mi Wasze komentarze. Do następnej notki, już po moim powrocie ;)
Pozdrawiam, Mrs Black ♥

***
Dla Was, moje genialne czytelniczki, bo Was kocham ♥
***


*Kilka godzin wcześniej*
Draco tańczył z Hermioną, ale po jakimś czasie zostali rozdzieleni. Trochę mu to przeszkadzało, ale widział, że Gryfonka bawi się dobrze, więc jej nie przeszkadzał. Podszedł do baru, zamówił alkohol i usiadł tak, żeby obserwować swoją dziewczynę. Nagle przysiadła się do niego Astoria, we wściekle różowej, bardzo krótkiej sukience.
- Dlaczego nie tańczysz Dracusiu – zaszczebiotała. – Czyżbyś nareszcie dał sobie spokój z tą szlamą?
- Nie nazywaj jej tak – warknął, obrzucając Ślizgonkę nienawistnym wzrokiem.
- Dlaczego nie? Przecież to prawda. Nie rozumiem cię, jestem od niej dużo lepsza. Ładniejsza, bogatsza, w moich żyłach nie płynie szlam! – odrzuciła słodki ton.
- Posłuchaj Greengrass. Czy do ciebie nie może dotrzeć, że NIGDY nie  będziesz miała u mnie szans?! Jesteś pustą nastolatką, która nie ma niczego w głowie – był naprawdę wściekły.
Astoria odwróciła się i odeszła w stronę dormitoriów. W połowie drogi jednak odwróciła się.
- Imperio – powiedziała, celując różdżką w plecy Dracona. – Jeśli ja nie mogę cię mieć, to ona też nie – szepnęła do siebie.
Blondyn poczuł jak traci panowanie nad własnym ciałem. Odstawił szklankę Ognistej Whiskey na ladę i ruszył w stronę kanapy, na której siedziała Venus.
Kolejna smuga jasnoniebieskiego światła ugodziła w Riddle, która się tego nie spodziewała. Już po chwili dwoje Ślizgonów zatraciło się w namiętnym pocałunku. Greengrass z niemałą radością zauważyła, że Hermiona idzie w kierunku Draco i Venus.
- Co to do jasnej cholery ma znaczyć? – zapytała oschle, kiedy dotarła na miejsce.
Ślizgon, pod wpływem zaklęcia, niechętnie odsunął od siebie dziewczynę i posadził na sofie obok.
- O co ci chodzi, Granger – ostatnie słowo dosłownie wypluł, a na jego twarzy gościł ironiczny, pełen złośliwości uśmiech.
Gryfonka się nie odezwała.
- Jesteś bardzo naiwna, szlamo – wysyczał blondyn. – Chyba nie myślałaś, że coś do ciebie czuję? – roześmiał się, widząc jej minę. – Zdobyłem cię, więc możemy dać już sobie spokój. Chciałem tylko udowodnić, że mogę mieć każdą.  Jak mogłaś w ogóle pomyśleć, że mógłbym zadawać się z taką szlamą, jak ty? – te słowa raniły go chyba jeszcze mocniej, niż Hermionę.
Dziewczyna odwróciła się i odeszła. Ślizgon chciał za nią pobiec, ale nie mógł. Był za silny, żeby całkowicie poddać się działaniu Imperiusa, ale zbyt słaby, żeby przerwać zaklęcie.
Astoria była szczęśliwa, jak chyba jeszcze nigdy. Skrzywdziła Granger, a do tego zepsuła reputację Riddle. Przerwała zaklęcie Imperio i wyczyściła pamięć  Draco i Venus.
Obudził się rano w swoim dormitorium. Miał dziwne wrażenie, że zapomniał o czymś, co było bardzo ważne. Zdziwił się, że nie ma przy nim Hermiony. Poszedł do łazienki, wziął szybki prysznic. Kiedy wyszedł, zobaczył Blaise’a siedzącego na jego łóżku.
- Malfoy, czy tobie padło na mózg?! – zaczął Diabeł, kiedy tylko zobaczył przyjaciela.
- O co chodzi? – popatrzył na niego nierozumiejącym wzrokiem.
- O co chodzi? Ty jeszcze pytasz o co chodzi?! Jesteś nienormalny. Jak mogłeś zrobić to Hermionie?!
- Co się stało Granger? – zapytał.
- Jesteś idiotą, cz tylko udajesz?! – gorączkował się Ślizgon.
- Zabini! Do jasnej cholery, powiedz mi, o co chodzi, albo wyjdź! – krzyknął blondyn.
- Zaraz. Ty naprawdę nie wiesz o co chodzi?
- Nie mam pojęcia, dlaczego wpadłeś tutaj i wydzierasz się jak psychopata!
- Może dlatego, że wczoraj lizałeś się z Riddle, a teraz udajesz, że nic się nie stało?!
- Ja z… Co?! – blondyn był kompletnie zdezorientowany.
- Całowałeś się z Venus, a później wygarnąłeś Hermionie, że jest szlamą i że chciałeś tylko pokazać, że możesz mieć każdą dziewczynę. Nie pamiętasz? – zapytał z ironią czarnoskóry.
- Nie – odpowiedział szczerze,  zaczął analizować wszystko co się wczoraj stało.
- Smoku, nie byłeś aż tak najebany, ogarnij się.
- Greengrass! – warknął i ruszył w stronę drzwi.
Zabini złapał go za ramię i pociągnął tak, że upadł na sofę.
- Powiedz mi, o co chodzi, zanim zrobisz coś głupiego.
- Wczoraj znowu przyczepiła się do mnie ta szmata, kłóciliśmy się, potem ona odeszła i… musiała na mnie rzucić Imperio, a później Obliviate! Pamiętam tylko, że sobie poszła, a później obudziłem się u siebie. Idę do niej.
- I co zrobisz? Nie masz żadnych dowodów, a ona się nie przyzna. Lepiej się uspokój i idź do Granger. Teraz jest u niej Ginny.
Draco popatrzył na przyjaciela, musiał przyznać mu rację. Chociaż wątpił, żeby Hermiona chciała z nim rozmawiać. To wszystko przez ta cholerną Greengrass.  
~*~
Ginny wyszła z dormitorium Blaise’a i zobaczyła Hermionę, która prawie biegiem opuszczała Slytherin. Bez wahania pobiegła za nią. Kiedy wyszła z lochów, nie widziała już przyjaciółki. Zakładając, że poszła do swojego pokoju, szybkim krokiem ruszyła po schodach. Cicho weszła do salonu przyjaciółki, jednak jej tam nie zastała. Otworzyła drzwi do sypialni. Hermiona leżała na łóżku. Weasley podeszła do starszej Gryfonki, usiadła obok niej i przytuliła.
- Kogo mam zabić? – zapytała łagodnie(,) widząc w jej oczach łzy.
- Malfoya.
- Co znowu ci zrobił, Miona?
- Przelizał się z Riddle i wyzwał od szlam – odpowiedziała obojętnie.
- Nie przejmuj się nim, nie zasługiwał na ciebie. Jest tylko pieprzonym arystokratą, zapatrzonym w siebie. Nie płacz przez niego, nie warto – mówiła Ginny gładząc przyjaciółkę po włosach. 
- Bardziej boli mnie to, że mogłam się tego spodziewać, od samego początku. Nie powinnam się z nim zaprzyjaźniać. Przecież to nigdy nie miało szans. Jestem strasznie naiwna i pusta – odpowiedziała drżącym głosem.
- Wcale nie. To on jest idiotą. Ogarnij się, Granger – powiedziała już stanowczo, wiedziała, że Hermiona nie lubiła litości. – Jesteś mądrą, inteligentną, piękną kobietą. Tylko skończony kretyn chciałby cię skrzywdzić.
- Może masz rację.
- Nie może, ja na pewno mam rację. A teraz biegiem, do łazienki pod prysznic – zarządziła Ruda. – Kiedy wrócisz, coś ci powiem – uśmiechnęła się tajemniczo.
Hermiona zwlekła się z łóżka i poszła do toalety. Spojrzała w lustro wiszące nad bogato zdobioną umywalką. Wyglądała okropnie. Czerwone, zapuchnięte od płaczu oczy i czarne smugi tuszu na policzkach, ukazujące, jak spływały łzy. Odkręciła kurek i nabrała trochę wody w dłonie, po czym obmyła twarz. Rozebrała się i weszła pod prysznic. Już po chwili po jej ciele spływały gorące strumienie wody, a wraz z nimi, przynajmniej na chwilę, wszystkie problemy. Teraz obudziła się w niej wrodzona ciekawość, zaczęła zastanawiać się, co chciała jej powiedzieć Ginny. Jako, że nie mogła niczego wymyślić, wyszła z pod prysznica, wysuszyła się zaklęciem i ubrała w jakieś wygodne rzeczy. Wyszła z łazienki. Wesley siedziała w salonie, na stoliku stało czerwone wino i dwa kieliszki. Hermiona usiadła obok przyjaciółki i wzięła do ręki naczynie.
- Blaise mi się oświadczył – powiedziała, a Hermiona zakrztusiła się winem, które właśnie piła.
- Kiedy?! Jak?! Merlinie, dlaczego mówisz mi o tym dopiero teraz? – wykrzykiwała Hermiona, kiedy jej życiu nie zagrażało już udławienie się.
- Pamiętasz, kiedy wszedł na stół i zaczął gadać jakieś głupoty? – zapytała Ginny, nadal śmiejąc się z reakcji szatynki.
Hermiona potwierdziła skinieniem głowy.
- Kilka minut wcześniej. Chciał to powiedzieć, ale to byłoby trochę niezręczne.
- To świetnie, Ginny. Ale jak powiesz to rodzicom?
- Na razie nie powiem. Zrobię to, po skończeniu szkoły, chociaż bardziej boję się reakcji Rona. Jest nieprzewidywalny, jeśli chodzi o Ślizgonów.
Gryfonki postanowiły zrobić sobie damski wieczór, Ginny tylko wysłała patronusa do Blaise’a. Wyjaśniła w nim mniej-więcej co się stało i, że zostaje na noc u Hermiony.
Dziewczyny poszły spać dopiero ok. 4, Hermiona wypiła wcześniej eliksir Słodkiego Snu.
Kiedy się obudziła, było już po 12. Wyszła z sypialni i zobaczyła Ginny, jedzącą śniadanie.
- Poprosiłam Stworka, nie jesteś zła? – zapytała gryząc kanapkę.
- W zasadzie powinnam, ale jestem tak głodna, że tym razem wybaczę – uśmiechnęła się do przyjaciółki.                           
Po zjedzonym śniadaniu, Ruda poszła do wieży Gryffindoru, a Hermiona chciała poczytać. Nie mogła się jednak na tym skupić, bo jej myśli krążyły wokół sytuacji z poprzedniego wieczora (przyp. aut. wieczoru?). Jak mogła być tak głupia i mu uwierzyć? Przecież to Malfoy. Nawet, gdyby się zmienił, to jego rodzice nigdy nie pozwoliliby na to, aby ich jedyny syn, związał się ze szlamą. To zhańbiłoby ród Malfoyów, który szczycił się czystością krwi od wieków.
Jej przemyślenia przerwało pukanie do drzwi. Zaciekawiona, kto to może być, wstała z sofy i otworzyła. Stał tam on.
- Hermiona, wszystko ci wyjaśnię, to naprawdę nie tak, jak myślisz – powiedział szybko, kiedy tylko drzwi się otworzyły.
Dziewczyna próbowała je zamknąć, jednak nie miała na tyle siły.
- Och tak, to nie tak, jak myślę, ktoś cię wrobił, a ty wcale tego nie chciałeś – burknęła z ironią.
- Właśnie tak było! Greengrass…
- Teraz wrobisz w to Greengrass, tak?
- Ale to naprawdę ona!
- Jakoś ci nie wierzę, ale opowiedz to Venus! Nie obchodzi mnie, dlaczego to zrobiłeś, dlaczego mnie okłamywałeś i dlaczego tak długo wytrzymałeś bez zabicia takiej nic niewartej szlamy jak ja. Nie chcę cię znać! Więc choć raz mnie posłuchaj i zniknij z mojego pokoju, a najlepiej z życia!
Zebrała w sobie wszystkie siły i zatrzasnęła drzwi. Zabezpieczyła je zaklęciem, oparła się o nie plecami  i na podłogę.

