Jak już pewnie zauważyliście, mam wspaniały szablon ♥
Za jego wykonanie serdecznie dziękuję Mii z Land of Grafic. Wam też podoba się tak samo jak mnie?
Nowy rozdział już się tworzy, tak jak jest napisane w informacji, pojawi się najpóźniej do niedzieli.
Pozdrawiam,
Mistress Black
środa, 25 czerwca 2014
niedziela, 22 czerwca 2014
Rozdział 13
Z dedykacją dla Natived, bo jej komentarze są mega motywujące.
*****
- Granger.
- Mhhh
- Granger, wstawaj – na jego twarz wpełzł podły uśmiech, a w
głowie zrodził się szatański plan.
- Nie – odpowiedziała dziewczyna z twarzą wtuloną w
poduszkę.
- Czyżby, pani Prefekt? – spojrzał na zegarek – Godzina
dziesiąta, trzydzieści siedem minut i dwadzieścia dwie sekundy. Sześć godzin,
dwadzieścia dwie minuty i trzydzieści
osiem sekund do rozpoczęcie Balu Bożonarodzeniowego – powiedział spokojnym
głosem.
- Co?!
Dziewczyna natychmiast zerwała się z łóżka, podbiegła do
szafy i wyjęła pierwsze lepsze ubrania. Wpadła do łazienki, wzięła najszybszy
prysznic w swoim życiu i ogarnęła się w mgnieniu oka. Kiedy wyszła z łazienki,
Malfoy siedział w salonie i jak gdyby nigdy nic przeglądał Proroka Codziennego.
- Tak właściwie, co ty tutaj robisz, Malfoy? – zapytała
Hermiona związując włosy w niedbałego koka.
- Och, Draco, dziękuję, że mnie obudziłeś, co ja bym zrobiła
bez tak wspaniałego, przystojnego, inteligentnego, nieziemsko seksownego… -
zaczął blondyn naśladując głos dziewczyny.
- I oczywiście skromnego.
- Właśnie tak Granger – uśmiechnął się do niej łobuzersko.
- Zostawmy już twoje ZALETY – zaakcentowała – i chodźmy
zająć się Wielką Salą, zostało mało czasu.
~~~
- Malfoy! Na litość Godryka! Niczego nie potrafisz! Mówiłam,
że to ma być po lewej! Lewa strona to ta druga, zapamiętaj!
- Nie spinaj się tak
Granger, nikt nie będzie zwracał na to uwagi.
- Jeszcze bardziej w lewo – Hermiona zignorowała jego
poprzednią wypowiedź.
Dekorowali Wielką Salę już od dwóch godzin i powoli zbliżali
się do końca. Oczywiście, nie obeszło się bez kłótni (przyp. aut. Jakżeby
inaczej :D). Hermiona była tak zdenerwowana, że złościła się o każdy szczegół.
W ten oto sposób, Draco oberwał dwa razy, za to, że jakaś ozdoba wisiała
krzywo. Blondyn w ogóle nie rozumiał ekscytacji Gryfonki. Przecież to tylko
zwykły Bal, po kilku godzinach i tak nie będzie zwracał na to większej uwagi.
Było dwadzieścia minut po trzynastej, kiedy definitywnie
skończyli. Rozeszli się w sali wejściowej, Draco ruszył do lochów, natomiast
Hermiona zaczęła wspinać się po schodach na siódme piętro. Kiedy w końcu doszła
do swojego dormitorium rzuciła się na łóżko i zamknęła oczy. Naprawdę się
zmęczyła, ale było warto.
Jej błogie nicnierobienie przerwał trzask drzwi. Szatynka
podniosła niechętnie głowę i jęknęła na widok Ginny z masą kosmetyków i
sukienką.
- Ty jeszcze nie zaczęłaś? Przecież zostało mało czasu! –
krzyknęła entuzjastycznie Weasley.
- Ruda, jeszcze trzy godziny.
- No właśnie Miona, tylko trzy godziny, żeby zrobić cię na bóstwo.
- Mnie? Dlaczego? – przeczuwała już, że Ginny wpadła na
„genialny” pomysł.
- Dla Mal… Yyy… No, ten… To znaczy, zaczynasz Bal pierwszym
tańcem, jesteś prefektem, organizowałaś to wszystko i takie tam.
Hermiona zmierzyła Gin wściekłym wzrokiem i oznajmiła, że
idzie wziąć kąpiel. Nie miała ochoty przez najbliższe trzy godziny pindrzyć się
przed lustrem niczym Greengrass. Chociaż nie, ta wywłoka pewnie tapetuje twarz
już od rana.
Szatynka wyszła z wanny dopiero, gdy woda zrobiła się zimna.
Kiedy tylko otworzyła drzwi, pożałowała, że rzuciła zaklęcie wyciszające.
Ginny, ubrana, z pełnym makijażem stała
przed drzwiami z rękami skrzyżowanymi na piersi i mierzyła starszą Gryfonkę
wzrokiem, którego nie powstydziłby się
sam Bazyliszek.
- Hermiono Jean Granger…
- Gin, błagam, daruj sobie i zrób mi ten makijaż – szatynka
popatrzyła na przyjaciółkę z miną niewiniątka.
Pół godziny przed oficjalnym rozpoczęciem Balu
Bożonarodzeniowego obie dziewczyny były gotowe. Para Prefektów Naczelnych
musiała pojawić się w Sali Wejściowej wcześniej, a Ginny i Blaise
wspaniałomyślnie postanowili, że dotrzymają im towarzystwa i jak Diabeł
powiedział: „Dopilnują, aby ta dwójka nie zniszczyła imprezy, którą sama
przygotowała.”
~~~
- Ile można czekać? Miała tutaj być już pięć minut temu.
- Oj, Smoku, wiesz jakie są kobiety – Blaise, w przeciwieństwie
do Draco nie miał powodów, aby się denerwować.
- A co jeśli znowu zaatakował ją jakiś troll w łazience,
albo jakaś ogromna żelka? Albo gorzej, co jeśli Łasic przyjechał do Hogwartu i…
- umilkł w pół słowa i nawet nie wysilił się, aby zamknąć usta.
- Co…? – zaczął Blaise, ale wtedy zobaczył, w którym
kierunku patrzył jego przyjaciel.
- Jest… - zaczął Draco
- Piękna – skończył Diabeł.
I choć myśleli o tym samym, to każdy z nich mówił o innej
dziewczynie. Hermiona i Ginny schodziły powoli ze schodów z uśmiechami na
ustach.
Blaise wpatrywał się w swoją kobietę jak urzeczony. Czarna
sukienka bez ramiączek, do połowy uda idealnie podkreślała jej sylwetkę.
Środkowa część kreacji była zrobiona ze skóry, natomiast po bokach znajdowały
się koronkowe wstawki. Talię ozdabiał pas wysadzany drobnymi kamyczkami, a
wysokie, czarne szpilki wydłużały nogi
Ginny.
Draco jednak nie zwrócił większej uwagi na Weasley.
Przekonał się, że sukienka wygląda dużo lepiej na Hermionie, niż mógł to sobie
wyobrazić. Długa, wykonana z delikatnego, granatowego materiału, błyszcząca na
dole suknia była wprost stworzona dla dziewczyny. Trójkątny dekolt podkreślał
piersi, a wcięcie w talii wyszczuplało i tak chudą Gryfonkę. Na twarzy miała
delikatny, prawie niewidoczny makijaż, a jej włosy były misternie upięte w
eleganckiego koka.
- Nieźle wyglądasz, Granger – powiedział Draco z lekko
ironicznym uśmiechem.
- Tylko nieźle? – zapytała. – Wydawało mi się, że twoja
szczęka z podłogi powiedziałaby coś więcej, niż tylko ,,nieźle”.
Ślizgon chciał odpowiedzieć, ale nie miał pomysłu na żadną
błyskotliwą odpowiedź. Prawda była taka, że nie przypominał sobie, aby widział
piękniejszą kobietę. Już w czwartej klasie był pod wrażeniem tego, jak zmienił
się wygląd Hermiony w ciągu kilku godzin. Wtedy zrobiła to dla Kruma. Teraz
czuł satysfakcję, ponieważ dla niego wyglądała jeszcze pięknie. Zaraz. Jak to
dla niego? Zabolała myśl, że Hermiona wcale nie robiła tego dla niego, ale
dlatego, że musiała jakoś prezentować się na balu, który sama organizowała.
