piątek, 4 lipca 2014

Rozdział 15

Trzydziestego grudnia Ginny spędziła w dormitorium Hermiony cały dzień. Żadna z nich nie miała ochoty wychodzić z pokoju w takim stanie. Mimo eliksirów wzmacniających i tych na kaca, Gryfonki nie czuły się najlepiej. Jedzenie przynosił im Stworek, więc mogły w spokoju sobie porozmawiać, tak jak robiły to zawsze na wakacjach w Norze. W tym roku szkolnym miały dla siebie mniej czasu, ponieważ Ginny poświęcała go głównie dla Blaise’a, a Hermiona miała obowiązki Prefekta Naczelnego. Weasley dopiero wieczorem wróciła do swojego dormitorium w wieży Gryffindoru.
Hermiona stała przed szafą i chyba po raz pierwszy w życiu miała tak duży problem z doborem ubrania. Nie pomagało jej to, że Ginny się spóźnia, a Malfoy nie powiedział jej, dokąd idą.
Kiedy w końcu Ginny wpadła do pokoju szatynki, zastała ją siedzącą przed szafą z obojętną miną.
- Nie wiem, wybierz coś – starsza Gryfonka odpowiedziała na niezadane jeszcze pytanie.
Ruda już po chwili wcisnęła Hermionie w ręce ubranie i wepchnęła ją do łazienki, a sama zrobiła sobie makijaż.
- Świetnie wyglądasz – powiedziała Ginny jedząc Fasolki Wszystkich Smaków, kiedy szatynka wyszła z toalety.
Panna Granger była ubrana w jasną, krótką spódnicę z baskinką i czarną bluzkę z jasnym kołnierzykiem. Z niedbałego koka wypadło kilka niesfornych kosmyków. Ginny spojrzała na zegarek, a kiedy zobaczyła, która godzina, pożegnała się z przyjaciółką i w pośpiechu wyszła z pokoju.
 Hermiona nie musiała długo czekać, już po chwili słyszała pukanie do drzwi. Była równo dziewiętnasta. Otworzyła i zobaczyła Draco. Jego czarna koszula i ciemne spodnie wspaniale kontrastowały z bladą skórą i platynowymi włosami.
- Jak zwykle punktualny – powiedziała na przywitanie.
- Cześć Granger – uśmiechnął się z lekką ironią.
- Dokąd idziemy?
- Jesteś strasznie ciekawska, zobaczysz.
Hermiona nic nie powiedziała, usiłowała udawać obrażoną. Ślizgon popatrzył na nią i westchnął lekko. Po chwili szli już korytarzem siódmego piętra. Szatynka zorientowała się, że kierują się do Pokoju Życzeń. Kiedy zatrzymali się naprzeciwko gobelinu z Barnabaszem Bzikiem, Draco przeszedł trzy razy wzdłuż ściany. Otworzył drzwi, które pojawiły się z nikąd i przytrzymał je dziewczynie. Znaleźli się w średniej wielkości pokoju. Ściany miały odcień ciepłego brązu, a na środku stała wygodna, duża sofa. Przed nią znajdował się stolik i duży kominek. Ścianę równoległą do drzwi zajmował ogromny barek ze wszystkimi rodzajami alkoholów, tymi czarodziejskimi, jak i mugolskimi. To miejsce było bardzo przytulne, chociaż po Malfoyu Hermiona spodziewała się czegoś innego. Jakiejś ogromnej imprezy, wśród tłumu ludzi, czy czegoś w tym stylu.
- Nie patrz tak, to nie wszystko, dowiesz się w swoim czasie – powiedział Draco widząc minę dziewczyny.
- Musisz udawać takiego tajemniczego? – zapytała znudzonym głosem.
- Nie. Ale lubię cię denerwować – uśmiechnął się tylko do dziewczyny, a ta obrzuciła go wzrokiem, którego nie powstydziłby się sam Bazyliszek.
- Więc… Dlaczego chciałeś spędzić ten dzień akurat ze mną? – Hermiona postanowiła przerwać niezręczną ciszę, jaka zapanowała.
- Dobre pytanie. Zawsze w Sylwestra upijałem się z Diabłem. Teraz on ma Wiewiórkę, a picie samemu to pierwsze objawy alkoholizmu – uśmiechnął się lekko. – Nie myśl, że poprosiłem cię o to, bo nie miałem nikogo. Wiesz, Granger, jesteś inna niż wszystkie dziewczyny.
- Dlaczego? – była zdziwiona, że mówił jej coś takiego.
- Tak po prostu – uśmiechnął się. – Boję się myśleć, co zrobiłaby taka Greengrass na twoim miejscu.
Oboje wybuchli śmiechem.
- Myślę, że zostałbyś ofiarą gwałtu – powiedziała Hermiona nadal się śmiejąc.
- Z pewnością. A Ty, Granger, dlaczego się zgodziłaś?
- David* zaprosił mnie na jakąś imprezę, ale szczerze mówiąc nie miałam ochoty na jego towarzystwo.
- Czyli zgodziłaś się, bo nie miałaś innego wyjścia – uśmiechnął się ironicznie. – Wykorzystasz mnie i porzucisz, a ja wpadnę w depresję.
Gryfonka wybuchła śmiechem patrząc na minę swojego towarzysza. Kolejnych kilka godzin minęło we właśnie takiej atmosferze. Rozmawiali, śmiali się i pili, bawiąc się dobrze w swoim towarzystwie.
- Granger, idziemy się przejść – powiedział Draco, kiedy zegarek wskazywał dwudziestą trzecią dwadzieścia pięć.