Czy wiesz, jakie to uczucie, kiedy tracisz wszystko? Kiedy osoba, z którą łączyło cię tak wiele i, na której zależało ci jak na nikim innym, odchodzi? Kiedy nie wiesz co masz zrobić dalej i nie widzisz w niczym sensu? Gdy przyjaciele, rodzina starają ci się pomóc, ale ty tę pomoc odsuwasz. Bo po co się starać, jeśli przestajesz być ważny właśnie dla tej jednej, wyjątkowej osoby. Osoby, którą kochasz. Czy wiesz, jak to jest, kiedy twój  umysł i ciało, cały świat, wypełnia bezgraniczna pustka? Jeśli twoja odpowiedź brzmi tak, to wiesz, jak w tym momencie czuli się Draco Malfoy i Hermiona Granger…

czwartek, 24 lipca 2014

Rozdział 19

Spróbowała się przeciągnąć, jednak skutecznie uniemożliwiła to czyjaś ręka na jej talii. Otworzyła oczy. W pierwszej chwili była nieco zdezorientowana, jednak powróciły wydarzenia z poprzedniego wieczoru. Uśmiechnęła się do siebie. Popatrzyła na chłopaka śpiącego obok. Platynowe włosy opadały mu na twarz. Wyglądał tak… niewinnie. Przysunęła się bliżej i delikatnie go pocałowała. Blondyn niechętnie otworzył oczy. Jednak, kiedy zobaczył Hermionę, uśmiechnął się w ten zniewalający sposób.
- Dzień dobry – powiedział i ją pocałował.
Szatynka z przyjemnością oddała się tej pieszczocie. Po chwili Draco zaczął schodzić z pocałunkami na szyję. Nagle rozległ się donośny trzask. Oboje odwrócili się w stronę, z której dochodził. Przy łóżku stał skrzat z tacą pełną kanapek i dwoma kubkami kawy.
- Śniadanie dla panicza Malfoya – odezwał się skrzat piskliwym głosem.
- Dzięki, możesz już iść – burknął Ślizgon ewidentnie niezadowolony z takiego obrotu sprawy.
Skrzat odłożył tacę na stolik, ukłonił się i natychmiast zniknął. Hermiona popatrzyła na niego pytającym wzrokiem.
- Wczoraj, kiedy wracaliśmy przez kuchnię poprosiłem go o to – odpowiedział, widząc wyraz jej twarzy.
- Malfoy, nie można wykorzystywać skrzatów! – obrzuciła go gniewnym wzrokiem.
Chłopak przewrócił oczami, wstał z łóżka, zabrał tacę ze stołu i wrócił do Gryfonki. Bez słowa usiadł obok, a jedzenie położył na łóżku.
Mimo, że Hermiona była na niego zła, to musiała przyznać, ze to było bardzo miłe z jego strony. Śniadanie zjedli w miłej atmosferze, chociaż nie obeszło się bez sprzeczek. Ślizgon utrzymywał, że skrzaty istnieją po to, aby służyć czarodziejom. Natomiast Gryfonka, jako założycielka Stowarzyszenia WESZ, upierała się, że skrzaty powinny być wolne, gdyż są osobną rasą, jak centaury, czy gobliny. Draco, nie mogąc słuchać jej zrzędzenia, zamknął jej usta pocałunkiem.
Kiedy skończyli, blondyn jednym machnięciem różdżki odesłał tacę z kubkami do kuchni.
- Granger, dzisiaj o 17 idziemy na imprezę w Slytherinie.
- Co? Nie, Draco, nie mam ochoty wychodzić – odpowiedziała.
- Ale ja nie pytałem, tylko powiedziałem, że idziemy – powiedział posyłając jej łobuzerski uśmiech.
- Jesteś zbyt pewny siebie. A może ja nie chcę nigdzie z tobą iść?
Chłopak pochylił się nad nią.
- A nie chcesz? – wyszeptał z ustami tuż przy jej wargach.
- Muszę się zastanowić – odparła z zalotnym uśmiechem.
Ślizgon czekał tylko na to. Wpił się w jej usta.
- Ewentualnie… Mogłabym pójść.
Posłał jej zwycięski uśmiech. Hermiona popatrzyła na zegarek. Było 7.30, została godzina do zajęć. Pożegnała się z Malfoyem i za pomocą sieci Fiuu, przeniosła się do swojego dormitorium. Wzięła szybki prysznic, na rurki i białą koszulkę z nadrukiem narzuciła szaty Gryffindoru, zabrała torbę z książkami, różdżkę i wyszła z pokoju. Jako, że jadła śniadanie, nie schodziła do Wielkiej Sali, tylko udała się prosto pod salę Zaklęć. Wyjęła z torby podręcznik i zaczęła czytać dzisiejszy temat. Po kilku minutach z zaczytania wyrwał ją głos przyjaciółki.
- Miona! Gdzie ty wczoraj byłaś?! Kobieto, martwiłam się o ciebie – powiedziała.
- O, cześć Gin. Byłam w Hogsmeade z Malfoyem.
- W Hogsmeade? – podniosła pytająco brew. – Po co?
Hermiona się zarumieniła.
- Merlinie, Miona, opowiadaj! – Ruda potrafiła ją bezbłędnie rozszyfrować.
Panna Granger opowiedziała Ginny większość, pomijając niektóre nieistotne szczegóły. Mina Ginewry, kiedy skończyła opowiadać, była bezcenna. Po chwili jednak się ogarnęła.
- Idziecie na imprezę w Slytherinie? – zapytała.
- Zostałam zmuszona. A wy?
- Tak, Blaise mnie zaprosił. Przyjdę do ciebie o 16 – powiedziała.
W tym samym czasie rozległ się dzwonek, a profesor Flitwick otworzył drzwi do klasy.
Lekcje minęły zadziwiająco szybko. Hermiona, już z przyzwyczajenia, chciała iść do biblioteki, żeby odrobić prace domowe, kiedy przypomniała sobie o imprezie. Niechętnie powlekła się schodami na siódme piętro. Weszła do dormitorium i rzuciła torbę na fotel. Powiesiła szkolne szaty na oparciu sofy i z braku lepszego zajęcia chwyciła książkę ze stołu.
Kilkadziesiąt minut później ciszę przerwało pukanie do drzwi. Zanim jednak zdążyła odpowiedzieć, do środka wparowała Ginny, z ogromną kosmetyczką w jednej ręce i jakimiś ubraniami w drugiej.
- W co się ubierasz? – zapytała od razu.
- Nie wiem jeszcze.
Weasley popatrzyła na nią wzrokiem mordercy i bez słowa ruszyła do sypialni starszej Gryfonki. Hermiona, chcąc nie chcąc, poszła za nią. Ginny siedziała przy toaletce i robiła sobie makijaż, a Hermiona podeszła do szafy. Po chwili wyjęła z niej czarne, obcisłe rurki, czerwoną koszulkę z dość głębokim dekoltem i czarne, niezbyt wysokie szpilki. Kiedy się ubrała, usiadła na krześle przed toaletką, które przed chwilą zwolniła Ruda. Nałożyła tylko tusz do rzęs i jasnoróżowy błyszczyk. Wyglądała całkiem inaczej niż Ginny. Jej przyjaciółka była ubrana w białą sukienkę, rozkloszowaną od pasa. Po bokach w talii miała dwa wycięcia. Jej czarne szpilki były niebotycznie wysokie, a makijaż wyzywający. Taka drapieżność genialnie pasowała do jej charakteru.
Kiedy zegar wskazywał 16.45 ruszyły schodami w dół. Ślizgoni mieli czekać na nie w sali wyjściowej i tak było. Przywitali się i ruszyli w stronę lochów. Stanęli przed pustą, wilgotną ścianą, a kiedy Blaise wypowiedział hasło, ukazało się przejście do Pokoju Wspólnego Slytherinu.
Wszystkie sofy, fotele i stoły ustawiono wzdłuż ściany, a obok kominka mieścił się bar. Po prawej stronie od drzwi jakiś Ślizgon z piątej klasy puszczał muzykę z mugolskiego sprzętu. Hermiona była tym zdziwiona, nie spodziewała się jakiegokolwiek powiązania uczniów Slytherinu z mugolami.
 Już po chwili Blaise porwał Ginny na parkiet, a Draco i Hermiona poszli w ich ślady. Po kilku przetańczonych piosenkach ruszyli w stronę baru. Zamówili po szklance Ognistej Whiskey i zaczęli rozmawiać, kiedy nagle muzyka umilkła. Wszyscy popatrzyli w stronę DJ-a. Na stół ze sprzętem wdrapywał się Blaise. Hermiona szybko przeczesała wzrokiem pomieszczenie, ale nigdzie nie dostrzegła płomiennowłosej przyjaciółki.
- Pewnie zastanawiacie się, misiaczki, po co was tutaj zebrałem – zaczął nie do końca trzeźwy Ślizgon. – Otóż muszę wam coś ogłosić.
Blaise otwierał już usta, żeby coś powiedzieć, kiedy nagle, z jakiegoś korytarza wybiegła Ginny.
- Zabini! Co ty, do jasnej cholery wyprawiasz?! – krzyknęła, była okropnie zła.
- Och, Ginny, kochanie! – uśmiechnął się, próbując ratować sytuację.
Ruda jednak nie słuchała, podeszła do stołu, na którym nadal stał i pociągnęła go w dół. Weasley, mimo swojej drobnej budowy, była naprawdę silna. Blaise, jako, że wypił już sporo, upadł na podłogę. Większość zebranych, która przypatrywała się tej scenie, wybuchła śmiechem. Ślizgon podniósł się niezgrabnie z podłogi, a Ginny pociągnęła go w stronę jego dormitorium. Kiedy byli przy drzwiach, chłopak odwrócił się i bezgłośnie wypowiedział coś, co brzmiało jak „pomocy!”.
- Naprawdę szkoda mi Diabła – powiedziała Hermiona z lekkim uśmiechem do Draco.
- A mi nie żal tego idioty. Swoją drogą, ciekawe, co takiego chciał powiedzieć – odparł blondyn.
Już po chwili muzyka znów zaczęła grać, a ludzie bawić. Na początku Hermiona tańczyła z Draco, jednak później zostali rozdzieleni. Gryfonka się tym nie przejęła i bawiła się z innymi. Tańczyła z Davidem, chłopak obrócił ją wokół jej osi, kiedy zobaczyła coś, co sprawiło, że jej serce na chwilę się zatrzymało.
Draco siedział na sofie, a na jego kolanach Venus. Ręce zarzuciła mu na szyję, chłopak obejmował ją w talii, a ich usta złączone były w pocałunku. Gryfonka, nie wiele myśląc, ruszyła w tamtą stronę. Potrącała ludzi na swojej drodze, nie zważając na ich pełne oburzenia krzyki. Chwilę to trwało, zanim przepchała się na przeciwny koniec pokoju. Kiedy jednak tam dotarła, nic się nie zmieniło.
- Co to do jasnej cholery ma znaczyć? – zapytała oschle.
Ślizgon, kiedy usłyszał jej głos, niechętnie odsunął od siebie dziewczynę i posadził na sofie obok.
- O co ci chodzi, Granger – ostatnie słowo dosłownie wypluł, a na jego twarzy gościł ironiczny, pełen złośliwości uśmiech.
Hermiona popatrzyła w jego szare tęczówki. Były teraz zimne, wręcz lodowate i dziwnie zamglone. Poczuła, jak łzy napływają jej do oczu, jednak się nie rozpłakała, nie chciała dać mu tej satysfakcji. Rzuciła przelotne spojrzenie na Riddle, która unikała jej wzroku.
- Jesteś bardzo naiwna, szlamo – wysyczał blondyn. – Chyba nie myślałaś, że coś do ciebie czuję? – roześmiał się, widząc jej minę. – Zdobyłem cię, więc możemy dać już sobie spokój. Chciałem tylko udowodnić, że mogę mieć każdą.  Jak mogłaś w ogóle pomyśleć, że mógłbym zadawać się z taką szlamą, jak ty?