Uczniowie powoli schodzili się do Wielkiej Sali. Po kilku
minutach przyszła McGonagall, aby udzielić ostatnich wskazówek i zaprosić Ginny
i Blaise’a na salę.
Para Prefektów naczelnych powolnym krokiem ruszyła w
kierunku Wielkiej Sali. W zamku zaczęła grać poważna muzyka. Kiedy pojawili się
wewnątrz pomieszczenia, wszystkie głosy ucichły, a głowy zwróciły się
w ich stronę. Męska część uczniów patrzyła
na Hermionę z zachwytem, a na Draco z zazdrością. Natomiast żeńska
część, patrzyła z wypiekami na twarzy na przystojnego Ślizgona, a dziewczynę
próbowała zabić wzrokiem.
Pierwsza myśl Hermiony, kiedy weszła do Wielkiej Sali, była
taka, że warto było się postarać. Kilkadziesiąt czteroosobowych stolików
zostało ustawionych pod ścianą. Na śnieżnobiałych obrusach stały wazony, każdy
z niebieskim kwiatem w środku. Bogata zastawa dopełniała całość. Białe i
granatowe dekoracje na ścianach nadawały pomieszczeniu elegancki wygląd.
Hermiona musiała przyznać , że Draco wspaniale tańczy. Był
stanowczy, ale delikatny. Piosenka powoli dobiegała końca, i gdy ostatnie nuty
ucichły, ukłonili się i ruszyli do stolika, przy którym siedzieli Blaise Ginny.
Kiedy usiedli, ze swojego miejsca wstała profesor McGonagall.
- Witajcie na tegorocznym Balu Bożonarodzeniowym. W tym roku
przygotowała go para Prefektów Naczelnych, Hermiona Granger i Draco Malfoy –
dyrektorka zrobiła pauzę, a po sali przetoczyła się fala oklasków – Mam nadzieję,
że będziecie się dobrze bawić. Przypominam, że uczniowie szóstych i siódmych
klas mają możliwość opuszczenia zamku na Sylwestra. Młodsi studenci, mogą to
zrobić jedynie za pisemną zgodą rodziców. Ze spraw organizacyjnych to tyle.
Życzę miłej zabawy. –Dyrektorka klasnęła w dłonie, a na stolikach
zmaterializowały się różne potrawy.
Kiedy tylko talerze zalśniły czystością, a na scenę
wkroczyły Fatalne Jędze, Diabeł porwał swoją partnerkę i ruszył z nią na
parkiet. W pierwszej chwili Draco chciał poprosić Hermionę o taniec, ale
stwierdził, że to byłoby zbyt nachalne. „Jeszcze pomyśli, że mi zależy.”, a
później „Smoku, myślisz jak baba.” Nie minęło pięć minut, a blondyn przeklinał
w myślach swoje zachowanie. Do Hermiony podszedł Krukon, David Crinkle,
zaprosił ją do tańca, a dziewczyna bez wahania przyjęła propozycję. Draco pomyślał,
że wyglądają, jakby się znali. Obiecał sobie, że porozmawia o tym z Granger,
ten cały David mu się nie podobał. Chwileczkę… Czy on był zazdrosny?! Nie,
martwił się tylko o Granger, bo… No właśnie dlaczego? Jego przemyślenia
przerwał jakże „uroczy” głos jego „przyjaciółki”.
- Dracusiu, dlaczego siedzisz tutaj sam?- zaszczebiotała
Astoria.
Ślizgon obrzucił ją krytycznym wzrokiem. Miała na sobie
wściekle różową, krótką, sukienkę, która bardziej przypominała bluzkę i
odsłaniała duuużo więcej, niż zakrywała.
- Zatańczmy – nie zraziła się tym, że blondyn kompletnie ją
zignorował i patrzył na nią z grymasem na twarzy.
Draco domyślił się już, że nie uwolni się od tej nachalnej
dziewczyny i zaczął rozglądać się w poszukiwaniu ratunku. W tym momencie
skończyła się piosenka, a on ujrzał uśmiechniętą Hermionę wracającą do stolika.
Nie zastanawiając się długo, całkowicie olał pannę Greengrass i prawie pobiegł
do Gryfonki.
- Granger, ratuj mnie! – szepnął
- Co? Przed czym mam… - w tym momencie za plecami Ślizgona
ujrzała Astorię. –Och, rozumiem. A co będę z tego miała? –zapytała z iście
diabelskim uśmiechem na ustach.
- Spędzasz zdecydowanie za dużo czasu z Diabłem i Wiewiórką-
powiedział z rezygnacją Draco i zaczął tańczyć z szatynką, ponieważ Greengrass
była już wyjątkowo blisko.
- Możliwe. Więc co będę z tego mieć?
- Satysfakcję? – zapytał z nadzieją Malfoy, chociaż znał już
odpowiedź.
Dziewczyna pokręciła przecząco głową.
- Na rany Salazara, Granger, zrobię wszystko, ale spław
jakoś tę wywłokę.
Hermiona liczyła na właśnie taką odpowiedź. Nie wiedziała co
w nią wstąpiło, może rzeczywiście był to wpływ Diabła, ale nagle poczuła chęć
zdenerwowania tego Ślizgona.
Popatrzyła na dziewczynę, która zbliżała się coraz szybciej i
gdy ta miała już coś powiedzieć, Hermiona bez zastanowienia wpiła się w usta
blondyna. Jako, że Greengrass stała tuż obok, nie było mowy o udawanym
pocałunku. Gryfonka zdziwiła się, że Malfoy nie protestował. W tym momencie nie
obchodziło jej to, że niedawno byli wrogami i to, że Draco niczego do niej nie
czuł. To zwykły pocałunek, który nic nie znaczył. Przecież… Nie takie rzeczy
już robiła.
Uchyliła lekko powiekę i z zadowoleniem dostrzegła, że
Ślizgonka oddala się od nich szybkim krokiem.
- Wybacz Malfoy, musiałam – naprawdę nie wiedziała, co
podkusiło ją do takiego zachowania, ale przecież… raz się żyje!
Blondyn uśmiechnął się ironicznie, ale nic nie odpowiedział.
Kiedy skończyła się piosenka, oboje ruszyli do swojego stolika. Zastali tam
Ginny i Blaise’a. Porozmawiali chwilę, po czym para znów udała się na parkiet,
natomiast do Draco i Hermiony dosiedli się Pansy Parkinson z Teodorem Nottem.
Szatynka ostatnimi czasy zaprzyjaźniła się ze Ślizgonką i była pod wrażeniem
zmiany, jaką przeszła przez niecałe dwa lata. Wcześniej Pansy była tak zapatrzona w Księcia Slytherinu jak
Greengrass i zachowywała się bardzo podobnie. W tym roku zaczęła ubierać się
normalnie i zakończyła znajomość z Astorią.
Z kolei z Teodorem zdarzyło jej się zamienić wcześniej kilka słów w bibliotece. Mimo, że
był czystej krwi i nie przepadał za towarzystwem mugolaków, to szanował
Hermionę za jej wiedzę i umiejętności. Sam był inteligentny i cenił sobie
towarzystwo ludzi, z którymi mógł porozmawiać na poziomie.
Przesiedzieli tak kilka minut po czym postanowili potańczyć.
Zbliżała się druga w nocy.
- Blaise, idę do toalety, za chwilę wrócę – powiedziała Ginny
do swojego chłopaka.
- Mogę na ten czas porwać Hermionę? – Zabini puścił do niej
oko.
- O to powinieneś pytać raczej Malfoya – powiedziała i
wyszła.
~~~
Piętnaście minut później Ginewra Weasley wracała z łazienki.
Kiedy weszła do Wielkiej Sali i spojrzała w miejsce, gdzie wcześniej zostawiła przyjaciół,
stanęła jak spetryfikowana. Łzy momentalnie napłynęły jej do oczu. Nie wierzyła
w to, co widzi. Wybiegła z pomieszczenia i zamknęła się w jakiejś pustej klasie, dopiero po chwili zorientowała się, że jest to łazienka Jęczącej Marty.
Nie dopuszczała do siebie takiej myśli, przecież to było nie możliwe. Nie
mieściło się to w jej rudej główce. Jej chłopak i najlepsza przyjaciółka
obściskiwali się, kiedy ona była w toalecie.
