sobota, 12 lipca 2014

Sowa #3

Hej c:
Ja tu tylko na chwilkę, chciałam powiedzieć, że założyłam kolejnego bloga. Jest to Scorose, zapraszam:
http://scorose-weird-story.blogspot.com

Rose Weasley trafia do Slytherinu. Prawie od razu zaprzyjaźnia się z Camille Fawn i Felice Nott. Ma też świetny kontakt ze swoim kuzynem, Albusem Severusem Potter'em, również z domu węża. Nie toleruje jednak jego przyjaciela - Scorpiusa Malfoya. Pewnego dnia Camille namawia ją na imprezę w Pokoju Wspólnym Slytherinu. Rose postanawia się zabawić. Nadużywa Ognistej Whiskey i mugolskich narkotyków. Wszysto wydaje się wspaniałe. Rano budzi się w swoim łóżku... ze Scorpiusem Malfoyem. Żadne z nich niczego nie pamięta. Co z tego wyniknie?

Przypominam o rozdziale 16!
Pozdrawiam, 
Mrs Black 

czwartek, 10 lipca 2014

Rozdział 16

- Witajcie w pierwszym dniu nauki w nowym roku. W tym semestrze do siódmej klasy dołączy nowa uczennica – w tym momencie do sali weszła dziewczyna, miała długie, lekko kręcone ciemne włosy, była średniego wzrostu, ale mimo to robiła naprawdę duże wrażenie. – Przybyła do nas ze Szkoły Magii i Czarodziejstwa Brujería. Powitajmy Venus Meropę Riddle.
Kiedy Hermiona to usłyszała, niemal natychmiast przestała myśleć o Draco. Do jej głowy napłynęły setki nowych myśli. Czy to krewna Voldemorta? Dlaczego dołącza do Hogwartu w drugim semestrze? Co ma zamiar zrobić? Czy jest zła? Czy Ministerstwo Magii o tym wie? Zakodowała sobie w głowie, że musi napisać do Harry’ego.
W tym czasie Venus podeszła do krzesła i nałożyła Tiarę Przydziału.
- SLYTHERIN – krzyknęła, pod dość długim namyśle.
Przy stole Domu Węża rozległy się brawa, a młoda Riddle usiadła niedaleko Astorii Greengrass i zaczęła z nią rozmowę.
- Genialnie się dobrały – powiedziała Hermiona do Ginny wskazując głową na dwie Ślizgonki.
- Myślisz, że to JEGO rodzina? – w głosie Ginny było czuć lekką nutkę strachu.
- Nie wiem – odparła krótko starsza Gryfonka.
Hermiona do końca śniadania nie zjadła niczego cały czas zastanawiając się nad tajemniczym pojawieniem się dziewczyny w szkole. Ożywiła się dopiero przed Eliksirami. Chyba po raz pierwszy w życiu cieszyła się na myśl o lekcji ze Ślizgonami. To była świetna okazja, żeby dowiedzieć się czegoś o nowej uczennicy. Kiedy weszła do klasy, kilka ławek było już zajętych, ale nie zauważyła obiektu swojego zainteresowania. Usiadła na swoim miejscu, otworzyła podręcznik i z zaciekawieniem zaczęła studiować jakiś temat. Po chwili poczuła, że ktoś zajął miejsce obok niej. Odwróciła głowę w prawo i dostrzegła Draco. Uśmiechnęła się do niego.
- Cześć.
- Cześć – również odpowiedział uśmiechem.
- Wiesz o co chodzi…? - zaczęła Hermiona.
- Nie mam pojęcia, to jest dla mnie tak dużym szokiem, jak dla wszystkich innych – blondyn chciał cos jeszcze dodać, ale w tej chwili do klasy weszła Venus, a za nią profesor Slughorn.
Dziewczyna, z braku innych miejsc, usiadła obok Parvati Patil w ławce naprzeciwko Hermiony. Nauczyciel podszedł do swojego biurka, wyjął podręczniki i zaczął mówić charakterystycznym dla niego głosem.
- Jako, że już niedługo piszecie OWTM-y, od dzisiaj zaczniemy powtarzać wszystko, czego nauczyliście się przez te siedem lat w Hogwarcie. Będę zadawał pytania, za które będzie można zdobyć punkty dla domu. Jeśli znacie odpowiedź, podnieście rękę. Zaczniemy od czegoś łatwego. Co otrzymamy dodając sproszkowany korzeń asfodelusa do nalewki z piołunu?
Ręka Hermiony natychmiast wystrzeliła w górę, co nie zdziwiło nikogo.
- To może – zaczął profesor – Panna Riddle.
Szatynka  dopiero teraz zorientowała się, że nowa uczennica podniosła rękę.
- Dodając sproszkowany korzeń asfodelusa do nalewki z piołunu otrzymamy Wywar Żywej Śmierci – jej głos był melodyjny, cichy, ale stanowczy i zawierał tę nutę sarkazmu, tak charakterystyczną dla uczniów domu Salazara.
- Doskonale! Pięć punktów dla Slytherinu – odezwał się Slughorn, widocznie usatysfakcjonowany odpowiedzią. – Kolejne pytanie. Czym charakteryzuje się Veritaserum? Panno Granger, proszę – powiedział widząc uniesioną dłoń Gryfonki.
- Veritaserum jest eliksirem prawdy. Osoba, która go wypije, odpowiada na zadane pytania szczerze i wyczerpująco. Warzenie trwa około miesiąca, a składniki są trudno dostępne. Do tego, samo przyrządzenie nie należy do najłatwiejszych. Wystarczą trzy krople mikstury, aby zmusić każdego do ujawnienia swoich najgłębszych sekretów. Prawidłowo uwarzony, powinien być bezbarwny i bezwonny, więc praktycznie nie sposób go wykryć.
- Wspaniale! Pięć punktów dla Gryffindoru.
Po dwóch następnych pytaniach, Slughorn zorientował się, że na tym poziomie zaawansowania są jedynie dwie uczennice – Hermiona Granger, która zawsze wie wszystko i Venus Riddle. Reszta lekcji minęła na rywalizacji obu dziewczyn. Profesor na przemian udzielał im głosu, a one bezbłędnie odpowiadały. Hermionę zaczęło to denerwować, w końcu to ona zawsze była najlepsza. Właściwie była już pewna, że ta dziewczyna jest do niej wrogo nastawiona i jej obecność nie przyniesie niczego dobrego. Gryfonka już miała odpowiadać na kolejne pytanie, kiedy rozległ się dzwonek. Obie zdobyły po 50 punktów. Szatynka lekko się zdenerwowała, na Merlina, przecież nikt nie może być mądrzejszy od niej. Postanowiła, że od razu po lekcjach uda się do biblioteki i tak też zrobiła. Pisała wypracowanie na Zaklęcia, kiedy ktoś przysiadł się naprzeciwko niej. Oderwała głowę od pergaminu i spojrzała na przybysza. Jakież było jej zdziwienie, gdy zobaczyła Venus Riddle. Czego mogła od niej chcieć? Zanim jednak zaczęła rozważać cele nowej uczennicy, ta się odezwała.
- Cześć. Ty jesteś Hermiona Granger, prawda? – zapytała z uśmiechem na ustach. – Jestem Venus. Venus Riddle – nazwisko wypowiedziała już nieco ciszej.
-  Hej, zgadza się – odpowiedziała nadal zdziwiona Gryfonka.
- Chciałam ci pogratulować. Niewiele osób w naszym wieku może wykazać się taką wiedzą.
- Och, eee… dzięki. Ty też wiesz bardzo dużo.
- No tak. Ale to dlatego, że w Brujería wybieramy jeden przedmiot, którego uczymy się na bardzo zaawansowanym poziomie.
- Rozumiem. Więc, wcześniej uczyłaś się w Hiszpanii? – Hermiona uznała tę rozmowę za świetną okazję dowiedzenia się czegoś więcej o tajemniczej Ślizgonce.
- Tak. Przeniosłam się tutaj z powodów… rodzinnych – odpowiedziała.
- I jak podoba ci się u nas? – zapytała szatynka, czując, że rozwijanie tematu rodziny byłoby podejrzane.
- Jest świetnie, mimo, że jestem tutaj dopiero jeden dzień. Och, robisz zadanie, nie będę przeszkadzać. Miło było cię poznać – powiedziała patrząc na pergamin leżący na biurku.
- Ciebie też – odpowiedziała Hermiona i wróciła do pisania wypracowania, kiedy dziewczyna odeszła.
To była naprawdę dziwna sytuacja. Na Merlina! Przecież ona jest Ślizgonką, do tego, prawie na pewno rodziną Voldemorta. I tak po prostu, jak gdyby nigdy nic, podchodzi sobie do niej, do Gryfonki, a do tego Gryfonki, która pomogła w zabiciu Czarnego Pana. Ale Hermiona stwierdziła, że w końcu ta rozmowa jej nie zaszkodziła, a jeśli ta cała Venus ma wobec niej jakieś złe plany, to z pewnością jeszcze nieraz (nie raz?) nadarzy się okazja do rozmowy.  Znów poczuła się jak w poprzednich latach w Hogwarcie, kiedy z Harry’m i Ronem rozwiązywała zagadki, które ich nie dotyczyły.
Długo zastanawiała się nad intencjami młodej Riddle, dlatego wypracowanie skończyła pisać dopiero po dwóch godzinach. Wróciła do dormitorium i kiedy rzuciła torbę z książkami na sofę, usłyszała ciche pukanie w szybę. Podeszła do okna i wpuściła do środka sowę, która należała do Harry’ego.