Hermiona odwróciła się tylko na pięcie i odeszła. To było bardzo nie gryfońskie zachowanie, ale czuła, że gdyby chociaż spróbowała się odezwać, rozpłakałaby się przy nim. Przepchała się przez tłum i najszybciej jak potrafiła wyszła z Pokoju Wspólnego Slytherinu.

________________________________________________________ 
Hejo :D
Dzisiaj kolejny rozdział, najprawdopodobniej nic nie pojawi się przez ok. 3 tygodnie. Wyjeżdżam 28 lipca i wracam 9 sierpnia, a później będę musiała jeszcze coś napisać ;) Postaram się dodać rozdział, najszybciej jak będę mogła, ale niczego nie obiecuję.
Co do dzisiejszej notki, pierwsza część znów przesłodzona, za to mam nadzieję, że końcówka to zrównoważy xd. Mimo, że rozdział nie wyszedł najlepiej, to jestem z niego zadowolona. Jeśli wszystko pójdzie po mojej myśli, to mogę Wam zdradzić, że w następnych rozdziałach będzie się działo :D
Co myślicie? ;)
Pozdrawiam,
Mrs Black 

piątek, 18 lipca 2014

Rozdział 18

Dla Ady, bo przeczytała to wszystko, no i ma urodziny za trzy dni.
*****


Hermiona popatrzyła na niego zdziwionym wzrokiem. Spodziewała się wszystkiego, ale nie takiej akcji.
- Draco, posłuchaj, myślę, że to nie jest dobry pomysł – powiedziała, przygryzając ze zdenerwowania wargę.
Poczuł bolesne ukłucie w sercu. Jego ślizgońska duma podpowiadała, żeby wyśmiał dziewczynę, że wzięła to na serio. Przecież nikt nie odrzuca Dracona Malfoya. Jednak rozsądek mówił, że to nie jest dobry pomysł. Postanowił odstawić na bok dumę i honor i postarać się o tę dziewczynę. To brzmiało absurdalnie nawet w jego głowie. Draco Malfoy stara się o dziewczynę. Przecież to zawsze one starały się  o niego.
- Dlaczego?- zapytał tylko.
- Boję się, Draco. Boję się, że jeśli nam nie wyjdzie, to cię stracę. Nie chcę niszczyć tego, co stworzyliśmy w ciągu tego roku. Nie chcę dołączyć do kolekcji lasek, które zaliczyłeś i zostawiłeś.  Przepraszam, jeśli cię to uraziło. Naprawdę się boję. Zresztą, to nie miałoby szans – głos zaczął jej drżeć – jesteś arystokratą ze Slytherinu, w twoich żyłach płynie wyłącznie krew czarodziejów. A ja? Jestem tylko szlamą, do tego Gryfonką.
- Nie mów tak o sobie. Jest mi przykro, że tak myślisz. Obiecuję, że cię nie wykorzystam – było mu przykro, że miała takie myśli, ale w końcu nie dziwił się jej, w poprzednich latach zmieniał dziewczyny jak rękawiczki.
- Skąd mogę mieć pewność, że nie złamiesz słowa? – zapytała ze łzami w oczach, było jej naprawdę ciężko, kochała go, ale za bardzo bała się bólu.
- Nazywam się Malfoy, zawszę dotrzymuję obietnic – powiedział to o wiele oschlej,  niż zamierzał.
- Draco, ja, och, po prostu się boję. Nie może być tak, jak do tej pory? – prawie płakała.
Nienawidził, kiedy była smutna z jego powodu. Chciała, żeby zachowywał się, jak do tej pory, więc zrobi to, dla niej. Mimo, że było mu ciężko, nie pokazał tego po sobie.
- Ej, mała, nie płacz – przytulił ją lekko, czekając na reakcję. – Jasne, że może być tak, jak dotychczas – pocałował ją w czoło.
- Draco, co ty do mnie czujesz? – zapytała po chwili.
Blondyn zastanawiał się przez chwilę, co powiedzieć. Najprostszym wyjściem byłoby wyznanie prawdy. Chciał powiedzieć to, co Hermiona chciałaby usłyszeć, jednak nie miał pojęcia, czego pragnęła. Zastanowił się nad tym pytaniem. Sam właściwie nie wiedział, co to jest.
- Nie mam pojęcia, co to jest. Nigdy chyba nie czułem czegoś takiego. Nie mogę powstrzymać uśmiechu, kiedy cię widzę, uwielbiam na ciebie patrzeć. Do jasnej cholery, Granger, przez ciebie gadam jak dziewczyna!
Zachichotała lekko.
- Wcale nie. Jesteś uroczy, kiedy to mówisz.
Odsunął ją delikatnie od siebie i uniósł brew w pytającym geście, po chwili jednak zapytał.
- Granger, miłość istnieje?
Popatrzyła na niego zdziwiona.
- Myślę, że istnieje, Malfoy.
- Myślę, że cię kocham, Granger – na jego twarzy gościł ten lekko ironiczny, a zarazem przesłodki uśmiech.
- Myślę, że ja ciebie też.
Już po chwili trwali w namiętnym pocałunku. Draco nie wiedział, co ma myśleć. Ta dziewczyna była nienormalna. Najpierw chce tylko przyjaźni, a później dosłownie się na niego rzuca. Nie żeby mu to przeszkadzało.
Hermiona przestała się tym przejmować. To był jej ostatni rok w Hogwarcie, chciała go wspominać jak najlepiej. Doszła do wniosku, że będzie cieszyć się chwilą, nie myśleć o tym, co będzie kiedyś. A to właśnie z Draco była szczęśliwa, jak z nikim innym.
- Czy to znaczy, że… - zaczął zdezorientowany Ślizgon.
- Od teraz jesteś tylko mój – odpowiedziała uśmiechając się zalotnie.
Drogę do zamku spędzili w prawie całkowitej ciszy, pogrążeni w swoich myślach. Dopiero, kiedy przeszli przez bramę, Hermiona zapytała:
- Draco, która jest godzina?
- Nie mam pojęcia, około jedenastej? – uświadomił sobie coś. – Cholera.
- Myślisz, że Filch zamknął już drzwi?
- Nie wiem, chodźmy szybciej.
Ruszyli szybkim krokiem, ku wejściu do zamku. Draco szybciej wszedł po schodach i szarpnął za klamkę. Jednak nic to nie dało, było zamknięte.
- Co teraz? – zapytała Gryfonka z uśmiechem, bawiła ją ta sytuacja.
- Może wlecimy na miotłach? Powinny jakieś być w składziku przy boisku.
- Nie! – Hermiona zaprzeczyła od razu, nienawidziła latać.
Draco nie chciał w to wnikać. Powiedziała to z taką zawziętością, że wolał nie wnikać.
- Masz jakieś lepsze pomysły? Alohomorą tego nie otworzymy.
- Nie mam. Przejdźmy się, może wtedy na coś wpadniemy – zaproponowała Gryfonka.
Już po chwili szli wzdłuż murów szkoły, trzymając się za ręce. Spacerowali już od jakichś czterdziestu minut i   byli po drugiej stronie zamku.
- Byłeś tutaj kiedyś? – zapytała Hermiona, ona sama nigdy nie wpadła na to, żeby okrążyć budynek.
- Jakoś nigdy nie odczuwałem potrzeby – odpowiedział.
Nagle Hermiona się zatrzymała.
- Co to jest? – zapytała.
Chłopak popatrzył w tę samą stronę, ale nie zauważył niczego specjalnego. Kamienna ściana i… klamka? Hermiona wyjęła różdżkę i zapaliła ją zaklęciem Lumos. Ich oczom ukazały się małe, drewniane drzwi.
- Wchodzimy? – zapytała szatynka.
- Chyba nie mamy innego wyjścia.
Hermiona podeszła do drzwi i otworzyła je bez wahania.
- Nie boisz się? – zapytał zdziwiony Draco.
- Zapomniałeś, że jestem z Gryffindoru, skarbie? – odpowiedziała z wyzywającym uśmiechem.
 Weszli do wąskiego, dosyć niskiego korytarza. Było w nim jeszcze ciemniej, niż na dworze. Oboje zapalili różdżki i ruszyli w głąb. Po kilkunastu metrach natknęli się na jeszcze jedne drzwi, bardzo podobne do poprzednich. Hermiona stanowczo pociągnęła klamkę.
- Och – powiedziała, kiedy weszli do środka.
Znajdowali się w hogwarckiej kuchni. Kilka skrzatów sprzątało stoły, reszta gdzieś zniknęła, pewnie sprzątały pokoje wspólne, czy łazienki. Po drugiej stronie pomieszczenia zobaczyli wyjście do właściwej części zamku. Hermiona nie chciała sprawiać problemów i starała się jak najszybciej przejść niezauważona do drzwi. Jednak w połowie drogi zorientowała się, że nie ma przy niej Ślizgona. Rozejrzała się i zobaczyła, że rozmawia z jakimś skrzatem. Zanim zdążyła zareagować, chłopak ruszył już w jej stronę.
- Czego od niego chciałeś? – zapytała surowym tonem, nie lubiła, kiedy ktoś wykorzystywał skrzaty.
- Nie denerwuj się Granger, złość piękności szkodzi – uśmiechnął się.
Hermiona nie odpowiedziała, tylko zaczęła iść w stronę drzwi. Draco, chcąc nie chcąc, ruszył za nią.
- Too… do zobaczenia – powiedziała, kiedy byli w Sali Wyjściowej.
- Chyba nie myślałaś, że tak łatwo cię dzisiaj wypuszczę – powiedział z uśmiechem. – Idziemy do mnie.
- Em, nie wiem, czy to dobry pomysł – odpowiedziała.
- Nie przesadzaj – chwycił ją za rękę i pociągnął w stronę lochów.
Dziewczyna speszyła się, kiedy przechodzili przez Pokój Wspólny Slytherinu, mimo, że nie było tam już nikogo, bała się, że ktoś może wyjść i ją zobaczyć.
Kiedy weszli do prywatnego dormitorium blondyna, ten wyciągnął z szafy swoją koszulkę i podał dziewczynie. Hermiona wzięła szybki prysznic i na bieliznę zarzuciła koszulką. Sięgała jej do połowy uda i pachniała perfumami Draco. Ten zapach wzbudzał w niej miliony myśli. Wyszła z łazienki.
- Nareszcie Granger, ile można czekać? – zapytał i nie czekając na odpowiedź, wszedł do łazienki.
Hermiona położyła się na łóżku. Teraz mogła w spokoju pomyśleć. Wydawało jej się, że robi coś złego. Nadal nie mogła w to wszystko uwierzyć. Gryfonka i Ślizgon. Ślizgon i Gryfonka.  Nawet brzmiało dziwnie.  Ale to nie było ważne, prawda? Teraz zaczęły nachodzić ją wątpliwości. Ale w końcu przez całe życie martwiła się bardziej o innych, niż o siebie. W końcu lepiej żałować, że się coś zrobiło, niż  że się nie spróbowało.

Przemyślenia przerwały jej otwierające się drzwi do łazienki. Draco był ubrany w jedynie ciemne bokserki. Był świetnie zbudowany. Chłopak położył się obok niej, nakrył ich kołdra i mocno przytulił. Już po chwili oboje wpadli w objęcia Morfeusza.
_________________________________________________________________
Bonjour :D
Na początek dziękujemy Adzie, bo zmusiła mnie do wstawienia rozdziału już dziś ._.

"DODAWAJ ROZDZIAŁ.
To nie był rozkaz, tylko stanowcze wypowiedzenie swojej woli."

Nie wnikamy xD W każdym razie, ma urodziny 21, a że pewnie nie zdążę napisać do tej pory kolejnej notki, to ten z dedykacją dla niej :*
***
Co do samego rozdziału, jest tu tak słodko, że rzygam tęcza ;_; Ugh, nie wiem dlaczego to napisałam xd Ale Adzia lubi słodkie historie, to Adzia ma na urodziny ;-;
Chciałam najpierw zrobić tak, żeby Draco dłużej się postarał, ale niech chłopak się cieszy ;-;
Ile tu emotek ;-;
I tak nikogo to nie interesuje, dlatego zapraszam do komentowania i pozdrawiam :)
Mistress Black
PS Przypominam o ankiecie, w kolumnie po prawej stronie.