_____________________________________________________________
Hej, haj, helou :D Przybywam z nowym rozdziałem. Chyba dosyć szybko, jak na mnie, prawda? Spędziłam nad nim cały dzień, ale muszę przyznać, że bardzo przyjemnie mi się go pisało. Nie jest najlepszy, ale mnie (mi? Nigdy nie wiem jak to napisać ;-;) się podoba. Końcówka miała zaciekawić, zaintrygować. Chyba nie wyszło ;_;
No, ale ocenę pozostawiam Wam.
I jak zwykle, taka prośba, jeśli czytasz, zostaw komentarz . Nie musi być mega długi, po prostu chciałabym wiedzieć ile osób, przegląda moje wypociny.
Pisząc rozdział słuchałam sobie śpiewu Toma Feltona :3 Ktoś wiedział, że on śpiewa? O: Ja dowiedziałam się dzisiaj ._.
No tak, nie przedłużając, mam nadzieję, że choć trochę się podoba. Pozdrawiam,
Mrs Black
sobota, 21 czerwca 2014
Rozdział 12
Dzisiaj ogłoszenia parafialne na początek._.
Ten rozdział jest krótki, beznadziejny, nudny, napisany bardzo chaotycznie. Nie miałam pojęcia co tu napisać, jak to napisać. Musicie wybaczyć. W następnym rozdziale Bal Bożonarodzeniowy, postaram się opisać go jak najlepiej. Mam kilka pomysłów, mam nadzieję, że Wam się spodobają.
Jak może zauważyliście, zmieniłam tytuł bloga. Błagam, nie zwracajcie uwagi na wygląd. Zamówiłam szablon na Land of Grafic, mam nadzieję, że niebawem będzie gotowy i, że ten blog będzie wyglądał normalnie, nie tak jak teraz ._.
Wracając do rozdziału dwunastego, mam nadzieję, że doczytacie do końca. Przepraszam ;_;
Pozdrawiam, Mrs Black
~~ ~~ ~~ ~~ ~~
Dni mijały z zadziwiającą prędkością i nim uczniowie
Hogwartu się obejrzeli, była już połowa grudnia. W Szkole Magii i
Czarodziejstwa było czuć zbliżającą się magię świąt i podniecenie związane z
Balem Bożonarodzeniowym.
*
- Jak myślisz, lepsze będą błękitne, czy może te granatowe?
- Do jasnej cholery, Granger! Jestem facetem, jak dla mnie
wszystkie te dekoracje są niebieskie, NIEBIESKIE – odpowiedział zirytowany
blondyn.
- Tak, mnie też bardziej podobają się granatowe –
powiedziała z uroczym uśmiechem.
Wyszli ze sklepu z dekoracjami. Ozdoby zamówione przez nich,
miały być wkrótce dostarczone do Hogwartu. Hermiona opowiadała Draco o tym, co
mają jeszcze zrobić, natomiast mężczyzna przypatrywał jej się i słuchał bez
większego entuzjazmu. W pewnym momencie jego wzrok przykuła wystawa sklepu z
szatami.
- Och Granger, zapomniałem czegoś z tamtego sklepu. Idź na
pocztę wysłać ten list, za chwilę do ciebie dołączę – powiedział z obojętnym
wyrazem twarzy.
- Okej, niech będzie,
ale pośpiesz się – po tych słowach ruszyła w stronę budynku poczty.
Draco poczekał, kiedy Hermiona zniknie za rogiem i szybkim
krokiem ruszył w stronę sklepu z ubraniami. Wszedł do środka i obejrzał suknię
z wystawy. Według niego była wprost stworzona dla Hermiony. Szybko zapłacił,
odesłał zakupy do swojego dormitorium i wrócił do Gryfonki.
*
Hermiona siedziała na wytartym fotelu w pokoju wspólnym
Gryffindoru, kiedy przejście pod portretem otworzyło się, a do środka weszła
dyrektorka z listą osób, które na święta pozostają w Hogwarcie. Szatynka
wpisała się bez zastanowienia. Musiała zostać i przygotować Bal. A poza tym,
gdzie miała wrócić? Ginny zaprosiła ją na święta do Nory, ale Hermiona nie
miała ochoty tam jechać. Bądź co bądź, ale Ron wyznał jej miłość, czułaby się
przy nim niezręcznie.
Dwudziestego drugiego grudnia odjeżdżał pociąg Hogwart –
Londyn. Bal miał odbyć się już za tydzień. Oprócz Hermiony w szkole pozostało
tylko kilkunastu uczniów. Z Gryffindoru dwóch drugoroczniaków i jakaś
dziewczyna z szóstego roku. Gryfonka wiedziała też, że w zamku zostaje Luna i
kilku innych uczniów z Domu Roweny; natomiast ze Slytherinu nie został prawie
nikt, oprócz jakiegoś ucznia z trzeciej klasy. Szatynka nie miała pojęcia, jak
przedstawia się sytuacja w Hufflepuffie.
Draco wrócił do domu na święta, ale obiecał, że przybędzie
do Hogwartu zaraz po Bożym Narodzeniu, aby pomóc Hermionie.
W Wigilię, dwudziestego czwartego grudnia Hermiona zasiadła
do stołu z nauczycielami i innymi uczniami, którzy nie wracali do domu na
święta. Wielka Sala, jak zwykle była pięknie ozdobiona. W rogach stało
dwanaście choinek, które przytransportował tu Hagrid. Z sufitu spadały płatki
śniegu, które znikały kilka centymetrów nad głowami osób siedzących w
pomieszczeniu. Atmosfera była miła, ale Hermiona, jak zwykle w takich chwilach,
była myślami daleko.
Zastanawiała się, jak ten dzień spędzają jej rodzice. Przed
wojną spędzała z nimi każde święta. Wspaniale wspominała ten czas.
Myślała też o tym, co zrobi, kiedy skończy szkołę. Jeśli nie
odnajdzie rodziców, będzie zmuszona zacząć pracę, a była pewna, że jeśli już
zacznie, to na pewno nie będzie miała czasu na poszukiwania.
Obudziła się rano i spojrzała na zegar, była 7. 47. Usiadła na łóżku i
uśmiechnęła się na widok sterty prezentów przy jej łóżku.
Wzięła do ręki pierwszy i rozpakowała. Był to podarunek od
Harry’ego. Dostała od niego bardzo stare wydanie Historii Hogwartu. Zawsze
marzyła o czymś takim, ale nie mogła sobie pozwolić, gdyż najstarsze księgi
kosztowały kilkaset galeonów. Musiała wysłać do niego długi list z
podziękowaniami!
Następnym prezentem było dosyć małe pudełko zapakowane w
czerwony papier i przewiązane złotą wstążką. Znajdowała się w nim delikatna,
srebrna bransoletka. Od Rona. Była zaskoczona jego wyborem, bransoletka bardzo
się jej podobała.
Od państwa Weasleyów dostała mnóstwo smakołyków i
oczywiście, zrobiony przez Molly sweter. Uśmiechnęła się na ten widok, tak
bardzo przypominał jej o latach spędzonych z Harrym i Ronem w Hogwarcie.
Ginny podarowała jej pudełko pełne kosmetyków, a George gadżety z Magicznych Dowcipów
Weasleyów, natomiast od Luny dostała najnowszy numer „Żonglera” i biżuterię
zrobioną z bliżej nieokreślonych przedmiotów.
Sięgnęła po ostatnie pudełko. Ciemnozielony papier w srebrne
wzorki. Otworzyła, a jej oczom ukazał się delikatny materiał. Sukienka. Wyjęła
ją i stwierdziła, że jest naprawdę przepiękna. Na zielonym papierze leżała mała
karteczka. Kilka słów, napisanych tym cienkim, ładnym pismem.
Załóż na Bal, proszę.
D.
Nie mogła uwierzyć. Draco. Dał jej tak piękną rzecz, a do
tego porosił. On! Bardzo rzadko z jego ust wypływały słowa takie jak proszę, czy przepraszam. To musiało być dla niego ważne. Bała się nawet
zastanawiać, ile kosztowała ta suknia.
Powinien wrócić już następnego dnia, nie mogła doczekać się,
kiedy mu podziękuje. W tym momencie Hermiona ucieszyła się, że sama nie
żałowała galeonów na prezent dla Ślizgona. Kupiła dla niego najnowszą miotłę,
Błyskawicę D7, gdyż Draco narzekał, że jego Nimbus 2001 jest już wysłużony.