Droga Hermiono!
Jak zapewne już wiesz, do Hogwartu dołączyła nowa uczennica. Venus Riddle. I domyślam się, że spędziłaś mnóstwo czasu nad zastanawianiem się nad jej pochodzeniem. I pewnie miałaś rację, jest rodziną Voldzia. Nawet bliską rodziną. Venus Meropa Riddle jest córką Lorda Voldemorta. To może wydawać się nieprawdopodobne, ale Tom zabawił się z jakąś czarownicą. Nie wiedział o istnieniu córki, jej matka ją ukrywała, nadała jej jedynie drugie imię po babci. Sama Venus też nie wiedziała o swoim pochodzeniu. Wydało się to niedawno, po śmierci jej matki, Toris Greengrass. I  ponownie, Twoje przypuszczenia są słuszne. Jej matka była ciotką Astorii Greengrass, więc są kuzynkami. Mimo, że niczego nie udowodniono Venus, to proszę, uważaj na nią, nie wiadomo, jakie ma do nas nastawienie.
Trzymaj się ciepło,
Harry.

I właśnie w ten sposób jej wątpliwości zostały rozwiane. W tym momencie cieszyła się, że Harry pracuje w Ministerstwie. Nadal była jednak ciekawa, jak usposobiona jest Venus. Mimo, że nie znała Voldemorta, była jego córką, w jej żyłach płynęła krew najpotężniejszego czarnoksiężnika.
Wzięła do ręki pergamin i napisała odpowiedź.

Harry!
Dziękuję za list, dużo wyjaśniłeś. Dzisiaj na Eliksirach, Venus wykazała się dużymi umiejętnościami. Zdobyła tyle samo punktów co ja! Później, kiedy byłam w bibliotece, podeszła do mnie i pogratulowała mi wiedzy. Dziwne… Ale wydawała się miła. Jeśli czegoś się dowiem, na pewno napiszę!
Pozdrawiam  Ciebie i Rona,
Hermiona


Gryfonka przywiązała list do nóżki sowy Harry’ego i wypuściła ją przez okno. Postanowiła, że następnego dnia opowie wszystko Draco. On nie wydawał się zażenowany czy zły z powodu tego pocałunku. Zachowywał się, jakby nic się nie stało. Hermiona była ciekawa, co takiego on czuje do niej. Bo nie mogła ukryć przed samą sobą, że ten Ślizgon stawał się dla niej coraz ważniejszy.  

___________________________________________________________________________
Rozdział 16 trochę krótki, ale nie bardzo wiedziałam, co i jak napisać :/ Właściwie, teraz też nie wiem co napisać. Jedynie to, że ostatnio pojawia się coraz mniej komentarzy :/ Dlatego delikatny szantaż :3 Następny rozdział nie pojawi się, jesli nie będzie tutaj przynajmniej sześciu komentarzy. Każdy z nich jest bardzo motywujący i jest wyrazem szacunku za moją pracę i czas poświęcony w prowadzenie tego bloga.
Pozdrawiam, 
Mistress Black 

niedziela, 6 lipca 2014

Miniaturka #2

Obudziłam się, ale nie otwierałam oczu. Wspomnienia z poprzedniego wieczoru i nocy powróciły. Uśmiechnęłam się delikatnie. Poczułam ciepłe promienie słońca na twarzy. Zapowiadał się piękny, majowy dzień. Nadal  nie mogłam uwierzyć w to, jakie szczęście mnie spotkało…
Zaczęło się pół roku temu, w połowie listopada. Jako Prefekci Naczelni zamieszkaliśmy w jednym dormitorium. Chcąc nie chcąc, zaczęliśmy spędzać ze sobą więcej czasu. Wkrótce zostaliśmy przyjaciółmi. Przekonałam się, że był świetnym chłopakiem, a maska, za którą skrywał się przez tyle długich lat, była jedynie wymysłem jego rodziny i Czarnego Pana. Właśnie, tyle długich lat. Dokładnie sześć. Sześć lat docinków, wyzwisk, nienawiści, poniżania poszło w niepamięć. Bo jak ktoś mądry powiedział: „Czasem między nienawiścią, a miłością istnieje tylko cienka granica.” Tak, przekroczyłam tę granicę, pokochałam go. Pokochałam tego zimnego z pozoru arystokratę. Człowieka, który mnie obrażał, przez którego nieraz płakałam. Zaczęliśmy spędzać ze sobą coraz więcej czasu, poświęcaliśmy go sobie nie tylko na sprawy prefektów. Ale nadal nie miałam odwagi wyznać mu moich uczuć. Bo i po co? Nie miałam pojęcia jaki jest jego stosunek wobec mnie. Gdybym mu to powiedziała, straciłabym tę przyjaźń. Później jednak zaczęliśmy zachowywać się jak para, mimo, że nią nie byliśmy. On nigdy o nic nie zapytał, ja na nic się nie zgodziłam. Pomimo tego, było nam razem dobrze. Chwile, które spędzałam w jego objęciach, później w jego łóżku, były najszczęśliwszymi momentami w moim życiu. Chociaż wcześniej spotkało mnie tyle zła, jego towarzystwo, uwaga i miłość wynagradzały wszystko.
Otworzyłam oczy i przekręciłam się na bok z zamiarem przywitania się z ukochanym. Zdziwiłam się, że leżę w moim łóżku sama. W pierwszej chwili spojrzałam na zegarek, było zbyt wcześnie, aby mógł być na zajęciach, czy śniadaniu. Sekundę później zobaczyłam niedużą kartkę na poduszce obok. Drżącymi ze zdenerwowania dłońmi sięgnęłam po nią.

