niedziela, 6 lipca 2014

Miniaturka #2

Obudziłam się, ale nie otwierałam oczu. Wspomnienia z poprzedniego wieczoru i nocy powróciły. Uśmiechnęłam się delikatnie. Poczułam ciepłe promienie słońca na twarzy. Zapowiadał się piękny, majowy dzień. Nadal  nie mogłam uwierzyć w to, jakie szczęście mnie spotkało…
Zaczęło się pół roku temu, w połowie listopada. Jako Prefekci Naczelni zamieszkaliśmy w jednym dormitorium. Chcąc nie chcąc, zaczęliśmy spędzać ze sobą więcej czasu. Wkrótce zostaliśmy przyjaciółmi. Przekonałam się, że był świetnym chłopakiem, a maska, za którą skrywał się przez tyle długich lat, była jedynie wymysłem jego rodziny i Czarnego Pana. Właśnie, tyle długich lat. Dokładnie sześć. Sześć lat docinków, wyzwisk, nienawiści, poniżania poszło w niepamięć. Bo jak ktoś mądry powiedział: „Czasem między nienawiścią, a miłością istnieje tylko cienka granica.” Tak, przekroczyłam tę granicę, pokochałam go. Pokochałam tego zimnego z pozoru arystokratę. Człowieka, który mnie obrażał, przez którego nieraz płakałam. Zaczęliśmy spędzać ze sobą coraz więcej czasu, poświęcaliśmy go sobie nie tylko na sprawy prefektów. Ale nadal nie miałam odwagi wyznać mu moich uczuć. Bo i po co? Nie miałam pojęcia jaki jest jego stosunek wobec mnie. Gdybym mu to powiedziała, straciłabym tę przyjaźń. Później jednak zaczęliśmy zachowywać się jak para, mimo, że nią nie byliśmy. On nigdy o nic nie zapytał, ja na nic się nie zgodziłam. Pomimo tego, było nam razem dobrze. Chwile, które spędzałam w jego objęciach, później w jego łóżku, były najszczęśliwszymi momentami w moim życiu. Chociaż wcześniej spotkało mnie tyle zła, jego towarzystwo, uwaga i miłość wynagradzały wszystko.
Otworzyłam oczy i przekręciłam się na bok z zamiarem przywitania się z ukochanym. Zdziwiłam się, że leżę w moim łóżku sama. W pierwszej chwili spojrzałam na zegarek, było zbyt wcześnie, aby mógł być na zajęciach, czy śniadaniu. Sekundę później zobaczyłam niedużą kartkę na poduszce obok. Drżącymi ze zdenerwowania dłońmi sięgnęłam po nią.

Kochana Hermiono.
Jeśli to czytasz, to znaczy, że zapewne już nigdy więcej się nie zobaczymy. Nie wiem, czy tego nie zauważyłaś, czy nie chciałaś, ale nasz „związek” nie miał ani przyszłości, ani sensu. Bo, czy cokolwiek ma sens? Rodzimy się, żyjemy, umieramy. Być może jest coś po tej „drugiej stronie”, może tam istnienie nabiera nowego znaczenia. Mam nadzieję, że kiedyś się tam spotkamy. Nie wiem. Nikt z nas tego nie wie. Możliwe,  że po śmierci dusza błąka się pomiędzy wymiarami, a ciało jedynie rozkłada w ziemi. Odbiegłem od tematu. Jesteśmy z dwóch innych światów. To nie byłoby dobre dla Ciebie, tak samo jak dla mnie. Nie było nam dane żyć w świecie bez ograniczeń, bez podziału na status krwi. Wierzę, że nie będziesz mieć mi tego za złe.
Na zawsze Twój, Draco.

Nie zobaczyłam go później, ani tego dnia, ani na balu wieńczącym naszą edukację w Hogwarcie, ani przez kilka lat po szkole. Wyjechałam za granicę, żeby uporządkować swoje życie. To jednak nie pomogło. Wróciłam do Londynu, dostałam dobrą posadę w Ministerstwie Magii. Wtedy zaczęłam go widywać, rzadko, na korytarzach. Udawał, że mnie nie zna, zresztą, ja nie byłam lepsza. Postanowiłam o nim zapomnieć, co wcale nie było łatwe. W snach wciąż mnie nawiedzał. Jego ręce na moim ciele, oczy, które zrzucały maskę obojętności, głos, który był przepełniony miłością. Nienawidziłam go, ponieważ go kochałam. Mimo to, chciałam być choć trochę szczęśliwa. Zaczęłam odpowiadać na zaproszenia przyjaciół. Od kiedy odszedł, byłam zamknięta w sobie, ale Harry, Ron i Ginny byli przy mnie zawsze. Kilka lat po skończeniu Hogwartu, przyjęłam oświadczyny Rona.

Teraz stoję na dworcu King’s Cross, na peronie 9 ¾. Żegnam się z dziećmi, a on jest tak blisko, a zarazem jest tak nieosiągalny. Patrzymy na siebie w tym samym momencie, wydaje mi się, że widzę w jego oczach ból, tęsknotę i to uczucie, z którym te zimne, stalowoszare tęczówki patrzyły kiedyś na mnie. Właśnie, wydaje mi się. Na jego twarz znów wpływa ten sam obojętny wyraz, oboje odwracamy wzrok.  Jestem żoną Rona, mam wspaniałe dzieci, mimo to, nigdy nie przestanę go kochać.  Nie żałuję. Nigdy nie będę. Te sześć miesięcy spędzone z nim, było najlepszym czasem w moim życiu. Wiem, że to nigdy nie powróci. I choć jego widok sprawia mi tyle bólu, to gdybym mogła cofnąć teraz czas, na pewno bym tego nie zrobiła. I co z tego, że ja, Hermiona Granger, przegrałam życie, skoro byłam szczęśliwa?

________________________________________________________________
Witam. 
Mam dla Was taką naprawdę krótką miniaturkę. Napisana pod wpływem impulsu, bo w moim życiu dzieje się ostatnio sporo rzeczy, niekoniecznie dobrych. 
Myślę, że to, że jest smutna, Was nie zrazi, od czasu do czasu musi pojawić się coś takiego, żeby nie było tutaj za bardzo cukierkowo ;)
Liczę, iż wyrazicie swoją opinię w komentarzu. Piszę to opowiadanie nie tylko dla siebie i liczę na szacunek i podzielenie się ze mną choć krótką refleksją na temat tego, co "tworzę".
Ostatnio pojawił się też Rozdział 15, nie każdy widział, zapraszam. 
Pozdrawiam i mam nadzieję, że trzymacie się lepiej niż ja ;-;
Mistress Black 

4 komentarze:

  1. Smutno się zrobiło a ja lubię gdy jest cukierkowo... jednak i tak bardzo fajnie :)
    Pozdrawiam i weny życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Podobają mi się te skreślenia! Nie wiem czemu, ale są świetnie! Pisz dalej! I moze ja zaproszę do siebie :) http://dramione-is-my-life.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Śliczne :* Te skreślenia są na serio fajne. Miałaś świetny pomysł :) Jak zwykle świetnie :*
    Życzę weny + obserwuję :*
    Wpadniesz do mnie?
    http://wyslemycisedeszhogwartu.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze. Każdy z nich jest motywujący, więc zachęcam do zostawienia po sobie śladu ;)