Znowu zaczęła się zastanawiać, co właściwie do niego czuje.
Na pewno pociągał ją fizycznie, no cóż nie dało się ukryć. Ale czy to było coś
więcej? Czy istnieje w ogóle coś takiego jak miłość? Czy to tylko reakcja
chemiczna zachodząca w mózgu? A może rzeczywiście, magia miłości jest dużo
potężniejsza od czarów wykonywanych za pomocą różdżki? Czego ona właściwie
oczekuje?! Przecież to Malfoy. Ten cyniczny, zapatrzony w siebie arystokrata.
Co z tego, że się zmienił? Czy dało się tak po prostu wymazać z pamięci całą
dotychczasową ideologię, wszystkie przekonania?
Hermiona siedziała w Pokoju Wspólnym z jakąś grubą książką,
kiedy przejście pod portretem Grubej Damy otworzyło się i do salonu zaczęli
wchodzić uczniowie. Hogwart Express przyjechał. Z westchnieniem zamknęła
książkę i ruszyła przez tłum uczniów do swojego dormitorium. Już po chwili
drzwi się otworzyły, a pewna ruda osóbka rzuciła się Hermionie na szyję.
- Gin, udusisz mnie.
- Tęskniłam – zaśmiała się młoda Weasley i puściła
przyjaciółkę.
- Nie widziałyśmy się tylko kilka dni. Dzięki za prezenty.
- Nie ma sprawy, to ja powinnam dziękować tobie, ten
pierścionek jest śliczny. Och, jestem wykończona, pójdę się wykąpać i nie
wychodzę z łóżka.
- Zazdroszczę. Mnie czeka jakże wspaniały wieczór z Malfoyem – burknęła szatynka.
- Oj, Miona, dobrze wiem, że bardzo odpowiada ci takie
spędzanie „wieczorów” – ostatnie słowo mocno zaakcentowała
- Ginewro Molly Weasley, czy ty coś sugerujesz? – starsza
Gryfonka podniosła pytająco brew.
- Może – rzuciła niedbale Ginny i nie czekając na protesty
przyjaciółki, opuściła jej prywatne dormitorium.
Hermiona podniosła się z łóżka i niechętnie wyszła z pokoju.
Dzisiaj mieli dopracować ostatnie szczegóły w dormitorium prefekta naczelnego
Slytherinu. Zeszła schodami do lochów i zatrzymała się przed posągiem jakiegoś
starego czarodzieja, który patrzył na nią złowrogo. Hermiona wzdrygnęła się
nieznacznie, ach ci Ślizgoni. Chciała wypowiedzieć hasło, kiedy usłyszała za
sobą ten znienawidzony głos.
- Czego tutaj szukasz, szlamo? – Astoria stała za nią z
rękami skrzyżowanymi na piersi i kpiącym uśmiechem na swojej wytapetowanej
twarzy.
- Czy nie nauczyłam cię, Greengrass, że nie warto ze mną
zadzierać? – zachowanie tej arystokratki było żenujące, cały czas uważała się
za kogoś lepszego.
- A co ktoś taki jak ty może mi zrobić? – zapytała z
wyższością, ale w jej oczach przez ułamek sekundy było widać cień strachu.
Hermiona nie odpowiedziała, ale zaczęła powoli zbliżać się w
kierunku młodszej uczennicy. Wyraźnie spanikowana Astoria, wyjęła różdżkę i
wypowiedziała zaklęcie rozbrajające. Jednak Hermiona była szybsza i odbiła je
zwykłym Protego. Następnie zaklęciem
niewerbalnym skutecznie rozbroiła przeciwniczkę.
- Słuchaj Greengrass, wcześniej nie wyobrażałam sobie tak
pustego i żałosnego człowieka jakim jesteś ty. Nie mam pojęcia, dlaczego
uważasz się za lepszą od kogokolwiek innego. Jesteś zwykłą, niewidzącą nic poza
czubkiem własnego nosa suką.
Ślizgonka chciała coś odpowiedzieć, kiedy usłyszały kroki, a
zza rogu wyłonił się profesor Slughorn. Popatrzył na dwie uczennice mierzące
się nienawistnym wzrokiem. Z przerażeniem dostrzegł, że różdżka jest wycelowana
w Astorię. Znał charakter obu dziewcząt i wiedział, że taka sytuacja nie
doprowadzi do niczego dobrego.
- Panno Granger, proszę natychmiast opuścić różdżkę.
Astorio, wróć do pokoju wspólnego – powiedział stanowczym głosem.
Rzuciły na siebie niechętne spojrzenia, dając sobie do
zrozumienia, że ta rozmowa nie jest skończona, po czym Hermiona rzuciła Greengrass
jej różdżkę. Ślizgonka ruszyła w głąb korytarza, natomiast Hermiona odwróciła
się na pięcie, wypowiedziała hasło i weszła do dormitorium Draco.
- Granger, spóźniłaś się.
- Też się cieszę, że cię widzę DRACO – ostatnie słowo wypowiedziała
przesadnie słodko.
- Stało się coś? – zapytał blondyn wyciągając z barku dwa
kieliszki i butelkę czerwonego wina.
- Och, nic takiego, spotkałam po drodze twoją jakże uroczą
przyjaciółkę – odpowiedziała z ironią Gryfonka.
- Nie przejmuj się nią – podał Hermionie kieliszek. – Dzięki
za miotłę, Gran… Hermiono, jest świetna.
Hermiona uśmiechnęła się widząc iskierki szczęścia, które
przez ułamek sekundy błysnęły w jego stalowoszarych, pięknych oczach. Cholerni Ślizgoni, zawsze maskowali
swoje uczucia!
- Ja dziękuję za suknię, nie musiałeś.
- Owszem, musiałem.
Reszta wieczoru minęła na opracowywaniu najdrobniejszych detali
balu. Wielka Sala miała zostać udekorowana dopiero następnego dnia po
śniadaniu.
Kiedy Hermiona wróciła do swojego dormitorium, było już po północy.
Wzięła szybki prysznic i już po chwili odpłynęła do krainy Morfeusza.
czwartek, 19 czerwca 2014
Miniaturka #1
Z dedykacją dla wszystkich, którzy poświęcaja swój czas na czytanie tego "czegoś"
***
Obudziła się w tym samym, ciemnym, nieprzyjemnym pokoju. Wąskie
łóżko, szare, kamienne ściany, nieduże okno z kratami, mały stół i niewygodne
krzesło. Ten sam schemat powtarzał się już od kilkudziesięciu dni, a ona,
Hermiona Granger, straciła nadzieję, że członkowie Zakonu Feniksa ją uratują.
Tkwiła tutaj, odkąd szmalcownicy znaleźli ją, Harry’ego i Rona, podczas wyprawy
w poszukiwaniu horkruksów. Jej przyjaciołom udało się uciec, ale szatynka nie
zdążyła. Była przetrzymywana w piwnicach Malfoy Manor około dwóch miesięcy i
nic nie zapowiadało, że ma się to wkrótce skończyć. Często zastanawiała się jak
chłopcy radzą sobie sami z horkruksami.
Podejrzewała, że nienajlepiej, w innym wypadku wojna już by się
skończyła. Martwiła się o przyjaciół, Harrego, Rona, Ginny, Lunę, Nevilla,
Freda, George, o rodziców, którzy powinni być bezpieczni, gdzieś w Australii,
bała się o członków Zakonu Feniksa. Przejmowała się wszystkimi, oprócz siebie.
Dlaczego? Miała swoje powody, a właściwie jeden powód, który posiadał platynowe
włosy i nazywał się Draco Malfoy. To dla
niego znosiła to wszystko.
Usłyszała, że ktoś przekręca klucz w zamku. Miała nadzieję,
że to on. Oprócz tego byłego Ślizgona, bardzo rzadko ktoś się tutaj pojawiał.
Skrzaty domowe przynosiły jej skromne porcyjki jedzenia i wody, później znikały
bez słowa. Była też ona. Bellatrix Lestrange. Przychodziła bardzo rzadko, tylko
po to, aby się „pobawić”. Hermiona podejrzewała, że pojawia się, kiedy w Malfoy
Manor nie ma innych więźniów, czy przypadkowych mugoli, których mogłaby
torturować. Tak więc mniej więcej dwa razy w miesiącu Hermiona przygotowywała
się na ogromny ból, zadawany zaklęciem Crucio. Nie wiedziała, dlaczego jej
jeszcze nie zabili. Sam Lord Voldemort pojawił się u niej pierwszego dnia. Nie
powiedział nic istotnego, ale szatynka podejrzewała, że może posłużyć za
zakładniczkę. Wiedziała, że Harry nie pozwoliłby, aby jego przyjaciele
cierpieli, niestety, Czarny Pan też o tym wiedział.