Kochana Hermiono.
Jeśli to czytasz, to znaczy, że zapewne już nigdy więcej się nie zobaczymy. Nie wiem, czy tego nie zauważyłaś, czy nie chciałaś, ale nasz „związek” nie miał ani przyszłości, ani sensu. Bo, czy cokolwiek ma sens? Rodzimy się, żyjemy, umieramy. Być może jest coś po tej „drugiej stronie”, może tam istnienie nabiera nowego znaczenia. Mam nadzieję, że kiedyś się tam spotkamy. Nie wiem. Nikt z nas tego nie wie. Możliwe,  że po śmierci dusza błąka się pomiędzy wymiarami, a ciało jedynie rozkłada w ziemi. Odbiegłem od tematu. Jesteśmy z dwóch innych światów. To nie byłoby dobre dla Ciebie, tak samo jak dla mnie. Nie było nam dane żyć w świecie bez ograniczeń, bez podziału na status krwi. Wierzę, że nie będziesz mieć mi tego za złe.
Na zawsze Twój, Draco.

Nie zobaczyłam go później, ani tego dnia, ani na balu wieńczącym naszą edukację w Hogwarcie, ani przez kilka lat po szkole. Wyjechałam za granicę, żeby uporządkować swoje życie. To jednak nie pomogło. Wróciłam do Londynu, dostałam dobrą posadę w Ministerstwie Magii. Wtedy zaczęłam go widywać, rzadko, na korytarzach. Udawał, że mnie nie zna, zresztą, ja nie byłam lepsza. Postanowiłam o nim zapomnieć, co wcale nie było łatwe. W snach wciąż mnie nawiedzał. Jego ręce na moim ciele, oczy, które zrzucały maskę obojętności, głos, który był przepełniony miłością. Nienawidziłam go, ponieważ go kochałam. Mimo to, chciałam być choć trochę szczęśliwa. Zaczęłam odpowiadać na zaproszenia przyjaciół. Od kiedy odszedł, byłam zamknięta w sobie, ale Harry, Ron i Ginny byli przy mnie zawsze. Kilka lat po skończeniu Hogwartu, przyjęłam oświadczyny Rona.

Teraz stoję na dworcu King’s Cross, na peronie 9 ¾. Żegnam się z dziećmi, a on jest tak blisko, a zarazem jest tak nieosiągalny. Patrzymy na siebie w tym samym momencie, wydaje mi się, że widzę w jego oczach ból, tęsknotę i to uczucie, z którym te zimne, stalowoszare tęczówki patrzyły kiedyś na mnie. Właśnie, wydaje mi się. Na jego twarz znów wpływa ten sam obojętny wyraz, oboje odwracamy wzrok.  Jestem żoną Rona, mam wspaniałe dzieci, mimo to, nigdy nie przestanę go kochać.  Nie żałuję. Nigdy nie będę. Te sześć miesięcy spędzone z nim, było najlepszym czasem w moim życiu. Wiem, że to nigdy nie powróci. I choć jego widok sprawia mi tyle bólu, to gdybym mogła cofnąć teraz czas, na pewno bym tego nie zrobiła. I co z tego, że ja, Hermiona Granger, przegrałam życie, skoro byłam szczęśliwa?

________________________________________________________________
Witam. 
Mam dla Was taką naprawdę krótką miniaturkę. Napisana pod wpływem impulsu, bo w moim życiu dzieje się ostatnio sporo rzeczy, niekoniecznie dobrych. 
Myślę, że to, że jest smutna, Was nie zrazi, od czasu do czasu musi pojawić się coś takiego, żeby nie było tutaj za bardzo cukierkowo ;)
Liczę, iż wyrazicie swoją opinię w komentarzu. Piszę to opowiadanie nie tylko dla siebie i liczę na szacunek i podzielenie się ze mną choć krótką refleksją na temat tego, co "tworzę".
Ostatnio pojawił się też Rozdział 15, nie każdy widział, zapraszam. 
Pozdrawiam i mam nadzieję, że trzymacie się lepiej niż ja ;-;
Mistress Black 