czwartek, 17 lipca 2014

Rozdział 17

Draco siedział w  dormitorium i myślał o swoim zachowaniu w stosunku do Hermiony. Zrozumiał, że ta dziewczyna przestała być mu obojętna. Właściwie jeszcze nigdy nie czuł czegoś takiego. Wszystkie dziewczyny, z którymi dotąd był, wzbudzały w nim wyłącznie pożądanie. Granger była inna. Ale to wiedział od dawna. Mimo, że czasami okropnie go denerwowała, to bardzo lubił spędzać z nią czas. Jeszcze bardziej uwielbiał ją denerwować, tak słodko marszczyła wtedy nos. Właśnie, zdenerwowana Granger. Dzisiaj na Eliksirach wydawała się zła, że Riddle wie tyle co ona. Wspomnieniami wrócił do sylwestrowego pocałunku. To chyba był moment przełomowy. Właśnie wtedy przestał oszukiwać sam siebie. Tylko teraz pytanie: Co miał z tym zrobić? Nie chciał mówić Blaise’owi, to byłoby zachowanie godne nastolatki. A czego właściwie chciał? Chciał Granger. A Malfoyowie zawsze dostają to, czego chcą.
*
Następnego dnia, Hermiona na lekcjach ze Ślizgonami, zwracała większą uwagę na Venus. Wydawało się, że mówiła prawdę. Była inteligentna, ale na innych przedmiotach nie wykazywała się tak, jak na Eliksirach.
Szatynka siedziała przy stole Gryffindoru w Wielkiej Sali i jadła obiad. Nagle jej uwagę przykuła pewna scena przy stole Domu Węża. Astoria Greengrass, gestykulując, kłóciła się z Riddle. Hermiona była ciekawa, o co chodziło, ale z tej odległości nie miała szans niczego usłyszeć. Skończyła obiad i ruszyła prosto do  biblioteki. Miała tylko jedną pracę domową, z którą uporała się w kilkadziesiąt minut, więc postanowiła poczytać. Szybko odszukała odpowiedni dział i znalazła interesujący ją tom. Już po chwili znów siedziała na swoim miejscu, oddając się ulubionej czynności.
Po kilkunastu minutach jej spokój został jednak zakłócony. Była właśnie w kluczowym momencie akcji, kiedy ktoś wyrwał jej książkę z rąk i uniósł do góry.
- Malfoy, oddawaj!
- A co będę z tego miał? – uśmiechnął się w taki sposób, że gdyby nie była zła, kolana z pewnością by się pod nią ugięły.
- Nic. To moja książka, oddaj ją. W tej chwili.
- Kusząca propozycja, Granger… ale jednak nie – nadal uśmiechał się w ten sposób, a poziom złości Hermiony zaczął niebezpiecznie szybko spadać.
- Malfoy, oddaj książkę i powiedz, czego chcesz.
- Granger, chodź ze mną na kawę – powiedział, jakby składał jej takie propozycje codziennie.
- Pff, bardzo śmieszne Malfoy. A teraz oddaj książkę, albo powiedz, czego chcesz naprawdę.
- Nie Granger, mówię serio. Biegiem do dormitorium, ubieraj się – powiedział odkładając książkę na najwyższą półkę tak, aby Gryfonka nie mogła jej dosięgnąć.
Hermiona miała zamiar kłócić się z blondynem, o to, że nie chce nigdzie iść, ale… zabrakło jej sensownych argumentów. No bo, dlaczego miała nie wyjść z nim do Hogsmeade?
- Niech ci będzie. Ale powiadom McGonagall.
- Ona już wie – odpowiedział Malfoy, po czym wyszedł za dziewczyną z biblioteki.
On skierował się do lochów, natomiast szatynka ruszyła schodami na górę. Kiedy dotarła do dormitorium, wyjęła z szafy granatowy płaszcz oraz szary szalik i rękawiczki. Zima tego roku była dosyć surowa, a ona nie lubiła marznąć. Draco wszedł do salonu w tym samym momencie co ona.
- Malfoy, naucz się w końcu pukać.
- Nie – uśmiechnął się w charakterystyczny sposób.
Hermiona tego nie skomentowała, podeszła do kominka. Z pojemnika wyjęła proszek Fiuu i rzuciła go w płomienie, które przybrały szmaragdowy kolor. Po chwili była w barze pod Trzema Miotłami. Kilka sekund później dołączył do niej przystojny Ślizgon. Zajęli jeden ze stolików i złożyli zamówienie.
- Więc, Granger, jak minął ci dzień? – Draco przejął inicjatywę.
- Och, po lekcjach byłam w bibliotece i to właściwie tyle – Hermiona uśmiechała się w duchu na myśl o minie Ślizgona.
- Na rany Salazara, czy ty w ogóle robisz coś innego?
- Czasami pewien denerwujący Ślizgon przerywa mi czytanie.
- Zapomniałaś o tym, że ten Ślizgon jest przystojny, czarujący, inteligentny, doskonały, kreatywny, nieziemsko seksowny, utalentowany… – wymieniał.
- I bardzo skromny – przerwała mu z cieniem uśmiechu na ustach.
- Otóż to, Granger.
- A tobie, jak minął dzień? – zapytała.
- Przez pół dnia słuchałem kłótni Greengrass i Riddle. We dwie są jeszcze bardziej denerwujące, niż osobno.
- Widziałam je w Wielkiej Sali. O co poszło?
- To na obiedzie to praktycznie nic. W Pokoju Wspólnym prawie się pobiły, gdyby Nott nie odciągnął Venus, Astoria pewnie by się na nią rzuciła.  Nie wiem dokładnie, o co poszło. Podobno Greengrass rozpuszczała jakieś plotki o matce Riddle.
- Przecież one są rodziną. Więc obrażała swoich krewnych.
- Tak jakby. Granger, skąd wiesz, że są rodziną? – podniósł brew w pytającym geście.
- Och, mam swoje źródła – uśmiechnęła się zaczepnie.
Po tych słowach zaczęła się sprzeczka, która trwała dobre kilkanaście minut. Kiedyś Hermiona nienawidziła kłócić się z Malfoyem, oznaczało to wyzwiska i poniżanie w jej kierunku. Teraz była to zabawa.
- Co chcesz robić po szkole? – zapytał Draco, kiedy na dworze było już ciemno.
- Sama nie wiem. Może będę pracować w Świętym Mungu, albo w Ministerstwie. Chciałabym być nauczycielką w Hogwarcie, ale jest ograniczenie wiekowe. A ty?