Drzwi otworzyły się z delikatnym skrzypnięciem. Zobaczyła w
nich postawną sylwetkę blondyna. Zamknął celę i zabezpieczył ją zaklęciem.
Podszedł do dziewczyny i bez słowa wziął ją w ramiona. Szatynka bez wahania
odwzajemniła uścisk. Nadal nie mogła uwierzyć, że do tego doszło. Ona, Hermiona
Jean Granger, Gryfonka, w ciągu dwóch miesięcy pokochała swojego największego
wroga, w dodatku z domu Slytherina.
Chłopak usiadł na łóżku i posadził sobie dziewczynę na
kolanach.
- Jak się czujesz? – zapytał z troską w głosie.
- Jak zwykle – odpowiedziała obojętnie.
- Będzie dobrze, obiecuję – wyszeptał wprost do jej ucha.
Szatynka nic nie odpowiedziała, wpiła się w usta chłopaka. W
takich chwilach czuła się naprawdę szczęśliwa. Wiedziała, że ją kocha, że gdyby
mógł, już dawno by ją stąd uwolnił. Ale nie mógł. Jeszcze.
Dobrze pamiętała jak to się zaczęło.
*
Już kiedy pierwszy raz była torturowana przez Bellatrix,
widziała w jego oczach ból. Była jednak pewna, że jej się przywidziało. To było
niemożliwe. Pochodziła z mugolskiej rodziny, była dla niego niczym. Przez sześć
lat szkoły znęcał się nad nią, pragnął jej śmierci.
Kiedy Lestrange skończyła swoją „zabawę” należało
odprowadzić szatynkę do lochów. Jako, że wszyscy byli zajęci przygotowywaniem
domu na wizytę Czarnego Pana, to zadanie spadło na najmłodszego Malfoya.
Postawił ją na nogi jednym, brutalnym szarpnięciem i bez słowa wyszedł z salonu
ciągnąc dziewczynę za ramię.
Przeszli przez piwnicę, po drodze minęli pomieszczenie, w
którym prawdopodobnie byli więzieni przyjaciele dziewczyny.
Szatynka zauważyła, że piwnica, a właściwie lochy, były
idealnie przystosowane do przetrzymywania ludzi. Małe, niewygodne pokoje,
niektóre były zamknięte, z innych dochodziły stłumione krzyki, albo jęki. W
tych, do których drzwi były otwarte, często pojawiały ślady krwi.
Kiedy znaleźli się w celi dziewczyny, o dziwo, Draco wszedł
do środka razem z nią. Oparł się o drzwi i patrzył na szatynkę, która
skutecznie ignorowała jego spojrzenie. Nagle usłyszeli donośny huk. Oboje się
wzdrygnęli. Później Gryfonka domyśliła się, że właśnie wtedy uciekli jej
przyjaciele.
- No Granger, wygląda na to, że trochę tutaj razem
posiedzimy- powiedział blondyn z kpiącym uśmiechem.
- Dlaczego? Zabijcie mnie od razu! Po co wam taka szlama,
jak ja?!- gryfoński temperament dawał o sobie znać.
- Pomyśl, co mówisz idiotko. Sam Czarny Pan zadecyduje o
twoim losie. Nawet, gdybyśmy chcieli, nie możemy cię zabić.
Dziewczyna nic nie odpowiedziała, rozważała słowa, które
wypłynęły z ust najmłodszego Malfoya. Mówił prawdę? Pewnie tak, w końcu była
przyjaciółką Harry’ego Potter’a. Zastanawiała się, czy Voldemort będzie ją
torturował przed śmiercią. Może da się „zabawić” Bellatrix? A może zrobi to szybko
i bezboleśnie. Jej rozmyślania przerwał cichy głos chłopaka.
- I pamiętaj Granger, nie każdy jest taki zły, na jakiego wygląda- po tych słowach
wyszedł starannie zabezpieczając drzwi od zewnątrz.
Hermiona zastanawiała się nad sensem tych słów. Chciał, żeby
przeszła na ciemną stronę? A może przeciwnie, wśród śmierciożerców byli
szpiedzy? Zorientowała się, że to była ich pierwsza, w miarę normalna rozmowa.
Następnego dnia też przyszedł, wypytywał o spotkanie z
Voldemortem. Kilka dni później znów się pojawił pod jakimś błahym pretekstem.
Przychodził coraz częściej i w końcu… stało się. Szatynka uświadomiła sobie, że
jest świetnym facetem. Dawał jej też do zrozumienia, że niekoniecznie robi, to
co robi, z własnej woli. Potrafił ją pocieszyć, nawet w takich chwilach,
zdarzało jej się przy nim płakać. Wydawało jej się to takie niedorzeczne,
przecież byli po przeciwnej stronie, byli wrogami, do tego była więziona w jego
domu, a mimo to zakochała się. Tak, Hermiona Granger zakochała się w tym
cynicznym, aroganckim, zapatrzonym w siebie, przystojnym, uroczym, zabawnym
arystokracie.
*
- Muszę już iść, skarbie – powiedział po kilkunastu
cudownych, spędzonych razem minutach.
- Oczywiście – odparła smutno Hermiona, nienawidziła się z
nim rozstawać.
- To wszystko już niedługo się skończy, zaufaj mi –
pocałował ją szybko i ruszył powoli w kierunku drzwi.
***
- Draco, rusz ten arystokratyczny tyłek, bo Scorpius spóźni
się na pociąg!
- Granger, mamy jeszcze czas – Hermiona uśmiechnęła się do
siebie, mimo, że od niemal dwunastu lat nazywała się Malfoy, Draco wciąż
zwracał się do niej jej panieńskim nazwiskiem.
Draco zdziwił się, że nie usłyszał słów protestu, ale już po
chwili wątpliwości zostały rozwiane, kiedy poduszka wylądowała na głowie byłego
Ślizgona. Niechętnie podniósł się z miejsca i groźnie popatrzył na żonę.
Przyciągnął ją do siebie, położył na łóżku i nim ta zaczęła krzyczeć, że nie ma
czasu, wpił się namiętnie w jej usta. Szatynka zaczęła oddawać pocałunki. Mimo,
że kochał ją od ponad dwunastu lat, codziennie zakochiwał się w niej bardziej.
- Mamo, tato, chodźmy już!- od tej przyjemnej czynności
oderwał ich głos małego blondyna stojącego w drzwiach.
Draco popatrzył na syna z niezadowoloną miną i już otwierał
usta, aby coś powiedzieć, kiedy przerwała mu Hermiona.
- Oczywiście Scor, TATA JUŻ SIĘ ZBIERA.
~
- Tato, opowiedz mi o Hogwarcie – po raz kolejny prosił
Scorpius.
- Mówiłem ci już mnóstwo razy o tym zamku.
- To opowiedz mi o tobie w Hogwarcie!
- Hmm… Wiesz, Scor, w szkole spotkałem pewną przemądrzałą, denerwującą
osobę…
- I co zrobiłeś? –zapytał blondyn. – Pokłóciłeś się z nią?
- Tak i nie. Zostałem jej mężem.
_______________________________________________
Aby wynagrodzić Wam to, że od prawie misiąca nic się tutaj nie pojawiło, publikuję tę krótką miniaturkę. Moja pierwsza, więc wybaczcie, ze beznadziejna ._.
Możliwe, że ktoś z Was się z nią spotkał, wysyłałam ją na konkurs na jednej z Potterowych stronek na facebooku ;)
Nie wiem, co mam o niej sądzić. Uważam, że gdyby napisał ją ktos inny, z pewnością wyszłaby fajniej ;-;
No, ale coś, ocenę pozostawiam Wam.
Tak w ogóle, ktoś jeszcze tu zagląda?
Pozdrawiam, Mrs Black
SOWA #1
Dawno mnie tutaj nie było :/ Przepraszam.
Wena kompletnie mnie opuściła, nie wiedziałam jak ując to wszytsko, o czym chcę napisać. Zabierałam się za to kilka razy, ale nic nie wyszło. Dzisiaj napisałam dwie strony, ale są beznadziejne ;-;
Może wieczorem wpadnę na jakis "genialny" pomysł i dokończę ten nieszczęsny dwunasty rozdział.