piątek, 4 lipca 2014

Rozdział 15

Trzydziestego grudnia Ginny spędziła w dormitorium Hermiony cały dzień. Żadna z nich nie miała ochoty wychodzić z pokoju w takim stanie. Mimo eliksirów wzmacniających i tych na kaca, Gryfonki nie czuły się najlepiej. Jedzenie przynosił im Stworek, więc mogły w spokoju sobie porozmawiać, tak jak robiły to zawsze na wakacjach w Norze. W tym roku szkolnym miały dla siebie mniej czasu, ponieważ Ginny poświęcała go głównie dla Blaise’a, a Hermiona miała obowiązki Prefekta Naczelnego. Weasley dopiero wieczorem wróciła do swojego dormitorium w wieży Gryffindoru.
Hermiona stała przed szafą i chyba po raz pierwszy w życiu miała tak duży problem z doborem ubrania. Nie pomagało jej to, że Ginny się spóźnia, a Malfoy nie powiedział jej, dokąd idą.
Kiedy w końcu Ginny wpadła do pokoju szatynki, zastała ją siedzącą przed szafą z obojętną miną.
- Nie wiem, wybierz coś – starsza Gryfonka odpowiedziała na niezadane jeszcze pytanie.
Ruda już po chwili wcisnęła Hermionie w ręce ubranie i wepchnęła ją do łazienki, a sama zrobiła sobie makijaż.
- Świetnie wyglądasz – powiedziała Ginny jedząc Fasolki Wszystkich Smaków, kiedy szatynka wyszła z toalety.
Panna Granger była ubrana w jasną, krótką spódnicę z baskinką i czarną bluzkę z jasnym kołnierzykiem. Z niedbałego koka wypadło kilka niesfornych kosmyków. Ginny spojrzała na zegarek, a kiedy zobaczyła, która godzina, pożegnała się z przyjaciółką i w pośpiechu wyszła z pokoju.
 Hermiona nie musiała długo czekać, już po chwili słyszała pukanie do drzwi. Była równo dziewiętnasta. Otworzyła i zobaczyła Draco. Jego czarna koszula i ciemne spodnie wspaniale kontrastowały z bladą skórą i platynowymi włosami.
- Jak zwykle punktualny – powiedziała na przywitanie.
- Cześć Granger – uśmiechnął się z lekką ironią.
- Dokąd idziemy?
- Jesteś strasznie ciekawska, zobaczysz.
Hermiona nic nie powiedziała, usiłowała udawać obrażoną. Ślizgon popatrzył na nią i westchnął lekko. Po chwili szli już korytarzem siódmego piętra. Szatynka zorientowała się, że kierują się do Pokoju Życzeń. Kiedy zatrzymali się naprzeciwko gobelinu z Barnabaszem Bzikiem, Draco przeszedł trzy razy wzdłuż ściany. Otworzył drzwi, które pojawiły się z nikąd i przytrzymał je dziewczynie. Znaleźli się w średniej wielkości pokoju. Ściany miały odcień ciepłego brązu, a na środku stała wygodna, duża sofa. Przed nią znajdował się stolik i duży kominek. Ścianę równoległą do drzwi zajmował ogromny barek ze wszystkimi rodzajami alkoholów, tymi czarodziejskimi, jak i mugolskimi. To miejsce było bardzo przytulne, chociaż po Malfoyu Hermiona spodziewała się czegoś innego. Jakiejś ogromnej imprezy, wśród tłumu ludzi, czy czegoś w tym stylu.
- Nie patrz tak, to nie wszystko, dowiesz się w swoim czasie – powiedział Draco widząc minę dziewczyny.
- Musisz udawać takiego tajemniczego? – zapytała znudzonym głosem.
- Nie. Ale lubię cię denerwować – uśmiechnął się tylko do dziewczyny, a ta obrzuciła go wzrokiem, którego nie powstydziłby się sam Bazyliszek.
- Więc… Dlaczego chciałeś spędzić ten dzień akurat ze mną? – Hermiona postanowiła przerwać niezręczną ciszę, jaka zapanowała.
- Dobre pytanie. Zawsze w Sylwestra upijałem się z Diabłem. Teraz on ma Wiewiórkę, a picie samemu to pierwsze objawy alkoholizmu – uśmiechnął się lekko. – Nie myśl, że poprosiłem cię o to, bo nie miałem nikogo. Wiesz, Granger, jesteś inna niż wszystkie dziewczyny.
- Dlaczego? – była zdziwiona, że mówił jej coś takiego.
- Tak po prostu – uśmiechnął się. – Boję się myśleć, co zrobiłaby taka Greengrass na twoim miejscu.
Oboje wybuchli śmiechem.
- Myślę, że zostałbyś ofiarą gwałtu – powiedziała Hermiona nadal się śmiejąc.
- Z pewnością. A Ty, Granger, dlaczego się zgodziłaś?
- David* zaprosił mnie na jakąś imprezę, ale szczerze mówiąc nie miałam ochoty na jego towarzystwo.
- Czyli zgodziłaś się, bo nie miałaś innego wyjścia – uśmiechnął się ironicznie. – Wykorzystasz mnie i porzucisz, a ja wpadnę w depresję.
Gryfonka wybuchła śmiechem patrząc na minę swojego towarzysza. Kolejnych kilka godzin minęło we właśnie takiej atmosferze. Rozmawiali, śmiali się i pili, bawiąc się dobrze w swoim towarzystwie.
- Granger, idziemy się przejść – powiedział Draco, kiedy zegarek wskazywał dwudziestą trzecią dwadzieścia pięć.
- Dokąd?
- Zobaczysz - odpowiedział uśmiechając się w charakterystyczny sposób.
Hermiona nie widziała sensu w sprzeczaniu się z blondynem, więc już po chwili kierowali się do jej dormitorium. Zabrała płaszcz i szalik, po czym za pomocą sieci Fiuu znaleźli się w pokoju Prefekta Naczelnego Slytherinu. Kiedy Draco się ubrał, wyszli z jego dormitorium i powoli skierowali się ku błoniom. Przez cały czas prowadzili lekką rozmowę. Przy bramie spotkali Filcha, który patrzył na nich, jakby co najmniej zabili jego kotkę szczoteczką do zębów. Przez chwilę się z nim kłócili, kiedy w końcu udowodnili, że są uczniami siódmej klasy, a do tego Prefektami Naczelnymi, wyszli poza teren Hogwartu. Ślizgon podał dziewczynie rękę, ta ją przyjęła i w tym samym momencie teleportowali się w miejsce znane tylko chłopakowi.
Hermiona rozejrzała się dookoła. Znajdowali się na wzgórzu z tarasem widokowym. Podeszła bliżej oszołomiona widokiem. Przed nią rozpościerała się rzeka, a na jej obu brzegach, połączonych mostem, mnóstwo wspaniale oświetlonych budynków. Rozpoznała budynek Parlamentu, byli w Budapeszcie. Na tarasie nie było innych ludzi.
- Jak ci się podoba? – zapytał Draco stając tuż za dziewczyną i podając jej kieliszek z szampanem.
- Tu jest pięknie – odpowiedziała dziewczyna z lekkim uśmiechem na ustach.
Stali przez chwilę w ciszy, kiedy nagle na niebie zaczęły pojawiać się fajerwerki. Hermiona musiała przyznać, że wyglądało to niesamowicie, a blondyn  świetnie trafił w jej gust.
Odwróciła się w jego stronę. W półmroku, oświetlony tylko światłami budynków i fajerwerków wyglądał jeszcze przystojniej niż zwykle.
Oboje nie wiedzieli, dlaczego zadziałali pod wpływem tego impulsu. Dlaczego nagle przestali myśleć. Nie wiedzieli kto zaczął. Pocałowali się. Pierwszy raz nie w obecności astorii. Pierwszy raz, naprawdę. Jego chłodne wargi łączyły się z jej ciepłymi, malinowymi ustami. Jego ręce obejmowały ją w talii, a jej były zarzucone na jego szyję. I właśnie w tym momencie arystokrata, Ślizgon, a do tego Draco Malfoy zrozumiał, że czuje do tej dziewczyny coś więcej. Żadna inna kobieta tak na niego nie działała. Chciał przerwać, ale nie potrafił. Wiedział, że to, co robi, jest niepoprawne. Wiedział, że to złe dla tej drobnej Gryfonki, którą trzymał w ramionach. Wiedział, ale nie zrobił niczego, bo był egoistą. Chciał skończyć, ale nie mógł, bo czuł się zbyt wspaniale.
Hermiona jako pierwsza się opamiętała i odsunęła od blondyna.
- Przepraszam, to nie powinno się wydarzyć – powiedziała, po czym zniknęła z cichym pyknięciem, które towarzyszyło teleportacji.
Chciał za nią iść, ale wiedział, że to niczego by nie dało. Ta dziewczyna była niesamowicie uparta, nie chciałaby z nim teraz rozmawiać. Usiadł na ławce wpatrzony w widok, który rozpościerał się przed nim. Co on w ogóle zrobił? To wszystko było bez sensu, od samego początku. Ta cała gra w udawanie pary. A to wszystko przez Greengrass. A może nie? Może to tylko jego wina?
Hermiona teleportowała się przed bramy Hogwartu i szybkim krokiem ruszyła do zamku. Nawet nie wiedziała co myśleć. Zrobiła to, trudno. Nie będzie żałować, na pewno. Po co ona angażowała się w to wszystko? Zresztą, nie ważne. Stało się, trudno. Gryfonka stwierdziła, że nie będzie unikać Malfoya, nie będzie też robić z nim niczego, czego  nie musi. Tylko sprawy Prefektów. Nie chciała myśleć o tym chłopaku, który budził w niej tak wiele sprzecznych uczuć, jednak nie mogła. Zasnęła dopiero nad ranem.
Draco wstał rano w okropnym nastroju. Nie spał prawie dwie noce. A pierwszego stycznia w ogóle nie widział szatynki Zwlekł się jednak z łóżka z zamiarem porozmawiania z Hermioną. Chciał to wszystko naprawić. Przecież ten pocałunek nic nie znaczył, prawda? Nie. Siebie nie oszuka, ale może wmówić to Granger.
Hermiona siedziała w Wielkiej Sali  i jadła śniadanie, kiedy profesor McGonagall podeszła do mównicy.
- Witajcie w pierwszym dniu nauki w nowym roku. W tym semestrze do siódmej klasy dołączy nowa uczennica – w tym momencie do sali weszła dziewczyna, miała długie, lekko kręcone ciemne włosy, była średniego wzrostu, ale mimo to robiła naprawdę duże wrażenie. – Przybyła do nas ze Szkoły Magii i Czarodziejstwa Brujería. Powitajmy Venus Meropę Riddle.


*David Crinkle – postać wymyślona na potrzeby mojego opowiadania. Jest to osiemnastoletni, przystojny Krukon, któremu podoba się Hermiona.

________________________________________________________________
Ciao! :D
Jestem z nowym rozdziałem. Jest taki o niczym, i do tego bardzo chaotyczny. Pisałam go jakiś czas, pewnie pojawiłby się wcześniej, ale byłam na biwaku i nie miałam możliwości niczego napisać.
Pewnie są tutaj jakieś błędy, myślę, że kilka literówek. Jeśli znajdziecie, bardzo proszę o wskazanie ich, bo ostatnio nie ogarniam xD
Szanuj moją pracę - skomentuj
Pozdrawiam,
Mrs Black 

środa, 25 czerwca 2014

Rozdział 14

Nie dopuszczała do siebie takiej myśli, przecież to było nie możliwe. Nie mieściło się to w jej rudej główce. Jej chłopak i najlepsza przyjaciółka obściskiwali się, kiedy ona była w toalecie.