Draco pochłonęła na chwilę wizja Hermiony jako seksownej pani doktor, jednak w porę się otrząsnął. To nie był czas na takie przemyślenia!
- Nie mam pojęcia. Ale zapewne czeka już na mnie nudna posada w najnudniejszym z wydziałów Ministerstwa. Ojciec się pewnie o to postarał – w jego głosie dało się czuć lekkie przygnębienie.
- Nie zadowala cię to? To znaczy, nie zrozum mnie źle, ale zawsze myślałam, że jako arystokrata… no wiesz…  satysfakcjonuje cię wysokie stanowisko i…
- Serio, Granger? Wyglądam na kogoś, kto chciałby tam pracować? – na jego twarzy gościł lekki, ironiczny uśmiech.
- Noo… nie. Ale nie ważne, chyba powinniśmy się zbierać. Jest już po dwudziestej pierwszej.
Draco popatrzyła na nią, na zegarek i chciał coś powiedzieć, kiedy na jego usta wpełzł podły uśmiech. Wpadł na genialny plan.
- Zgoda – odpowiedział krótko.
Hermiona się zdziwiła, szczególnie, że widziała jego minę. Jednak nie powiedziała nic, wstała i skierowała się w stronę kominka.
- Nie tędy, Granger – powiedział Draco i wszystko stało się jasne.
- Ale… - zaczęła dziewczyna, jednak nie dane jej było skończyć.
- Idziemy na spacer Granger i nie marudź, nie przekonasz mnie – przerwał jej.
Hermiona nie miała zamiaru się kłócić. Ten wieczór był bardzo miły i można było zakończyć go spacerem do zamku. Ubrała płaszcz.
Kiedy wyszli na zewnątrz, dziewczyna szczelniej owinęła się szalikiem. Chłodny wiatr rozwiewał lekko jej włosy. W półmroku, oświetlona tylko światłem z pobliskich sklepów i z płatkami śniegu opadającymi na twarz wyglądała olśniewająco.
Dużą część drogi przebyli w ciszy, ale żadnego z nich ona nie krępowała. Wystarczyło im tylko swoje towarzystwo, słowa nie były potrzebne. Nagle zerwał się mocniejszy podmuch wiatru, a dziewczynę przeszedł dreszcz. Nie umknęło to uwadze blondyna.
- Zimno ci? – zapytał.
- Trochę – odpowiedziała krótko.
Draco się zatrzymał, przyciągnął do siebie i przytulił.
- Lepiej? – zapytał.
Hermiona nie widziała jego twarzy, ale była pewna, że  teraz widnieje na niej ten uśmiech. Ten charakterystyczny, z nutą ironii, a mimo to uroczy, zwalający z nóg. Gryfonka zganiła się w duchu za takie myśli. Ale przecież to była prawda.
- Malfoy, chodźmy już. Nie możemy tak stać cały czas. – dziewczyna zaczęła nie pewnie protestować, wcale nie chciała już wracać. W jego ramionach czuła się niesamowicie bezpiecznie, jakby było to miejsce stworzone dla niej.
- Nie możemy? – zapytał trochę zasmuconym głosem.
Szatynka oderwała głowę od jego ramienia. Spojrzała w jego zimne, stalowoszare tęczówki. I to było błędem. Resztki rozsądku powiedziały jej, że to sytuacja taka, jak w noc sylwestrową. Jednak było już za późno na jakąkolwiek reakcję. Oprócz jednej oczywiście. Fala ciepła rozlała się po jej ciele, kiedy zatopili się w swoich ustach. Hermionie nie było już zimno. Wręcz przeciwnie. Przez jej ciało przeszedł dreszcz. Czuła ręce Ślizgona na swojej talii. Ona jedną dłonią przeczesywała platynowe włosy chłopaka, a drugą oparła na jego torsie. Nie wiedzieli ile trwała ta chwila, ale żadne z nich nie chciało przerwać.
- Malfoy, co my robimy? – zapytała Gryfonka, kiedy w końcu się od siebie oderwali, żeby zaczerpnąć powietrza.
- Całujemy się – odpowiedział, jakby była to najbardziej oczywista rzecz na świecie.
- Nie powinniśmy. Przecież…
Draco wiedział, że to odpowiedni moment. Przecież nie szkodzi spróbować. Jeszcze nigdy się tak nie denerwował. Nawet wtedy, gdy wypełniał zadania dla Voldemorta.
- Granger, słuchaj. Podobasz mi się. Cholernie. Wiem, że też nie jestem ci obojętny. Myślę, że warto spróbować.
Hermiona popatrzyła na niego zdziwionym wzrokiem. Spodziewała się wszystkiego, ale nie takiej akcji.

- Draco, posłuchaj, myślę, że to nie jest dobry pomysł – powiedziała, przygryzając ze zdenerwowania wargę.

_______________________________________________________________________
Aloha! :D
Od razu mówię, że rozdział nie jest sprawdzony. Zajmę się tym jutro, właściwie dzisiaj, tylko trochę później. Szczerze mówiąc, chciałam tu trochę namieszać, ale...
No właśnie, ale. Macie tu lekko przesłodzony jak na mój gust rozdział ;-;
Ale niech będzie, co mi tam! xD
Właściwie, nie wiem, co o nim myśleć. Może Wy mi powiecie?
Liczę, na szczere komentarze. To naprawdę motywujące, więc bardzo proszę o pozostawienie śladu.
Zapraszam też do ankiety w kolumnie, na samej górze. Dla Was to dwa kliknięcia, dla mnie znaczą dużo ;)
Pozdrawiam,
Mrs Black ♥

sobota, 12 lipca 2014

Sowa #3

Hej c:
Ja tu tylko na chwilkę, chciałam powiedzieć, że założyłam kolejnego bloga. Jest to Scorose, zapraszam:
http://scorose-weird-story.blogspot.com

Rose Weasley trafia do Slytherinu. Prawie od razu zaprzyjaźnia się z Camille Fawn i Felice Nott. Ma też świetny kontakt ze swoim kuzynem, Albusem Severusem Potter'em, również z domu węża. Nie toleruje jednak jego przyjaciela - Scorpiusa Malfoya. Pewnego dnia Camille namawia ją na imprezę w Pokoju Wspólnym Slytherinu. Rose postanawia się zabawić. Nadużywa Ognistej Whiskey i mugolskich narkotyków. Wszysto wydaje się wspaniałe. Rano budzi się w swoim łóżku... ze Scorpiusem Malfoyem. Żadne z nich niczego nie pamięta. Co z tego wyniknie?