Dziękuję za komentarze pod poprzednią notką, jesteście wspaniali.
Żeby chociaż troszkę zrekompensować Wam to, że czekaliście tak długo, za chwilę opublikuę mała niespodziankę ;)
Mam nadzieję, że wybaczycie, i że mnie nie zostawicie.
Pozdrawiam,
Mrs Black
Wena kompletnie mnie opuściła, nie wiedziałam jak ując to wszytsko, o czym chcę napisać. Zabierałam się za to kilka razy, ale nic nie wyszło. Dzisiaj napisałam dwie strony, ale są beznadziejne ;-;
Może wieczorem wpadnę na jakis "genialny" pomysł i dokończę ten nieszczęsny dwunasty rozdział.
Dziękuję za komentarze pod poprzednią notką, jesteście wspaniali.
Żeby chociaż troszkę zrekompensować Wam to, że czekaliście tak długo, za chwilę opublikuę mała niespodziankę ;)
Mam nadzieję, że wybaczycie, i że mnie nie zostawicie.
Pozdrawiam,
Mrs Black
piątek, 23 maja 2014
Rozdział 11
Blondyn obudził się, ale nie otwierał oczu. Spróbował wstać,
ale skutecznie uniemożliwiły mu to czyjeś ręce oplecione wokół jego torsu.
Zdezorientowany uchylił powieki. Wydarzenia z poprzedniego wieczora powróciły a
Draco przybrał na twarz swój charakterystyczny uśmiech. Szatynka spała wtulona
w niego i oddychała miarowo. Jej brązowe włosy opadały kaskadami łaskocząc nagą
klatkę piersiową Ślizgona. Powieki skrywały czekoladowe tęczówki, w który coraz
częściej mógł oglądać te roześmiane iskierki. Przez pierwsze sześć lat szkoły
było mu dane widzieć w nich tylko nienawiść.
Blondyn chciał obudzić Hermionę, aby zobaczyć jej reakcję,
ale nie mógł tego zrobić. Kiedy spała wyglądała tak uroczo, niewinnie. Wydawała
się taka bezbronna. Nagle poczuł dziwną potrzebę chronienia tej słodkiej
istoty, śpiącej w jego ramionach. Jego rozmyślania przerwał delikatny ruch. Budziła
się. Uśmiechnął się ironicznie i patrzył na Gryfonkę.
- Aaaa! Malfoy! – krzyknęła dziewczyna i natychmiast
odsunęła się od Ślizgona
- Co się stało, Granger? - zapytał uśmiechając się jeszcze szerzej
- Co ty tu rob… -w tym momencie przypomniała sobie
wydarzenia z poprzedniego wieczoru. – Na Merlina, Draco! Ubierz się! Dlaczego
jesteś półnago?!
- Było mi niewygodnie – powiedział obojętnie wzruszając
ramionami, ledwo powstrzymywał śmiech widząc zakłopotanie i złość wymalowaną na
twarzy Gryfonki.
Odpowiedziało mu tylko prychnięcie.
- Na co czekasz? Ubieraj się, Malfoy.
- Nie – odpowiedział chłopak.
- Jak to nie?! Dlaczego?!- była coraz bardziej zdenerwowana.
- Granger nie ma jeszcze siódmej rano, idę spać.
- No na pewno nie tutaj – burknęła oburzona.
Blondyn nic nie powiedział. Położył się, przyciągnął do
siebie dziewczynę, przytulił mocno i nakrył ich kołdrą.
- Malfoy! Puść mnie natychmiast!- wrzasnęła.
- Nie mów, że ci się nie podoba – szepnął jej do ucha.
Miał rację, nie mogła tego powiedzieć. Gdyby stała, w tamtej
chwili nogi na pewno by się pod nią
ugięły. Uwielbiała czuć jego ciepły oddech na swojej skórze, kochała, kiedy
mruczał jej coś do ucha. Choć doświadczała tego tak rzadko, cieszyła się, że
dane jej było nawet to. Inne dziewczyny marzyły, żeby się do nich odezwał,
zapamiętał ich imię. Ona mogła nazwać go swoim przyjacielem. Miała w nim
oparcie, ale też kogoś, z kim mogła się podroczyć. I właśnie w tamtej chwili, w
silnych ramionach Księcia Slytherinu uświadomiła sobie, że czuje do niego coś więcej
niż tylko przyjaźń. Nie mogła powiedzieć, że to miłość. Było za wcześnie.
Zauroczenie, tak, to odpowiednie określenie. Łudziła się, miała nadzieję, że to
uczucie minie. Nie chciała, ba, nie mogła zakochać się w tym blondynie. Byli z
dwóch zupełnie różnych światów. Ona, pochodziła z mugolskiej rodziny, on był
czysto krwistym arystokratą. Ale, czy Draco nie udowodnił jej, że się zmienił?
Czy nie zaczął się z nią przyjaźnić?
Potrząsnęła delikatnie głową, żeby pozbyć się natłoku myśli.
Popatrzyła na chłopaka. Miał zamknięte oczy i lekko rozchylone usta. Umięśniona
klatka piersiowa unosiła się i opadała systematycznie. Kilka kosmyków włosów
opadało mu niesfornie na twarz. Hermiona nie mogła się nie uśmiechnąć, wyglądał
uroczo. Postanowiła skorzystać z uroku chwili. Przysunęła się bliżej, oparła
głowę na ramieniu Draco i już po chwili zasnęła.
*
Obudziła się i spojrzała na zegarek, za kilkadziesiąt minut
rozpoczynało się śniadanie.
- Malfoy, wstawaj.
Odpowiedział jej tylko stłumiony jęk.
- Za pół godziny śniadanie. Nie mam zamiaru słuchać tego,
jak bardzo jesteś głodny aż do obiadu.
- Do obiadu? – zapytał nieprzytomnie chłopak.
- Musimy popracować nad przygotowaniem Balu
Bożonarodzeniowego.
- Jesteś nieznośna – mruknął zrezygnowany. – Mogę skorzystać
z łazienki?
- No nie wiem – udała, że się zastanawia. –Jestem taka
nieznośna.
- Zapytałem z grzeczności, i tak zrobię, co będę chciał –
odpowiedział z wrednym uśmieszkiem.
Ślizgon wstał i zaczął zbierać z podłogi swoje rzeczy.
Hermiona musiała przyznać, że ma wprost idealne ciało. Był szczupły,
umięśniony, a ciemne bokserki podkreślały jego urodę i kontrastowały z bladą
skórą.
- Granger, najpierw każesz mi się ubierać, a teraz
rozbierasz mnie wzrokiem- powiedział rozbawiony odwracając się do dziewczyny. –
Możemy nie iść na śniadanie i zająć się czymś… ciekawszym – powiedział
poruszając znacząco brwiami i zbliżając się do łóżka.
Gryfonka zarumieniła się delikatnie. Draco, widząc
zakłopotanie, nie mógł powstrzymać uśmiechu. Była taka… niewinna.
Zabrał swoje rzeczy i wyszedł z pokoju.
*
- Na rany Salazara, siedzimy tutaj już pięć godzin!
- Nie marudź Draco, wszystko musi być dopięte na ostatni
guzik.
- Granger, do Balu jeszcze prawie dwa miesiące! Nie możemy
tutaj siedzieć do końca grudnia. Mam pomysł – wstał i skierował się do drzwi. –
Załóż cos ładnego, za pół godziny tu przyjdę – powiedział i zniknął w wyjściu,
zanim Hermiona zdążyła otworzyć usta.
Zastanawiała się, co ten idiota znowu wymyślił. To prawda,
dużo czasu spędzali planując Bal, a właściwie to Gryfonka wszystko załatwiała,
a blondyn patrzył na nią i od czasu do czasu wtrącał coś od siebie, ale lubiła
mieć wszystko idealnie przygotowane. Postanowiła jednak, że będzie cieszyć się
chwilą. Jednym machnięciem różdżki przeniosła pergaminy na biurko i ruszyła w stronę
łazienki.
Po szybkim prysznicu nałożyła delikatny makijaż i spięła
włosy w luźny kok. Przeszła do sypialni, stanęła przed szafą i wyjęła z niej
ubrania. Po ich założeniu przeszła do salonu. Usiadła w pokoju i nim zdążyła
pomyśleć, co takiego wymyślił Draco, drzwi się otworzyły i stanął w nich
wspomniany Ślizgon.