~Dziesięć minut wcześniej~

- Smoku, bardzo mi przykro, ale porywam Hermionę na jedną piosenkę – powiedział Blaise z iście diabelskim uśmiechem.
Draco mierzył go wzrokiem, ale nic nie odpowiedział. Natomiast Hermiona mruknęła coś niezrozumiałego, co wyrażało niezadowolenie z tego, że ktoś ją „porywa”. Bynajmniej nie dlatego, że chciała spędzić więcej czasu z Malfoyem, ale dlatego,  że nie podobało jej się to, że Zabini zwrócił się do swojego przyjaciela, a nie do niej.
Już po chwili wirowali na parkiecie. Hermiona musiała przyznać, że Blaise tańczy tak samo dobrze, jak jego przyjaciel. No cóż, nie było się czemu dziwić, w końcu obaj pochodzili z arystokratycznych rodzin i z pewnością uczęszczali na jakieś lekcje tańca. Kiedy piosenka dobiegła końca, postanowili, że wrócą do Draco, który stał pod ścianą i rozmawiał z jakimś Ślizgonem. Zanim znaleźli się przy blondynie, towarzysz jego rozmowy zniknął w tłumie. Hermiona oparła się o ścianę, a  przed nią stali Draco i Blaise. Gryfonka miała proponować, żeby wrócili do stolika, kiedy jęknęła widząc kogoś (a może coś?) przed sobą. Astoria Greengrass we wściekle różowej sukience i z zestawem małego tynkarza na twarzy szła w ich kierunku. Na jej ustach gościł słodki uśmiech przepełniony jadem. Szatynce wydawało się, że Ślizgonka rzuca ukradkowe spojrzenia w prawą stronę, gdzie znajdowały się drzwi do Sali Wejściowej.
- Dracusiu, zatańczymy? – zapytała tak słodkim głosem,  że robiło się niedobrze.
- Nie – odpowiedział blondyn, nawet na nią nie patrząc.
- Ale dlaczego? – dopytywała trzepocząc rzęsami.
- Na rany Salazara, Greengrass! Czy ty nie potrafisz zrozumieć, że nie jestem tobą W OGÓLE zainteresowany? – prawie krzyknął zdenerwowany chłopak.
-  Ale Draco, co ma ta szlama, czego ja nie mam? – zapytała zerkając w prawą stronę.
- Nie nazywaj jej tak! – Blaise i Smok krzyknęli w tym samym momencie.
- Dracusiu, co ta szlama ci zrobiła?! Przecież… To nie możliwe! Jej krew! Och Draco, co powiedzą twoi rodzice? My musimy być razem!
- Ja i ty, Greengrass? Słyszysz co mówisz? Jesteś zwykłą, pustką panienką, która pcha się do łóżka każdemu bogatemu facetowi. Sama siebie nie szanujesz i wymagasz tego od innych ludzi?! Opanuj się kobieto i posłuchaj, bo więcej nie będę powtarzał. NIE JESTEM TOBĄ ZAINTERESOWANY, NIGDY NIE BYŁEM I ZAPEWNIAM, ŻE NIE BĘDĘ! A teraz pozbieraj resztki godności, które być może gdzieś tam zostały i wynoś się – tak wściekłego Draco, zarówno Astoria, jak i panna Granger nie widziały.
Greengrass uniosła dumnie głowę i kiedy wydawało się, że odejdzie, niespodziewanie odwróciła się i z całej siły popchnęła Zabiniego na Hermionę. W tym momencie do pomieszczenia weszła Ginny. Szatynka od razu zrozumiała, co znaczyły te ciągłe spojrzenia    w kierunku drzwi. Z perspektywy najmłodszej Weasley musiało to wyglądać tak, jakby się całowali.
Diabeł natychmiast odsunął się od Gryfonki  i w chwili, gdy miał zrobić porządną awanturę Greengrass, zobaczył Ginny, która w pośpiechu wychodziła z Wielkiej Sali. Bez wahania ruszył w tym samym kierunku. Kiedy przepchał się przez tłum zobaczył Rudą znikającą na końcu  schodów. Był pod wrażeniem kondycji te dziewczyny. Zobaczył, że wbiega do łazienki Jęczącej Marty. Podbiegł do drzwi i szarpnął za klamkę, ale była zamknięta.
- Gin, otwórz drzwi – powiedział łagodnie. - Wszystko ci wyjaśnię.
Odpowiedziała mu cisza.
- Ginny, kochanie, proszę.
Kiedy po jego piątej prośbie nikt nie odpowiedział, otworzył drzwi, używając Alohomory.  Widok, jaki tam zastał, przeraził go. Prawie cała podłoga była zalana wodą, a Jęcząca Marta siedziała na kabinie i wyraźnie rozbawiona śmiała się z czegoś. Tym „czymś” okazała się młoda Weasley, która siedziała w kącie i płakała. Blaise popatrzył na Martę nienawistnym wzrokiem, a ta zniknęła w odpływie toalety. Kiedy tylko Ginny zorientowała się, że nie jest sama, podniosła głowę. Ujrzawszy swojego chłopaka wstała z podłogi i popatrzyła na niego wzrokiem pełnym rozgoryczenia, żalu i złości.
- Ginny, proszę posłuchaj – zaczął Blaise.
- Nie chcę tego słuchać! – krzyknęła.
- To naprawdę nie tak jak myślisz, daj mi to wszystko wytłumaczyć.
- Nie. Nie wiem dlaczego mi to zrobiłeś. Zrobiliście. Naprawdę nie mam pojęcia, ale jeśli wolisz ją, to dlaczego byłeś ze mną?! Nie rozumiem, jak dwie najbliższe mi osoby mogły wyrządzić mi taką przykrość! Jeśli mnie nie kochasz, to zakończ to jak prawdziwy facet! Myślałam, że masz choć resztki godności, a ty perfidnie mnie zdradziłeś. A do tego z moją najlepsza przyjaciółką, na oczach wszystkich! – łzy zaczęły lecieć jeszcze obficiej z jej oczu.
- Do jasnej cholery, Weasley! Nigdy cię nie zdradziłem i uwierz, że nie mam zamiaru. Wyjaśnię ci to wszystko, ale nie tutaj! Chodźmy do mojego dormitorium.
- Nigdzie z tobą nie idę!
Ślizgon powoli nie wytrzymywał. Dlaczego nie chciała go wysłuchać? Bez wahania podszedł do dziewczyny, objął ją i przerzucił sobie przez ramię, jak gdyby nic nie ważyła. Dziewczyna próbowała się wyrywać, ale już po chwili zdała sobie sprawę, że się nie uwolni.
Kiedy dotarli do dormitorium Blaise, chłopak położył ją na łóżku, a sam zamknął drzwi za pomocą silnego zaklęcia, tak, aby nikt im nie przeszkadzał i wyciszył pomieszczenie. Odkąd Draco dostał własne dormitorium, Zabini sypiał sam w pokoju.
- Masz pięć minut – burknęła Ginny krzyżując ręce na piersi.
- Rozmawiałem ze Smokiem i Granger, kiedy podeszła do nas ta wywłoka, Greengrass. Draco dał jej do zrozumienia, że nie jest zainteresowany. Musiała zauważyć cię, kiedy wracałaś na salę i kiedy weszłaś do środka, popchnęła mnie na Hermionę. To musiało wyglądać dziwnie, ale przysięgam, że cię nie zdradziłem – Blaise popatrzył na dziewczynę  i zobaczył wyraźną ulgę na jej twarzy.
- Naprawdę? – do jej oczu znowu napłynęły łzy.
- Ej, Ruda – chwycił jej podbródek tak, aby spojrzała mu w oczy. – Kocham cię. Rozumiesz? Nie zrobiłbym ci czegoś takiego. Dlaczego tak pomyślałaś?
- Ja… - czuł wyraźne wahanie w jej głosie, cokolwiek to było, nie chciała o tym mówić.
- Jeśli nie chcesz, nie mów- objął ją ramieniem i przytulił.
- Na wakacjach, po wojnie, związałam się z Harry’m. Byłam z nim szczęśliwa, mówił , że mnie kocha, zabierał na kolacje. Zamieszkałam z nim na Grimmauld Place. Pewnego dnia umówiłam się z Hermioną. Kiedy byłam na Pokątnej, zorientowałam się, że czegoś zapomniałam. Gdy weszłam do domu, zastałam jego i Cho Chang w… bardzo dwuznacznej sytuacji.  Przepraszam, ale to było dla mnie nieprzyjemne doświadczenie i kiedy… kiedy zobaczyłam cię na Wielkiej Sali to… - nie była w stanie dokończyć, bo rozkleiła się na dobre.
Blaise nic nie powiedział, tylko ją przytulił. Był w szoku. Nigdy nie mówiła o swoim związku z Potterem. Nie potrafił zrozumieć tego, jak ta silna, stanowcza zazwyczaj dziewczyna,  nagle stała się taka bezbronna. Nie ogarniał tego, jak Chłopiec-który-przeżył-by-denerwować-innych mógł zdradzać tak wspaniałą dziewczynę.
Ginny cieszyła się, że opowiedziała chociaż część tej historii Diabłu, nawet Hermiona znała najbardziej okrojoną wersję. Może nie zdawała sobie z tego sprawy, ale w tamtym momencie w jej życiu zakończył się rozdział zatytułowany „Harry Potter”. Mimo, że wyleczyła się z miłości do Wybrańca, dalej odczuwała ból na myśl, że nigdy jej nie kochał.
- Blaise, kocham cię – powiedziała cicho, wtulając się w tors chłopaka.
- Ja ciebie też, Wiewiórko – pocałował ją w czoło.
- Zabini! Ile razy mam ci powtarzać, żebyś mnie tak nie nazywał – usiłowała zachować groźny ton, ale nie mogła powstrzymać śmiechu.
- Ale Wiewióreczko…
Nie dane mu było dokończyć, gdyż na jego głowie wylądowała poduszka. Blaise oczywiście nie pozostał jej dłużny i już po chwili bawili się jak małe dzieci. Nie obchodziło ich to, że są dorośli, ani to, że jest środek nocy. Blaise wykorzystał chwilę słabości Ginny i już po chwili dziewczyna leżała pod nim.
- Byłaś niegrzeczna… Wiewiórko. Zasługujesz na karę – Blaise uśmiechnął się łobuzersko, po czym z pasją ją pocałował.
Ginny nie miała zamiaru sprzeciwiać się tej „karze”, nie sprzeciwiała się też, kiedy ręce Ślizgona zaczęły błądzić po jej ciele, a jego usta wędrowały coraz niżej…