Przypominam o rozdziale 16!
Pozdrawiam, 
Mrs Black 

czwartek, 10 lipca 2014

Rozdział 16

- Witajcie w pierwszym dniu nauki w nowym roku. W tym semestrze do siódmej klasy dołączy nowa uczennica – w tym momencie do sali weszła dziewczyna, miała długie, lekko kręcone ciemne włosy, była średniego wzrostu, ale mimo to robiła naprawdę duże wrażenie. – Przybyła do nas ze Szkoły Magii i Czarodziejstwa Brujería. Powitajmy Venus Meropę Riddle.
Kiedy Hermiona to usłyszała, niemal natychmiast przestała myśleć o Draco. Do jej głowy napłynęły setki nowych myśli. Czy to krewna Voldemorta? Dlaczego dołącza do Hogwartu w drugim semestrze? Co ma zamiar zrobić? Czy jest zła? Czy Ministerstwo Magii o tym wie? Zakodowała sobie w głowie, że musi napisać do Harry’ego.
W tym czasie Venus podeszła do krzesła i nałożyła Tiarę Przydziału.
- SLYTHERIN – krzyknęła, pod dość długim namyśle.
Przy stole Domu Węża rozległy się brawa, a młoda Riddle usiadła niedaleko Astorii Greengrass i zaczęła z nią rozmowę.
- Genialnie się dobrały – powiedziała Hermiona do Ginny wskazując głową na dwie Ślizgonki.
- Myślisz, że to JEGO rodzina? – w głosie Ginny było czuć lekką nutkę strachu.
- Nie wiem – odparła krótko starsza Gryfonka.
Hermiona do końca śniadania nie zjadła niczego cały czas zastanawiając się nad tajemniczym pojawieniem się dziewczyny w szkole. Ożywiła się dopiero przed Eliksirami. Chyba po raz pierwszy w życiu cieszyła się na myśl o lekcji ze Ślizgonami. To była świetna okazja, żeby dowiedzieć się czegoś o nowej uczennicy. Kiedy weszła do klasy, kilka ławek było już zajętych, ale nie zauważyła obiektu swojego zainteresowania. Usiadła na swoim miejscu, otworzyła podręcznik i z zaciekawieniem zaczęła studiować jakiś temat. Po chwili poczuła, że ktoś zajął miejsce obok niej. Odwróciła głowę w prawo i dostrzegła Draco. Uśmiechnęła się do niego.
- Cześć.
- Cześć – również odpowiedział uśmiechem.
- Wiesz o co chodzi…? - zaczęła Hermiona.
- Nie mam pojęcia, to jest dla mnie tak dużym szokiem, jak dla wszystkich innych – blondyn chciał cos jeszcze dodać, ale w tej chwili do klasy weszła Venus, a za nią profesor Slughorn.
Dziewczyna, z braku innych miejsc, usiadła obok Parvati Patil w ławce naprzeciwko Hermiony. Nauczyciel podszedł do swojego biurka, wyjął podręczniki i zaczął mówić charakterystycznym dla niego głosem.
- Jako, że już niedługo piszecie OWTM-y, od dzisiaj zaczniemy powtarzać wszystko, czego nauczyliście się przez te siedem lat w Hogwarcie. Będę zadawał pytania, za które będzie można zdobyć punkty dla domu. Jeśli znacie odpowiedź, podnieście rękę. Zaczniemy od czegoś łatwego. Co otrzymamy dodając sproszkowany korzeń asfodelusa do nalewki z piołunu?
Ręka Hermiony natychmiast wystrzeliła w górę, co nie zdziwiło nikogo.
- To może – zaczął profesor – Panna Riddle.
Szatynka  dopiero teraz zorientowała się, że nowa uczennica podniosła rękę.
- Dodając sproszkowany korzeń asfodelusa do nalewki z piołunu otrzymamy Wywar Żywej Śmierci – jej głos był melodyjny, cichy, ale stanowczy i zawierał tę nutę sarkazmu, tak charakterystyczną dla uczniów domu Salazara.
- Doskonale! Pięć punktów dla Slytherinu – odezwał się Slughorn, widocznie usatysfakcjonowany odpowiedzią. – Kolejne pytanie. Czym charakteryzuje się Veritaserum? Panno Granger, proszę – powiedział widząc uniesioną dłoń Gryfonki.
- Veritaserum jest eliksirem prawdy. Osoba, która go wypije, odpowiada na zadane pytania szczerze i wyczerpująco. Warzenie trwa około miesiąca, a składniki są trudno dostępne. Do tego, samo przyrządzenie nie należy do najłatwiejszych. Wystarczą trzy krople mikstury, aby zmusić każdego do ujawnienia swoich najgłębszych sekretów. Prawidłowo uwarzony, powinien być bezbarwny i bezwonny, więc praktycznie nie sposób go wykryć.
- Wspaniale! Pięć punktów dla Gryffindoru.
Po dwóch następnych pytaniach, Slughorn zorientował się, że na tym poziomie zaawansowania są jedynie dwie uczennice – Hermiona Granger, która zawsze wie wszystko i Venus Riddle. Reszta lekcji minęła na rywalizacji obu dziewczyn. Profesor na przemian udzielał im głosu, a one bezbłędnie odpowiadały. Hermionę zaczęło to denerwować, w końcu to ona zawsze była najlepsza. Właściwie była już pewna, że ta dziewczyna jest do niej wrogo nastawiona i jej obecność nie przyniesie niczego dobrego. Gryfonka już miała odpowiadać na kolejne pytanie, kiedy rozległ się dzwonek. Obie zdobyły po 50 punktów. Szatynka lekko się zdenerwowała, na Merlina, przecież nikt nie może być mądrzejszy od niej. Postanowiła, że od razu po lekcjach uda się do biblioteki i tak też zrobiła. Pisała wypracowanie na Zaklęcia, kiedy ktoś przysiadł się naprzeciwko niej. Oderwała głowę od pergaminu i spojrzała na przybysza. Jakież było jej zdziwienie, gdy zobaczyła Venus Riddle. Czego mogła od niej chcieć? Zanim jednak zaczęła rozważać cele nowej uczennicy, ta się odezwała.
- Cześć. Ty jesteś Hermiona Granger, prawda? – zapytała z uśmiechem na ustach. – Jestem Venus. Venus Riddle – nazwisko wypowiedziała już nieco ciszej.
-  Hej, zgadza się – odpowiedziała nadal zdziwiona Gryfonka.
- Chciałam ci pogratulować. Niewiele osób w naszym wieku może wykazać się taką wiedzą.
- Och, eee… dzięki. Ty też wiesz bardzo dużo.
- No tak. Ale to dlatego, że w Brujería wybieramy jeden przedmiot, którego uczymy się na bardzo zaawansowanym poziomie.
- Rozumiem. Więc, wcześniej uczyłaś się w Hiszpanii? – Hermiona uznała tę rozmowę za świetną okazję dowiedzenia się czegoś więcej o tajemniczej Ślizgonce.
- Tak. Przeniosłam się tutaj z powodów… rodzinnych – odpowiedziała.
- I jak podoba ci się u nas? – zapytała szatynka, czując, że rozwijanie tematu rodziny byłoby podejrzane.
- Jest świetnie, mimo, że jestem tutaj dopiero jeden dzień. Och, robisz zadanie, nie będę przeszkadzać. Miło było cię poznać – powiedziała patrząc na pergamin leżący na biurku.
- Ciebie też – odpowiedziała Hermiona i wróciła do pisania wypracowania, kiedy dziewczyna odeszła.
To była naprawdę dziwna sytuacja. Na Merlina! Przecież ona jest Ślizgonką, do tego, prawie na pewno rodziną Voldemorta. I tak po prostu, jak gdyby nigdy nic, podchodzi sobie do niej, do Gryfonki, a do tego Gryfonki, która pomogła w zabiciu Czarnego Pana. Ale Hermiona stwierdziła, że w końcu ta rozmowa jej nie zaszkodziła, a jeśli ta cała Venus ma wobec niej jakieś złe plany, to z pewnością jeszcze nieraz (nie raz?) nadarzy się okazja do rozmowy.  Znów poczuła się jak w poprzednich latach w Hogwarcie, kiedy z Harry’m i Ronem rozwiązywała zagadki, które ich nie dotyczyły.
Długo zastanawiała się nad intencjami młodej Riddle, dlatego wypracowanie skończyła pisać dopiero po dwóch godzinach. Wróciła do dormitorium i kiedy rzuciła torbę z książkami na sofę, usłyszała ciche pukanie w szybę. Podeszła do okna i wpuściła do środka sowę, która należała do Harry’ego.

Droga Hermiono!
Jak zapewne już wiesz, do Hogwartu dołączyła nowa uczennica. Venus Riddle. I domyślam się, że spędziłaś mnóstwo czasu nad zastanawianiem się nad jej pochodzeniem. I pewnie miałaś rację, jest rodziną Voldzia. Nawet bliską rodziną. Venus Meropa Riddle jest córką Lorda Voldemorta. To może wydawać się nieprawdopodobne, ale Tom zabawił się z jakąś czarownicą. Nie wiedział o istnieniu córki, jej matka ją ukrywała, nadała jej jedynie drugie imię po babci. Sama Venus też nie wiedziała o swoim pochodzeniu. Wydało się to niedawno, po śmierci jej matki, Toris Greengrass. I  ponownie, Twoje przypuszczenia są słuszne. Jej matka była ciotką Astorii Greengrass, więc są kuzynkami. Mimo, że niczego nie udowodniono Venus, to proszę, uważaj na nią, nie wiadomo, jakie ma do nas nastawienie.
Trzymaj się ciepło,
Harry.