- Czy ty nie umiesz
pukać?
- Umiem, ale uważam to za zbędne.
- A gdybym na przykład była nago? – zapytała zirytowana
- Och, miałbym nieziemskie szczęście – uśmiechnął się z
delikatną ironią – Chodźmy.
- Dokąd idziemy? – wstała z fotela i poprawiła sukienkę.
Draco dopiero teraz zobaczył jak była ubrana. Musiał
przyznać, że zrobiła na nim niemałe wrażenie. Była ubrana w skórzaną, czarną,
krótką spódniczkę, która uwydatniała jej długie nogi. Na szmaragdową bluzkę z
koronką zarzuciła sweter. Z pozoru prosty strój, ale na tej Gryfonce wyglądał
wspaniale.
- Nieźle wyglądasz, Granger – powiedział, ignorując jej
wcześniejsze pytanie.
- Nie odpowiedziałeś mi.
- Za chwilę się przekonasz – odpowiedział wymijająco i z
pojemnika stojącego na kominku wyjął garść proszku.
Drugie ramie wyciągnął szarmancko w stronę dziewczyny, która
nie mając innego wyjścia, chwyciła je.
Draco rzucił proszek w płomienie, które zrobiły się szmaragdowe i wypowiedział
adres baru pod Trzema Miotłami.
- Malfoy, zwariowałeś?! Nie możemy wychodzić bez poinformowania dyrektorki!
- Wyluzuj Granger, jakoś nikt nigdy mnie nie złapał.
Znaleźli się już przed barem, Draco chwycił rękę Hermiony i
nim ta zdążyła zaprotestować, teleportował ich do jakiegoś ciemnego zaułka.
Gryfonka od razu rozpoznała, że są w Londynie. Ach! Jak
dawno tu nie była. Z tym miastem wiązały się jej szczęśliwe i jednocześnie
smutne wspomnienia. Rodzice. Każda spędzona z nimi chwila była dla dziewczyny
wspaniała, ale teraz czuła ukłucie w sercu, kiedy o tym myślała. Nie widziała ich od tak dawna!
- Dokąd idziemy? – zapytała.
- Granger, jesteś strasznie ciekawska – odpowiedział Ślizgon
uśmiechając się delikatnie.
Wyszli z zaułka i ruszyli ulicą. Hermiona rzadko bywała w
tej dzielnicy, więc nie orientowała się, gdzie dokładnie idą. Kiedy wyszli zza
rogu, ich oczom ukazał się duży budynek z kolorowymi neonami. Nowoczesny,
luksusowy, jeden z najdroższych w Londynie klub.
- Malfoy, chyba żartujesz, nie pójdę tam.
- A to niby dlaczego?- zaciekawił się, co ta dziewczyna
znowu wymyśliła.
- To znaczy, mogłabym iść, ale to jest jeden z
najpopularniejszych londyńskich klubów, nie wejdziemy tam.
- Skarbie, zapominasz, że nazywam się Malfoy – puścił do
niej oko.
- I co w związku z tym?
- Ja ZAWSZE dostaję to, czego chcę – podkreślił.
Tak jak myślała Gryfonka, sposobem na dostawanie wszystkiego
ZAWSZE były pieniądze. Wiedziała jednak,
że jego pozycja społeczna na to pozwalała. Postanowiła, że skoro już tu jest,
to ma zamiar dobrze się bawić.
Sala była duża, urządzona w odcieniach srebra, czerni i
granatu. Naprzeciwko drzwi, na końcu pomieszczenia znajdował się bar, a obok
wyjście na zewnątrz. Po prawej i lewej stronie znajdowały się stoły i sofy,
Rozdzielał je obszerny parkiet, na którym bawiło się mnóstwo osób.
*
- Draco, wyjdę na dwór, muszę się przewietrzyć – bawiła się
naprawdę świetnie, prawie cały czas tańczyła z blondynem, który nie odstępował
jej na krok.
- Iść z tobą?
- Nie, nie trzeba, zostań, za chwilę wrócę - powiedziała i nie
czekając na odpowiedź ruszyła w stronę
drzwi przy barze. Prowadziły do sporego ogrodu, w którym, oprócz różnych
gatunków roślin, znajdowała się fontanna i kilka drewnianych stolików dookoła. Całość oświetlało kilka lamp stojących po
bokach.
Przy stole najbliżej drzwi
siedziało kilku mężczyzn, którzy byli pod wyraźnym wpływem alkoholu.
Hermiona zignorowała ich zaczepki i ruszyła w stronę drugiego końca ogrodu.
Usiadła przy stoliku, oparła głowę o krzesło i zamknęła oczy.
- Laluniu, dosiądź się do nas – takie okrzyki dochodziły ze
stolika zajmowanego przez czterech mężczyzn, na oko, w jej wieku.
Gryfonka skutecznie ignorowała zaczepki, dopóki nie poczuła
mocnego szarpnięcia za ramię. Otworzyła oczy i zobaczyła przed sobą jednego z
tych facetów, pozostali gdzieś wyszli. Napastnik uśmiechał się pogardliwie. Z
daleka było czuć od niego woń alkoholu i papierosów.
- Zabieraj łapy! – oburzyła się Hermiona.
- Nie tak ostro, mała. Zapraszałem cie grzecznie do stolika,
nie przyszłaś, więc sam sobie ciebie wezmę.
- Nie jestem rzeczą. Odejdź w tej chwili, albo pożałujesz,
że się tutaj dzisiaj znalazłeś.
Mężczyzna zaśmiał się głośno.
- Jesteś niegrzeczna, lubię takie. I lepiej… - nie dokończył,
gdyż ręka szatynki wylądowała na jego policzku.
Napastnik zareagował niemal natychmiast, złapał dziewczynę
za nadgarstki i uwięził je za jej plecami.
- I co teraz zrobisz, mała? – zapytał, myśląc, że jest górą.
W Hermionie obudził się gryfoński temperament. Wcale się nie bała, ba!, było jej żal
tego kretyna, który uważał się za
niewiadomo kogo.
- Hmm, pomyślmy – udała, że się zastanawia – Może to? - Uśmiechnęła
się uroczo i uderzyła napastnika kolanem w krocze.
Ten puścił jej ręce, a Hermiona natychmiast, niewiadomo skąd
wyjęła różdżkę.
- Drętwota – wypowiedziała formułkę i popatrzyła na twarz
mężczyzny, która wyrażała niemałe zdziwienie.
W tym samym momencie w drzwiach pojawił się Draco.
- Granger, co się dzieje? Miałaś wrócić niedługo i… - w tej
chwili popatrzył na faceta leżącego u stóp panny Granger
- Wybacz Draco, mieliśmy tutaj małe… spięcie. Prawda? –
ostatnie słowo rzuciła w stronę mężczyzny leżącego na ziemi, choć wiedziała, że
nie odpowie. – Już wszystko jest w porządku. Wracamy? Jest dość późno.
- Granger, mówiłem ci, że mnie zadziwiasz? – zapytał ze
swoim charakterystycznym uśmiechem na twarzy.
- Tak – uśmiechnęła się uroczo.
Blondyn spojrzał na zegarek.
- Masz rację, powinniśmy wracać do Hogwartu. Ale co zrobimy
z tym? – wskazał na nieruchome ciało leżące na ziemi.
- Wingardium leviosa – ciało mężczyzny uniosło się kilka
centymetrów nad ziemię, po czym „delikatnie” wylądowało przy jednym ze stołów. –
Obliviate – Hermiona rzuciła jeszcze jedno zaklęcie. –Możemy iść. Drętwota
przestanie działać za jakąś godzinę.
Wrócili do zaułka, w którym teleportowali się wcześniej i już
po chwili stali przed Trzema Miotłami. Za pomocą proszku Fiuu przenieśli się do
dormitorium Ślizgona. Było już po trzeciej w nocy. Hermiona stwierdziła, że zostanie
na noc u blondyna. W końcu spała z nim już kilka razy i nic strasznego się nie
wydarzyło. Ufała mu i bez obaw mogła
powiedzieć o wszystkim. Te uczucia były zresztą odwzajemnione.
Wzięła szybki prysznic, a na bieliznę narzuciła koszulkę,
którą dał jej Ślizgon. Weszła do łóżka i nie czekając na blondyna zasnęła,
wdychając zapach jego perfum.