*W tym samym czasie*

- Muszę jej to wszystko wyjaśnić – po raz kolejny mówił Hermiona.
- Granger, spokojnie, Diabeł sobie poradzi. Nie daj tej idiotce Greengrass satysfakcji. Pomyśl, ona przecież tego chciała. Chodź, zatańczymy, niedługo koniec.
Kilkadziesiąt minut później Bal Bożonarodzeniowy dobiegł końca. Hermiona musiała przyznać, że oprócz tego przykrego incydentu z Astorią, bawiła się świetnie.
- Dobranoc Malfoy – powiedziała, kiedy wyszli z Wielkiej Sali.
- Tak szybko się mnie nie pozbędziesz – uśmiechnął się łobuzersko. – Odprowadzę cię.
- Jeśli chcesz – wzruszyła ramionami.
Przez chwilę milczeli, dopiero, kiedy byli na trzecim piętrze, odezwał się Draco.
- Masz jakieś plany na Sylwestra?
- Nie, raczej nie – popatrzyła na niego zdziwiona.
- Nie patrz tak na mnie – roześmiał się. – Spędzimy go razem? – w jego głosie dało się usłyszeć lekką nieśmiałość.
- Może być – stwierdziła obojętnie, choć w głębi duszy bardzo się cieszyła. – Gdzie?
- To już jest niespodzianka – puścił do niej oczko.
Resztę drogi spędzili sprzeczając się, Hermiona prosiła, aby powiedział jej, gdzie spędzą Sylwestra, natomiast Draco kategorycznie odmawiał. Kiedy doszli pod dormitorium Hermiony, dziewczyna podziękowała mu za miły wieczór, pocałowała w policzek i zniknęła za drzwiami swojego pokoju.

Była tak zmęczona, że nawet nie zastanawiała się nad swoim dzisiejszym zachowaniem. Wzięła tylko prysznic i od razu zasnęła. A w snach odwiedził ją blondyn, z którym spędziła dużą część dzisiejszego wieczoru.
___________________________________________________________________________
¡Hola 
No i jestem, dosyć szybko, z rozdziałem numer 14. Mało tutaj Dramione, skupiłam się na Blinny. Musicie wybaczyć i jakoś przetrwać to, że jest tak chaotycznie napisane. Zdradzę Wam, że kiedy już wrócą do Hogwartu na drugi semestr, zacznie się dziać :3 No, przynajmniej tak to sobie wyobrażam, zobaczymy jak wyjdzie :D. A co Wy sądzicie o tym rozdziale? Bardzo proszę o komentarze.
Pozdrawiam, 
Mistress Black 

Sowa #2

Jak już pewnie zauważyliście, mam wspaniały szablon
Za jego wykonanie serdecznie dziękuję Mii z Land of Grafic. Wam też podoba się tak samo jak mnie?
Nowy rozdział już się tworzy, tak jak jest napisane w informacji, pojawi się najpóźniej do niedzieli.
Pozdrawiam,
Mistress Black

niedziela, 22 czerwca 2014

Rozdział 13

Z dedykacją dla Natived, bo jej komentarze są mega motywujące.