I właśnie w ten sposób jej wątpliwości zostały rozwiane. W tym momencie cieszyła się, że Harry pracuje w Ministerstwie. Nadal była jednak ciekawa, jak usposobiona jest Venus. Mimo, że nie znała Voldemorta, była jego córką, w jej żyłach płynęła krew najpotężniejszego czarnoksiężnika.
Wzięła do ręki pergamin i napisała odpowiedź.

Harry!
Dziękuję za list, dużo wyjaśniłeś. Dzisiaj na Eliksirach, Venus wykazała się dużymi umiejętnościami. Zdobyła tyle samo punktów co ja! Później, kiedy byłam w bibliotece, podeszła do mnie i pogratulowała mi wiedzy. Dziwne… Ale wydawała się miła. Jeśli czegoś się dowiem, na pewno napiszę!
Pozdrawiam  Ciebie i Rona,
Hermiona


Gryfonka przywiązała list do nóżki sowy Harry’ego i wypuściła ją przez okno. Postanowiła, że następnego dnia opowie wszystko Draco. On nie wydawał się zażenowany czy zły z powodu tego pocałunku. Zachowywał się, jakby nic się nie stało. Hermiona była ciekawa, co takiego on czuje do niej. Bo nie mogła ukryć przed samą sobą, że ten Ślizgon stawał się dla niej coraz ważniejszy.  

___________________________________________________________________________
Rozdział 16 trochę krótki, ale nie bardzo wiedziałam, co i jak napisać :/ Właściwie, teraz też nie wiem co napisać. Jedynie to, że ostatnio pojawia się coraz mniej komentarzy :/ Dlatego delikatny szantaż :3 Następny rozdział nie pojawi się, jesli nie będzie tutaj przynajmniej sześciu komentarzy. Każdy z nich jest bardzo motywujący i jest wyrazem szacunku za moją pracę i czas poświęcony w prowadzenie tego bloga.
Pozdrawiam, 
Mistress Black 

niedziela, 6 lipca 2014

Miniaturka #2

Obudziłam się, ale nie otwierałam oczu. Wspomnienia z poprzedniego wieczoru i nocy powróciły. Uśmiechnęłam się delikatnie. Poczułam ciepłe promienie słońca na twarzy. Zapowiadał się piękny, majowy dzień. Nadal  nie mogłam uwierzyć w to, jakie szczęście mnie spotkało…
Zaczęło się pół roku temu, w połowie listopada. Jako Prefekci Naczelni zamieszkaliśmy w jednym dormitorium. Chcąc nie chcąc, zaczęliśmy spędzać ze sobą więcej czasu. Wkrótce zostaliśmy przyjaciółmi. Przekonałam się, że był świetnym chłopakiem, a maska, za którą skrywał się przez tyle długich lat, była jedynie wymysłem jego rodziny i Czarnego Pana. Właśnie, tyle długich lat. Dokładnie sześć. Sześć lat docinków, wyzwisk, nienawiści, poniżania poszło w niepamięć. Bo jak ktoś mądry powiedział: „Czasem między nienawiścią, a miłością istnieje tylko cienka granica.” Tak, przekroczyłam tę granicę, pokochałam go. Pokochałam tego zimnego z pozoru arystokratę. Człowieka, który mnie obrażał, przez którego nieraz płakałam. Zaczęliśmy spędzać ze sobą coraz więcej czasu, poświęcaliśmy go sobie nie tylko na sprawy prefektów. Ale nadal nie miałam odwagi wyznać mu moich uczuć. Bo i po co? Nie miałam pojęcia jaki jest jego stosunek wobec mnie. Gdybym mu to powiedziała, straciłabym tę przyjaźń. Później jednak zaczęliśmy zachowywać się jak para, mimo, że nią nie byliśmy. On nigdy o nic nie zapytał, ja na nic się nie zgodziłam. Pomimo tego, było nam razem dobrze. Chwile, które spędzałam w jego objęciach, później w jego łóżku, były najszczęśliwszymi momentami w moim życiu. Chociaż wcześniej spotkało mnie tyle zła, jego towarzystwo, uwaga i miłość wynagradzały wszystko.
Otworzyłam oczy i przekręciłam się na bok z zamiarem przywitania się z ukochanym. Zdziwiłam się, że leżę w moim łóżku sama. W pierwszej chwili spojrzałam na zegarek, było zbyt wcześnie, aby mógł być na zajęciach, czy śniadaniu. Sekundę później zobaczyłam niedużą kartkę na poduszce obok. Drżącymi ze zdenerwowania dłońmi sięgnęłam po nią.

Kochana Hermiono.
Jeśli to czytasz, to znaczy, że zapewne już nigdy więcej się nie zobaczymy. Nie wiem, czy tego nie zauważyłaś, czy nie chciałaś, ale nasz „związek” nie miał ani przyszłości, ani sensu. Bo, czy cokolwiek ma sens? Rodzimy się, żyjemy, umieramy. Być może jest coś po tej „drugiej stronie”, może tam istnienie nabiera nowego znaczenia. Mam nadzieję, że kiedyś się tam spotkamy. Nie wiem. Nikt z nas tego nie wie. Możliwe,  że po śmierci dusza błąka się pomiędzy wymiarami, a ciało jedynie rozkłada w ziemi. Odbiegłem od tematu. Jesteśmy z dwóch innych światów. To nie byłoby dobre dla Ciebie, tak samo jak dla mnie. Nie było nam dane żyć w świecie bez ograniczeń, bez podziału na status krwi. Wierzę, że nie będziesz mieć mi tego za złe.
Na zawsze Twój, Draco.

Nie zobaczyłam go później, ani tego dnia, ani na balu wieńczącym naszą edukację w Hogwarcie, ani przez kilka lat po szkole. Wyjechałam za granicę, żeby uporządkować swoje życie. To jednak nie pomogło. Wróciłam do Londynu, dostałam dobrą posadę w Ministerstwie Magii. Wtedy zaczęłam go widywać, rzadko, na korytarzach. Udawał, że mnie nie zna, zresztą, ja nie byłam lepsza. Postanowiłam o nim zapomnieć, co wcale nie było łatwe. W snach wciąż mnie nawiedzał. Jego ręce na moim ciele, oczy, które zrzucały maskę obojętności, głos, który był przepełniony miłością. Nienawidziłam go, ponieważ go kochałam. Mimo to, chciałam być choć trochę szczęśliwa. Zaczęłam odpowiadać na zaproszenia przyjaciół. Od kiedy odszedł, byłam zamknięta w sobie, ale Harry, Ron i Ginny byli przy mnie zawsze. Kilka lat po skończeniu Hogwartu, przyjęłam oświadczyny Rona.

Teraz stoję na dworcu King’s Cross, na peronie 9 ¾. Żegnam się z dziećmi, a on jest tak blisko, a zarazem jest tak nieosiągalny. Patrzymy na siebie w tym samym momencie, wydaje mi się, że widzę w jego oczach ból, tęsknotę i to uczucie, z którym te zimne, stalowoszare tęczówki patrzyły kiedyś na mnie. Właśnie, wydaje mi się. Na jego twarz znów wpływa ten sam obojętny wyraz, oboje odwracamy wzrok.  Jestem żoną Rona, mam wspaniałe dzieci, mimo to, nigdy nie przestanę go kochać.  Nie żałuję. Nigdy nie będę. Te sześć miesięcy spędzone z nim, było najlepszym czasem w moim życiu. Wiem, że to nigdy nie powróci. I choć jego widok sprawia mi tyle bólu, to gdybym mogła cofnąć teraz czas, na pewno bym tego nie zrobiła. I co z tego, że ja, Hermiona Granger, przegrałam życie, skoro byłam szczęśliwa?

________________________________________________________________
Witam. 
Mam dla Was taką naprawdę krótką miniaturkę. Napisana pod wpływem impulsu, bo w moim życiu dzieje się ostatnio sporo rzeczy, niekoniecznie dobrych. 
Myślę, że to, że jest smutna, Was nie zrazi, od czasu do czasu musi pojawić się coś takiego, żeby nie było tutaj za bardzo cukierkowo ;)
Liczę, iż wyrazicie swoją opinię w komentarzu. Piszę to opowiadanie nie tylko dla siebie i liczę na szacunek i podzielenie się ze mną choć krótką refleksją na temat tego, co "tworzę".
Ostatnio pojawił się też Rozdział 15, nie każdy widział, zapraszam. 
Pozdrawiam i mam nadzieję, że trzymacie się lepiej niż ja ;-;
Mistress Black 