- Dokąd?
- Zobaczysz - odpowiedział uśmiechając się w charakterystyczny sposób.
Hermiona nie widziała sensu w sprzeczaniu się z blondynem, więc już po chwili kierowali się do jej dormitorium. Zabrała płaszcz i szalik, po czym za pomocą sieci Fiuu znaleźli się w pokoju Prefekta Naczelnego Slytherinu. Kiedy Draco się ubrał, wyszli z jego dormitorium i powoli skierowali się ku błoniom. Przez cały czas prowadzili lekką rozmowę. Przy bramie spotkali Filcha, który patrzył na nich, jakby co najmniej zabili jego kotkę szczoteczką do zębów. Przez chwilę się z nim kłócili, kiedy w końcu udowodnili, że są uczniami siódmej klasy, a do tego Prefektami Naczelnymi, wyszli poza teren Hogwartu. Ślizgon podał dziewczynie rękę, ta ją przyjęła i w tym samym momencie teleportowali się w miejsce znane tylko chłopakowi.
Hermiona rozejrzała się dookoła. Znajdowali się na wzgórzu z tarasem widokowym. Podeszła bliżej oszołomiona widokiem. Przed nią rozpościerała się rzeka, a na jej obu brzegach, połączonych mostem, mnóstwo wspaniale oświetlonych budynków. Rozpoznała budynek Parlamentu, byli w Budapeszcie. Na tarasie nie było innych ludzi.
- Jak ci się podoba? – zapytał Draco stając tuż za dziewczyną i podając jej kieliszek z szampanem.
- Tu jest pięknie – odpowiedziała dziewczyna z lekkim uśmiechem na ustach.
Stali przez chwilę w ciszy, kiedy nagle na niebie zaczęły pojawiać się fajerwerki. Hermiona musiała przyznać, że wyglądało to niesamowicie, a blondyn  świetnie trafił w jej gust.
Odwróciła się w jego stronę. W półmroku, oświetlony tylko światłami budynków i fajerwerków wyglądał jeszcze przystojniej niż zwykle.
Oboje nie wiedzieli, dlaczego zadziałali pod wpływem tego impulsu. Dlaczego nagle przestali myśleć. Nie wiedzieli kto zaczął. Pocałowali się. Pierwszy raz nie w obecności astorii. Pierwszy raz, naprawdę. Jego chłodne wargi łączyły się z jej ciepłymi, malinowymi ustami. Jego ręce obejmowały ją w talii, a jej były zarzucone na jego szyję. I właśnie w tym momencie arystokrata, Ślizgon, a do tego Draco Malfoy zrozumiał, że czuje do tej dziewczyny coś więcej. Żadna inna kobieta tak na niego nie działała. Chciał przerwać, ale nie potrafił. Wiedział, że to, co robi, jest niepoprawne. Wiedział, że to złe dla tej drobnej Gryfonki, którą trzymał w ramionach. Wiedział, ale nie zrobił niczego, bo był egoistą. Chciał skończyć, ale nie mógł, bo czuł się zbyt wspaniale.
Hermiona jako pierwsza się opamiętała i odsunęła od blondyna.
- Przepraszam, to nie powinno się wydarzyć – powiedziała, po czym zniknęła z cichym pyknięciem, które towarzyszyło teleportacji.
Chciał za nią iść, ale wiedział, że to niczego by nie dało. Ta dziewczyna była niesamowicie uparta, nie chciałaby z nim teraz rozmawiać. Usiadł na ławce wpatrzony w widok, który rozpościerał się przed nim. Co on w ogóle zrobił? To wszystko było bez sensu, od samego początku. Ta cała gra w udawanie pary. A to wszystko przez Greengrass. A może nie? Może to tylko jego wina?
Hermiona teleportowała się przed bramy Hogwartu i szybkim krokiem ruszyła do zamku. Nawet nie wiedziała co myśleć. Zrobiła to, trudno. Nie będzie żałować, na pewno. Po co ona angażowała się w to wszystko? Zresztą, nie ważne. Stało się, trudno. Gryfonka stwierdziła, że nie będzie unikać Malfoya, nie będzie też robić z nim niczego, czego  nie musi. Tylko sprawy Prefektów. Nie chciała myśleć o tym chłopaku, który budził w niej tak wiele sprzecznych uczuć, jednak nie mogła. Zasnęła dopiero nad ranem.
Draco wstał rano w okropnym nastroju. Nie spał prawie dwie noce. A pierwszego stycznia w ogóle nie widział szatynki Zwlekł się jednak z łóżka z zamiarem porozmawiania z Hermioną. Chciał to wszystko naprawić. Przecież ten pocałunek nic nie znaczył, prawda? Nie. Siebie nie oszuka, ale może wmówić to Granger.
Hermiona siedziała w Wielkiej Sali  i jadła śniadanie, kiedy profesor McGonagall podeszła do mównicy.
- Witajcie w pierwszym dniu nauki w nowym roku. W tym semestrze do siódmej klasy dołączy nowa uczennica – w tym momencie do sali weszła dziewczyna, miała długie, lekko kręcone ciemne włosy, była średniego wzrostu, ale mimo to robiła naprawdę duże wrażenie. – Przybyła do nas ze Szkoły Magii i Czarodziejstwa Brujería. Powitajmy Venus Meropę Riddle.