*****

- Granger.
- Mhhh
- Granger, wstawaj – na jego twarz wpełzł podły uśmiech, a w głowie zrodził się szatański plan.
- Nie – odpowiedziała dziewczyna z twarzą wtuloną w poduszkę.
- Czyżby, pani Prefekt? – spojrzał na zegarek – Godzina dziesiąta, trzydzieści siedem minut i dwadzieścia dwie sekundy. Sześć godzin, dwadzieścia dwie minuty i  trzydzieści osiem sekund do rozpoczęcie Balu Bożonarodzeniowego – powiedział spokojnym głosem.
- Co?!
Dziewczyna natychmiast zerwała się z łóżka, podbiegła do szafy i wyjęła pierwsze lepsze ubrania. Wpadła do łazienki, wzięła najszybszy prysznic w swoim życiu i ogarnęła się w mgnieniu oka. Kiedy wyszła z łazienki, Malfoy siedział w salonie i jak gdyby nigdy nic przeglądał Proroka Codziennego.
- Tak właściwie, co ty tutaj robisz, Malfoy? – zapytała Hermiona związując włosy w niedbałego koka.
- Och, Draco, dziękuję, że mnie obudziłeś, co ja bym zrobiła bez tak wspaniałego, przystojnego, inteligentnego, nieziemsko seksownego… - zaczął blondyn naśladując głos dziewczyny.
- I oczywiście skromnego.
- Właśnie tak Granger – uśmiechnął się do niej łobuzersko.
- Zostawmy już twoje ZALETY – zaakcentowała – i chodźmy zająć się Wielką Salą, zostało mało czasu.
~~~
- Malfoy! Na litość Godryka! Niczego nie potrafisz! Mówiłam, że to ma być po lewej! Lewa strona to ta druga, zapamiętaj!
- Nie  spinaj się tak Granger, nikt nie będzie zwracał na to uwagi.
- Jeszcze bardziej w lewo – Hermiona zignorowała jego poprzednią wypowiedź.
Dekorowali Wielką Salę już od dwóch godzin i powoli zbliżali się do końca. Oczywiście, nie obeszło się bez kłótni (przyp. aut. Jakżeby inaczej :D). Hermiona była tak zdenerwowana, że złościła się o każdy szczegół. W ten oto sposób, Draco oberwał dwa razy, za to, że jakaś ozdoba wisiała krzywo. Blondyn w ogóle nie rozumiał ekscytacji Gryfonki. Przecież to tylko zwykły Bal, po kilku godzinach i tak nie będzie zwracał na to większej uwagi.
Było dwadzieścia minut po trzynastej, kiedy definitywnie skończyli. Rozeszli się w sali wejściowej, Draco ruszył do lochów, natomiast Hermiona zaczęła wspinać się po schodach na siódme piętro. Kiedy w końcu doszła do swojego dormitorium rzuciła się na łóżko i zamknęła oczy. Naprawdę się zmęczyła, ale było warto.
Jej błogie nicnierobienie przerwał trzask drzwi. Szatynka podniosła niechętnie głowę i jęknęła na widok Ginny z masą kosmetyków i sukienką.
- Ty jeszcze nie zaczęłaś? Przecież zostało mało czasu! – krzyknęła entuzjastycznie Weasley.
- Ruda, jeszcze trzy godziny.
- No właśnie Miona, tylko trzy godziny, żeby zrobić cię  na bóstwo.
- Mnie? Dlaczego? – przeczuwała już, że Ginny wpadła na „genialny” pomysł.
- Dla Mal… Yyy… No, ten… To znaczy, zaczynasz Bal pierwszym tańcem, jesteś prefektem, organizowałaś to wszystko i takie tam.
Hermiona zmierzyła Gin wściekłym wzrokiem i oznajmiła, że idzie wziąć kąpiel. Nie miała ochoty przez najbliższe trzy godziny pindrzyć się przed lustrem niczym Greengrass. Chociaż nie, ta wywłoka pewnie tapetuje twarz już od rana.
Szatynka wyszła z wanny dopiero, gdy woda zrobiła się zimna. Kiedy tylko otworzyła drzwi, pożałowała, że rzuciła zaklęcie wyciszające. Ginny, ubrana, z pełnym  makijażem stała przed drzwiami z rękami skrzyżowanymi na piersi i mierzyła starszą Gryfonkę wzrokiem, którego nie powstydziłby się  sam Bazyliszek.
- Hermiono Jean Granger…
- Gin, błagam, daruj sobie i zrób mi ten makijaż – szatynka popatrzyła na przyjaciółkę z miną niewiniątka.
Pół godziny przed oficjalnym rozpoczęciem Balu Bożonarodzeniowego obie dziewczyny były gotowe. Para Prefektów Naczelnych musiała pojawić się w Sali Wejściowej wcześniej, a Ginny i Blaise wspaniałomyślnie postanowili, że dotrzymają im towarzystwa i jak Diabeł powiedział: „Dopilnują, aby ta dwójka nie zniszczyła imprezy, którą sama przygotowała.”
~~~
- Ile można czekać? Miała tutaj być już pięć minut temu.
- Oj, Smoku, wiesz jakie są kobiety – Blaise, w przeciwieństwie do Draco nie miał powodów, aby się denerwować.
- A co jeśli znowu zaatakował ją jakiś troll w łazience, albo jakaś ogromna żelka? Albo gorzej, co jeśli Łasic przyjechał do Hogwartu i… - umilkł w pół słowa i nawet nie wysilił się, aby zamknąć usta.
- Co…? – zaczął Blaise, ale wtedy zobaczył, w którym kierunku patrzył jego przyjaciel.
- Jest… - zaczął Draco
- Piękna – skończył Diabeł.
I choć myśleli o tym samym, to każdy z nich mówił o innej dziewczynie. Hermiona i Ginny schodziły powoli ze schodów z uśmiechami na ustach.
Blaise wpatrywał się w swoją kobietę jak urzeczony. Czarna sukienka bez ramiączek, do połowy uda idealnie podkreślała jej sylwetkę. Środkowa część kreacji była zrobiona ze skóry, natomiast po bokach znajdowały się koronkowe wstawki. Talię ozdabiał pas wysadzany drobnymi kamyczkami, a wysokie, czarne szpilki wydłużały nogi  Ginny. 
Draco jednak nie zwrócił większej uwagi na Weasley. Przekonał się, że sukienka wygląda dużo lepiej na Hermionie, niż mógł to sobie wyobrazić. Długa, wykonana z delikatnego, granatowego materiału, błyszcząca na dole suknia była wprost stworzona dla dziewczyny. Trójkątny dekolt podkreślał piersi, a wcięcie w talii wyszczuplało i tak chudą Gryfonkę. Na twarzy miała delikatny, prawie niewidoczny makijaż, a jej włosy były misternie upięte w eleganckiego koka.
- Nieźle wyglądasz, Granger – powiedział Draco z lekko ironicznym uśmiechem.
- Tylko nieźle? – zapytała. – Wydawało mi się, że twoja szczęka z podłogi powiedziałaby coś więcej, niż tylko ,,nieźle”.
Ślizgon chciał odpowiedzieć, ale nie miał pomysłu na żadną błyskotliwą odpowiedź. Prawda była taka, że nie przypominał sobie, aby widział piękniejszą kobietę. Już w czwartej klasie był pod wrażeniem tego, jak zmienił się wygląd Hermiony w ciągu kilku godzin. Wtedy zrobiła to dla Kruma. Teraz czuł satysfakcję, ponieważ dla niego wyglądała jeszcze pięknie. Zaraz. Jak to dla niego? Zabolała myśl, że Hermiona wcale nie robiła tego dla niego, ale dlatego, że musiała jakoś prezentować się na balu, który sama organizowała.
Uczniowie powoli schodzili się do Wielkiej Sali. Po kilku minutach przyszła McGonagall, aby udzielić ostatnich wskazówek i zaprosić Ginny i Blaise’a na salę.
Para Prefektów naczelnych powolnym krokiem ruszyła w kierunku Wielkiej Sali. W zamku zaczęła grać poważna muzyka. Kiedy pojawili się wewnątrz pomieszczenia, wszystkie głosy ucichły, a głowy zwróciły się w ich stronę. Męska część uczniów patrzyła  na Hermionę z zachwytem, a na Draco z zazdrością. Natomiast żeńska część, patrzyła z wypiekami na twarzy na przystojnego Ślizgona, a dziewczynę próbowała zabić wzrokiem.