piątek, 4 lipca 2014

Rozdział 15

Trzydziestego grudnia Ginny spędziła w dormitorium Hermiony cały dzień. Żadna z nich nie miała ochoty wychodzić z pokoju w takim stanie. Mimo eliksirów wzmacniających i tych na kaca, Gryfonki nie czuły się najlepiej. Jedzenie przynosił im Stworek, więc mogły w spokoju sobie porozmawiać, tak jak robiły to zawsze na wakacjach w Norze. W tym roku szkolnym miały dla siebie mniej czasu, ponieważ Ginny poświęcała go głównie dla Blaise’a, a Hermiona miała obowiązki Prefekta Naczelnego. Weasley dopiero wieczorem wróciła do swojego dormitorium w wieży Gryffindoru.
Hermiona stała przed szafą i chyba po raz pierwszy w życiu miała tak duży problem z doborem ubrania. Nie pomagało jej to, że Ginny się spóźnia, a Malfoy nie powiedział jej, dokąd idą.
Kiedy w końcu Ginny wpadła do pokoju szatynki, zastała ją siedzącą przed szafą z obojętną miną.
- Nie wiem, wybierz coś – starsza Gryfonka odpowiedziała na niezadane jeszcze pytanie.
Ruda już po chwili wcisnęła Hermionie w ręce ubranie i wepchnęła ją do łazienki, a sama zrobiła sobie makijaż.
- Świetnie wyglądasz – powiedziała Ginny jedząc Fasolki Wszystkich Smaków, kiedy szatynka wyszła z toalety.
Panna Granger była ubrana w jasną, krótką spódnicę z baskinką i czarną bluzkę z jasnym kołnierzykiem. Z niedbałego koka wypadło kilka niesfornych kosmyków. Ginny spojrzała na zegarek, a kiedy zobaczyła, która godzina, pożegnała się z przyjaciółką i w pośpiechu wyszła z pokoju.
 Hermiona nie musiała długo czekać, już po chwili słyszała pukanie do drzwi. Była równo dziewiętnasta. Otworzyła i zobaczyła Draco. Jego czarna koszula i ciemne spodnie wspaniale kontrastowały z bladą skórą i platynowymi włosami.
- Jak zwykle punktualny – powiedziała na przywitanie.
- Cześć Granger – uśmiechnął się z lekką ironią.
- Dokąd idziemy?
- Jesteś strasznie ciekawska, zobaczysz.
Hermiona nic nie powiedziała, usiłowała udawać obrażoną. Ślizgon popatrzył na nią i westchnął lekko. Po chwili szli już korytarzem siódmego piętra. Szatynka zorientowała się, że kierują się do Pokoju Życzeń. Kiedy zatrzymali się naprzeciwko gobelinu z Barnabaszem Bzikiem, Draco przeszedł trzy razy wzdłuż ściany. Otworzył drzwi, które pojawiły się z nikąd i przytrzymał je dziewczynie. Znaleźli się w średniej wielkości pokoju. Ściany miały odcień ciepłego brązu, a na środku stała wygodna, duża sofa. Przed nią znajdował się stolik i duży kominek. Ścianę równoległą do drzwi zajmował ogromny barek ze wszystkimi rodzajami alkoholów, tymi czarodziejskimi, jak i mugolskimi. To miejsce było bardzo przytulne, chociaż po Malfoyu Hermiona spodziewała się czegoś innego. Jakiejś ogromnej imprezy, wśród tłumu ludzi, czy czegoś w tym stylu.
- Nie patrz tak, to nie wszystko, dowiesz się w swoim czasie – powiedział Draco widząc minę dziewczyny.
- Musisz udawać takiego tajemniczego? – zapytała znudzonym głosem.
- Nie. Ale lubię cię denerwować – uśmiechnął się tylko do dziewczyny, a ta obrzuciła go wzrokiem, którego nie powstydziłby się sam Bazyliszek.
- Więc… Dlaczego chciałeś spędzić ten dzień akurat ze mną? – Hermiona postanowiła przerwać niezręczną ciszę, jaka zapanowała.
- Dobre pytanie. Zawsze w Sylwestra upijałem się z Diabłem. Teraz on ma Wiewiórkę, a picie samemu to pierwsze objawy alkoholizmu – uśmiechnął się lekko. – Nie myśl, że poprosiłem cię o to, bo nie miałem nikogo. Wiesz, Granger, jesteś inna niż wszystkie dziewczyny.
- Dlaczego? – była zdziwiona, że mówił jej coś takiego.
- Tak po prostu – uśmiechnął się. – Boję się myśleć, co zrobiłaby taka Greengrass na twoim miejscu.
Oboje wybuchli śmiechem.
- Myślę, że zostałbyś ofiarą gwałtu – powiedziała Hermiona nadal się śmiejąc.
- Z pewnością. A Ty, Granger, dlaczego się zgodziłaś?
- David* zaprosił mnie na jakąś imprezę, ale szczerze mówiąc nie miałam ochoty na jego towarzystwo.
- Czyli zgodziłaś się, bo nie miałaś innego wyjścia – uśmiechnął się ironicznie. – Wykorzystasz mnie i porzucisz, a ja wpadnę w depresję.
Gryfonka wybuchła śmiechem patrząc na minę swojego towarzysza. Kolejnych kilka godzin minęło we właśnie takiej atmosferze. Rozmawiali, śmiali się i pili, bawiąc się dobrze w swoim towarzystwie.
- Granger, idziemy się przejść – powiedział Draco, kiedy zegarek wskazywał dwudziestą trzecią dwadzieścia pięć.
- Dokąd?
- Zobaczysz - odpowiedział uśmiechając się w charakterystyczny sposób.
Hermiona nie widziała sensu w sprzeczaniu się z blondynem, więc już po chwili kierowali się do jej dormitorium. Zabrała płaszcz i szalik, po czym za pomocą sieci Fiuu znaleźli się w pokoju Prefekta Naczelnego Slytherinu. Kiedy Draco się ubrał, wyszli z jego dormitorium i powoli skierowali się ku błoniom. Przez cały czas prowadzili lekką rozmowę. Przy bramie spotkali Filcha, który patrzył na nich, jakby co najmniej zabili jego kotkę szczoteczką do zębów. Przez chwilę się z nim kłócili, kiedy w końcu udowodnili, że są uczniami siódmej klasy, a do tego Prefektami Naczelnymi, wyszli poza teren Hogwartu. Ślizgon podał dziewczynie rękę, ta ją przyjęła i w tym samym momencie teleportowali się w miejsce znane tylko chłopakowi.
Hermiona rozejrzała się dookoła. Znajdowali się na wzgórzu z tarasem widokowym. Podeszła bliżej oszołomiona widokiem. Przed nią rozpościerała się rzeka, a na jej obu brzegach, połączonych mostem, mnóstwo wspaniale oświetlonych budynków. Rozpoznała budynek Parlamentu, byli w Budapeszcie. Na tarasie nie było innych ludzi.
- Jak ci się podoba? – zapytał Draco stając tuż za dziewczyną i podając jej kieliszek z szampanem.
- Tu jest pięknie – odpowiedziała dziewczyna z lekkim uśmiechem na ustach.
Stali przez chwilę w ciszy, kiedy nagle na niebie zaczęły pojawiać się fajerwerki. Hermiona musiała przyznać, że wyglądało to niesamowicie, a blondyn  świetnie trafił w jej gust.
Odwróciła się w jego stronę. W półmroku, oświetlony tylko światłami budynków i fajerwerków wyglądał jeszcze przystojniej niż zwykle.
Oboje nie wiedzieli, dlaczego zadziałali pod wpływem tego impulsu. Dlaczego nagle przestali myśleć. Nie wiedzieli kto zaczął. Pocałowali się. Pierwszy raz nie w obecności astorii. Pierwszy raz, naprawdę. Jego chłodne wargi łączyły się z jej ciepłymi, malinowymi ustami. Jego ręce obejmowały ją w talii, a jej były zarzucone na jego szyję. I właśnie w tym momencie arystokrata, Ślizgon, a do tego Draco Malfoy zrozumiał, że czuje do tej dziewczyny coś więcej. Żadna inna kobieta tak na niego nie działała. Chciał przerwać, ale nie potrafił. Wiedział, że to, co robi, jest niepoprawne. Wiedział, że to złe dla tej drobnej Gryfonki, którą trzymał w ramionach. Wiedział, ale nie zrobił niczego, bo był egoistą. Chciał skończyć, ale nie mógł, bo czuł się zbyt wspaniale.
Hermiona jako pierwsza się opamiętała i odsunęła od blondyna.
- Przepraszam, to nie powinno się wydarzyć – powiedziała, po czym zniknęła z cichym pyknięciem, które towarzyszyło teleportacji.
Chciał za nią iść, ale wiedział, że to niczego by nie dało. Ta dziewczyna była niesamowicie uparta, nie chciałaby z nim teraz rozmawiać. Usiadł na ławce wpatrzony w widok, który rozpościerał się przed nim. Co on w ogóle zrobił? To wszystko było bez sensu, od samego początku. Ta cała gra w udawanie pary. A to wszystko przez Greengrass. A może nie? Może to tylko jego wina?
Hermiona teleportowała się przed bramy Hogwartu i szybkim krokiem ruszyła do zamku. Nawet nie wiedziała co myśleć. Zrobiła to, trudno. Nie będzie żałować, na pewno. Po co ona angażowała się w to wszystko? Zresztą, nie ważne. Stało się, trudno. Gryfonka stwierdziła, że nie będzie unikać Malfoya, nie będzie też robić z nim niczego, czego  nie musi. Tylko sprawy Prefektów. Nie chciała myśleć o tym chłopaku, który budził w niej tak wiele sprzecznych uczuć, jednak nie mogła. Zasnęła dopiero nad ranem.
Draco wstał rano w okropnym nastroju. Nie spał prawie dwie noce. A pierwszego stycznia w ogóle nie widział szatynki Zwlekł się jednak z łóżka z zamiarem porozmawiania z Hermioną. Chciał to wszystko naprawić. Przecież ten pocałunek nic nie znaczył, prawda? Nie. Siebie nie oszuka, ale może wmówić to Granger.
Hermiona siedziała w Wielkiej Sali  i jadła śniadanie, kiedy profesor McGonagall podeszła do mównicy.
- Witajcie w pierwszym dniu nauki w nowym roku. W tym semestrze do siódmej klasy dołączy nowa uczennica – w tym momencie do sali weszła dziewczyna, miała długie, lekko kręcone ciemne włosy, była średniego wzrostu, ale mimo to robiła naprawdę duże wrażenie. – Przybyła do nas ze Szkoły Magii i Czarodziejstwa Brujería. Powitajmy Venus Meropę Riddle.


*David Crinkle – postać wymyślona na potrzeby mojego opowiadania. Jest to osiemnastoletni, przystojny Krukon, któremu podoba się Hermiona.

________________________________________________________________
Ciao! :D
Jestem z nowym rozdziałem. Jest taki o niczym, i do tego bardzo chaotyczny. Pisałam go jakiś czas, pewnie pojawiłby się wcześniej, ale byłam na biwaku i nie miałam możliwości niczego napisać.
Pewnie są tutaj jakieś błędy, myślę, że kilka literówek. Jeśli znajdziecie, bardzo proszę o wskazanie ich, bo ostatnio nie ogarniam xD
Szanuj moją pracę - skomentuj
Pozdrawiam,
Mrs Black