*David Crinkle – postać wymyślona na potrzeby mojego opowiadania. Jest to osiemnastoletni, przystojny Krukon, któremu podoba się Hermiona.

________________________________________________________________
Ciao! :D
Jestem z nowym rozdziałem. Jest taki o niczym, i do tego bardzo chaotyczny. Pisałam go jakiś czas, pewnie pojawiłby się wcześniej, ale byłam na biwaku i nie miałam możliwości niczego napisać.
Pewnie są tutaj jakieś błędy, myślę, że kilka literówek. Jeśli znajdziecie, bardzo proszę o wskazanie ich, bo ostatnio nie ogarniam xD
Szanuj moją pracę - skomentuj
Pozdrawiam,
Mrs Black 

2 komentarze:

  1. Fajny wpis, tylko krótki,a le cie rozumiem. Nie ma za dużo błędów, nie zauważyłam nic, tylko brak kropki w jednym miejscu. Zmieniłabym kolor tekstu albo kolor szablony, bo jest za ciemno i się zlewa. Ja też chciałam zrobić bloga o tym ,że do Hogwartu dochodzi krewna Voldemorta !

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie mam pojęcia dlaczego dopiero teraz przeczytałam ten rozdział jednak muszę powiedzieć, że ich sylwester przypadł mi do gustu :) mogłaś trochę bardziej rozwinąć co działo się w pokoju życzeń lub coś :) ale i tak było bardzo fajnie :)
    Pozdrawiam i weny życzę :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze. Każdy z nich jest motywujący, więc zachęcam do zostawienia po sobie śladu ;)