Pierwsza myśl Hermiony, kiedy weszła do Wielkiej Sali, była taka, że warto było się postarać. Kilkadziesiąt czteroosobowych stolików zostało ustawionych pod ścianą. Na śnieżnobiałych obrusach stały wazony, każdy z niebieskim kwiatem w środku. Bogata zastawa dopełniała całość. Białe i granatowe dekoracje na ścianach nadawały pomieszczeniu elegancki wygląd.
Hermiona musiała przyznać , że Draco wspaniale tańczy. Był stanowczy, ale delikatny. Piosenka powoli dobiegała końca, i gdy ostatnie nuty ucichły, ukłonili się i ruszyli do stolika, przy którym siedzieli Blaise Ginny. Kiedy usiedli, ze swojego miejsca wstała profesor McGonagall.
- Witajcie na tegorocznym Balu Bożonarodzeniowym. W tym roku przygotowała go para Prefektów Naczelnych, Hermiona Granger i Draco Malfoy – dyrektorka zrobiła pauzę, a po sali przetoczyła się fala oklasków – Mam nadzieję, że będziecie się dobrze bawić. Przypominam, że uczniowie szóstych i siódmych klas mają możliwość opuszczenia zamku na Sylwestra. Młodsi studenci, mogą to zrobić jedynie za pisemną zgodą rodziców. Ze spraw organizacyjnych to tyle. Życzę miłej zabawy. –Dyrektorka klasnęła w dłonie, a na stolikach zmaterializowały się różne potrawy.
Kiedy tylko talerze zalśniły czystością, a na scenę wkroczyły Fatalne Jędze, Diabeł porwał swoją partnerkę i ruszył z nią na parkiet. W pierwszej chwili Draco chciał poprosić Hermionę o taniec, ale stwierdził, że to byłoby zbyt nachalne. „Jeszcze pomyśli, że mi zależy.”, a później „Smoku, myślisz jak baba.” Nie minęło pięć minut, a blondyn przeklinał w myślach swoje zachowanie. Do Hermiony podszedł Krukon, David Crinkle, zaprosił ją do tańca, a dziewczyna bez wahania przyjęła propozycję. Draco pomyślał, że wyglądają, jakby się znali. Obiecał sobie, że porozmawia o tym z Granger, ten cały David mu się nie podobał. Chwileczkę… Czy on był zazdrosny?! Nie, martwił się tylko o Granger, bo… No właśnie dlaczego? Jego przemyślenia przerwał jakże „uroczy” głos jego „przyjaciółki”.
- Dracusiu, dlaczego siedzisz tutaj sam?- zaszczebiotała Astoria.
Ślizgon obrzucił ją krytycznym wzrokiem. Miała na sobie wściekle różową, krótką, sukienkę, która bardziej przypominała bluzkę i odsłaniała duuużo więcej, niż zakrywała.
- Zatańczmy – nie zraziła się tym, że blondyn kompletnie ją zignorował i patrzył na nią z grymasem na twarzy.
Draco domyślił się już, że nie uwolni się od tej nachalnej dziewczyny i zaczął rozglądać się w poszukiwaniu ratunku. W tym momencie skończyła się piosenka, a on ujrzał uśmiechniętą Hermionę wracającą do stolika. Nie zastanawiając się długo, całkowicie olał pannę Greengrass i prawie pobiegł do Gryfonki.
- Granger, ratuj mnie! – szepnął
- Co? Przed czym mam… - w tym momencie za plecami Ślizgona ujrzała Astorię. –Och, rozumiem. A co będę z tego miała? –zapytała z iście diabelskim uśmiechem na ustach.
- Spędzasz zdecydowanie za dużo czasu z Diabłem i Wiewiórką- powiedział z rezygnacją Draco i zaczął tańczyć z szatynką, ponieważ Greengrass była już wyjątkowo blisko.
- Możliwe. Więc co będę z tego mieć?
- Satysfakcję? – zapytał z nadzieją Malfoy, chociaż znał już odpowiedź.
Dziewczyna pokręciła przecząco głową.
- Na rany Salazara, Granger, zrobię wszystko, ale spław jakoś tę wywłokę.
Hermiona liczyła na właśnie taką odpowiedź. Nie wiedziała co w nią wstąpiło, może rzeczywiście był to wpływ Diabła, ale nagle poczuła chęć zdenerwowania tego Ślizgona.
Popatrzyła na dziewczynę, która zbliżała się coraz szybciej i gdy ta miała już coś powiedzieć, Hermiona bez zastanowienia wpiła się w usta blondyna. Jako, że Greengrass stała tuż obok, nie było mowy o udawanym pocałunku. Gryfonka zdziwiła się, że Malfoy nie protestował. W tym momencie nie obchodziło jej to, że niedawno byli wrogami i to, że Draco niczego do niej nie czuł. To zwykły pocałunek, który nic nie znaczył. Przecież… Nie takie rzeczy już robiła.
Uchyliła lekko powiekę i z zadowoleniem dostrzegła, że Ślizgonka oddala się od nich szybkim krokiem.
- Wybacz Malfoy, musiałam – naprawdę nie wiedziała, co podkusiło ją do takiego zachowania, ale przecież… raz się żyje!
Blondyn uśmiechnął się ironicznie, ale nic nie odpowiedział. Kiedy skończyła się piosenka, oboje ruszyli do swojego stolika. Zastali tam Ginny i Blaise’a. Porozmawiali chwilę, po czym para znów udała się na parkiet, natomiast do Draco i Hermiony dosiedli się Pansy Parkinson z Teodorem Nottem. Szatynka ostatnimi czasy zaprzyjaźniła się ze Ślizgonką i była pod wrażeniem zmiany, jaką przeszła przez niecałe dwa lata. Wcześniej Pansy  była tak zapatrzona w Księcia Slytherinu jak Greengrass i zachowywała się bardzo podobnie. W tym roku zaczęła ubierać się normalnie i zakończyła znajomość z Astorią.
Z kolei z Teodorem zdarzyło jej się zamienić  wcześniej kilka słów w bibliotece. Mimo, że był czystej krwi i nie przepadał za towarzystwem mugolaków, to szanował Hermionę za jej wiedzę i umiejętności. Sam był inteligentny i cenił sobie towarzystwo ludzi, z którymi mógł porozmawiać na poziomie.
Przesiedzieli tak kilka minut po czym postanowili potańczyć.
Zbliżała się druga w nocy.
- Blaise, idę do toalety, za chwilę wrócę – powiedziała Ginny do swojego chłopaka.
- Mogę na ten czas porwać Hermionę? – Zabini puścił do niej oko.
- O to powinieneś pytać raczej Malfoya – powiedziała i wyszła.
~~~

Piętnaście minut później Ginewra Weasley wracała z łazienki. Kiedy weszła do Wielkiej Sali i spojrzała w miejsce, gdzie wcześniej zostawiła przyjaciół, stanęła jak spetryfikowana. Łzy momentalnie napłynęły jej do oczu. Nie wierzyła w to, co widzi. Wybiegła z pomieszczenia i zamknęła się w jakiejś pustej klasie, dopiero po chwili zorientowała się, że jest to łazienka Jęczącej Marty. Nie dopuszczała do siebie takiej myśli, przecież to było nie możliwe. Nie mieściło się to w jej rudej główce. Jej chłopak i najlepsza przyjaciółka obściskiwali się, kiedy ona była w toalecie.

_____________________________________________________________
Hej, haj, helou :D Przybywam z nowym rozdziałem. Chyba dosyć szybko, jak na mnie, prawda? Spędziłam nad nim cały dzień, ale muszę przyznać, że bardzo przyjemnie mi się go pisało. Nie jest najlepszy, ale mnie (mi? Nigdy nie wiem jak to napisać ;-;) się podoba. Końcówka miała zaciekawić, zaintrygować. Chyba nie wyszło ;_;
No, ale ocenę pozostawiam Wam.
I jak zwykle, taka prośba, jeśli czytasz, zostaw komentarz . Nie musi być mega długi, po prostu chciałabym wiedzieć ile osób, przegląda moje wypociny. 
Pisząc rozdział słuchałam sobie śpiewu Toma Feltona :3 Ktoś wiedział, że on śpiewa? O: Ja dowiedziałam się dzisiaj ._.
No tak, nie przedłużając, mam nadzieję, że choć trochę się podoba. Pozdrawiam,
Mrs Black