_______________________________________
Witam :3
Jak widzicie, znów dość duża przerwa między rozdziałami :c
Może to się już Wam nudzi, ale naprawdę JEŚLI CZYTASZ, ZOSTAW KOMENTARZ. Ci, którzy mają własnego bloga, wiedzą, jaką radość i motywację daje każdy, nawet najprostszy komentarz.
Nie wiem czy zauważyliście zależność, ale więcej komentarzy=rozdział pojawia się szybciej.
Co do tej części, nie podoba mi się. Chciałam opisać to wszystko inaczej, lepiej, dłużej, aby Was zadowolić, ale moim zdaniem zawiodłam. Nie wiedziałam jak ująć to, ogarnąć akcję, czas, wydarzenia. Mam kilka pomysłów, ale są tak chaotyczne, że ciężko mi to zaplanować. Mimo to, ocenę pozostawiam Wam.
Jak może zauważyliście, zmieniłam też wygląd bloga. Jak się podoba?
Trzymajcie się ciepło,
Mistress Black
PS Następny rozdział pojawi się, kiedy będzie siedem komentarzy lub, jeśli napiszę to, co będzie naprawdę dobre i mi się spodoba.
niedziela, 11 maja 2014
Rozdział 10
Mijały dni, tygodnie, a Hermiona
została dobrą koleżanką Pansy. Coraz lepiej dogadywała się też z Draco. Teraz bez wahania mogła nazwać go swoim
przyjacielem. Przestała odczuwać zdziwienie, kiedy rozmawiali normalnie i
kłócili się dla zabawy. Przy Astorii wciąż udawali, że są parą. Blaise przestał
męczyć blondyna o ich „zakład”. Był przekonany, że z ich przyjaźni rozwinie się
coś więcej.
***
Rudowłosa dziewczyna ubrana w
czarne spodnie i z szarą bluzą narzuconą na ramiona szła pośpiesznie
korytarzem. Co chwilę rozglądała się, już od dawna panowała cisza nocna.
Kierowała się w stronę Pokoju Życzeń.
Była już na miejscu, kiedy
zorientowała się, że nie wie, o czym ma pomyśleć. Stanęła przy ścianie i
postanowiła poczekać. Już po chwili zza rogu wyłoniła się męska sylwetka. Na
twarz dziewczyny mimowolnie wkradł się uśmiech.
- Witaj Wiewiórko – powiedział
cicho ucieszony Ślizgon.
- Zabini! Ile razy mam ci
powtarzać, żebyś mnie tak nie nazywał? – zapytała – Otwórz Pokój Życzeń, zanim
ten przeklęty kot Filcha nas znajdzie.
Chłopak przeszedł 3 razy wzdłuż
ściany, na której pojawiły się duże, ciemne drzwi.
- Panie przodem. –powiedział
szarmancko przytrzymując drzwi.
Ginny weszła do pokoju. Była
pozytywnie zaskoczona stylem i pomysłowością Ślizgona.
Pomieszczenie było nieduże i
bardzo przytulne. Na środku widniało kwadratowe zagłębienie, wypełnione
materacem i niezliczoną ilością poduszek. Po prawej stronie był kominek, z
którego dochodziło przyjazne strzelanie drewna. Po lewej, stał niewielki barek.
Pomieszczenie, oprócz blasku ognia z kominka oświetlało kilkanaście świec o
cudownym zapachu jaśminu.
- Wow – to jedyne, co była w
stanie z siebie wydusić dziewczyna.
Weszła w głąb pokoju i rzuciła
się na poduszki. Blaise podszedł do barku, wyjął dwa kieliszki i butelkę
czerwonego wina. Podał dziewczynie naczynie napełnione krwistoczerwoną cieczą i
usiadł obok niej.
***
Hermiona obudziła się rano i spojrzała na zegarek. Była
8.30. Śniadanie trwało już pół godziny. Na
szczęście była sobota i dziewczyna mogła spać dłużej. Po porannej
toalecie ubrała się szybko i zeszła do Wielkiej Sali. Było w niej sporo
uczniów. Skierowała się w stronę stołu Gryffindoru. Kiedy usiadła, nałożyła
sobie na talerz porcję jajecznicy, a do szklanki nalała dyniowy sok.
Po posiłku skierowała się w stronę wyjścia z sali. Jako, że
była w siódmej klasie, mogła wychodzić do Hogsmeade w każdy weekend. Musiała odwiedzić miasteczko,
żeby kupić pergaminy i nowe pióro.
Wyszła na błonia i od razu poczuła na sobie chłód. Był już
początek listopada i było czuć zbliżającą się zimę. Hermiona uświadomiła sobie,
że musi zaczynać przygotowania do balu.
Nim się obejrzała, była już w Hogsmeade. Szybko zrobiła
zakupy, za pomocą zaklęcia odesłała je do swojego dormitorium i postanowiła
wejść na chwilę do Trzech Mioteł. Była niedaleko pubu, kiedy usłyszała, że ktoś
ją woła. Odwróciła się i zobaczyła Malfoya.
- Cześć- powiedziała, kiedy chłopak był już niedaleko.
- Cześć Granger. Idziesz do Trzech Mioteł?
- Tak- odpowiedziała krótko szatynka.
Draco otworzył drzwi i jak na arystokratę przystało,
przytrzymał je tak, żeby Gryfonka mogła wejść. Dziewczyna szła w stronę swojego
ulubionego stolika, kiedy zatrzymała się w pół kroku. Draco podążył wzrokiem w
stronę, w którą patrzyła Hermiona. Na jego twarzy malował się taki sam szok,
jak na twarzy jego towarzyszki.
Przy najbardziej oddalonym od drzwi stoliku siedziała
całująca się para. Nie byłoby w tym nic nadzwyczaj dziwnego, gdyby nie były to
te osoby. Ładna, rudowłosa dziewczyna i
wysoki, przystojny, ciemnoskóry chłopak. Gryfonka i Ślizgon. Szkarłat i zieleń.
Blaise i Ginny. Weasley i Zabini.
Draco pierwszy się otrząsnął i szybkim kokiem ruszył w
stronę owego stolika. Hermiona nie mając wyboru, poszła za nim.
- Nie przeszkadzamy gołąbeczki? – zapytał rozbawiony chłopak.
Para jak na zawołanie oderwała się od siebie.
- Malfoy, zabiję cię kiedyś. Zawsze musisz przerywać w
nieodpowiednim momencie – denerwował się Blaise.
Ginny nie odezwała się, patrzyła na Hermionę, jakby chciała
sprawdzić, czy jest na nią zła.
- Czy wy jesteście razem? – zapytała surowym głosem szatynka
widząc strach w oczach przyjaciółki
-T-tak.
Hermiona jeszcze raz obrzuciła Rudą groźnym wzrokiem, po
czym wybuchła śmiechem.
- Ginny… gdybyś… widziała swoją minę - śmiała się Hermiona
- Granger, uspokój się, ludzie na nas patrzą – powiedział
blondyn uśmiechając się.
Była już 17, kiedy Prefekci Naczelni postanowili wrócić do
zamku i zostawić przyjaciół samych sobie.
- Malfoy, najwyższy czas, żeby zacząć przygotowywać bal – zaczęłam
Hermiona, kiedy zmierzali w stronę
Hogwartu
- Granger, dobrze wiem, że załatwisz to sama – powiedział
Ślizgon nie mogąc powstrzymać chęci denerwowania dziewczyny.
- Nie ma mowy! Masz mi pomóc!
*
- Granger, przez ciebie nie zdążyliśmy na kolację, jestem
głodny i…
- Marudzisz jak dziecko, Malfoy
- Nie jadłem nic od kilku godzin, siedzę tutaj, a i tak
niczego nie załatwiliśmy
- Nie załatwiliśmy niczego? Mamy przygotowane prawie całe menu,
wysłaliśmy sowę do Fatalnych Jędz…
- Ale ja nadal jestem głodny!
- Jesteś nie do wytrzymania. Nie wierzę, że to robię.
Stworku!
Draco popatrzył na nią zdziwiony, zrozumiał co się dzieje,
dopiero, kiedy przed nimi pojawił się bardzo stary skrzat domowy.
- Panienka Hermiona wzywała – skłonił się nisko, popatrzył
na Malfoya – Panicz Draco- skinął głową
- Stworku, czy mógłbyś przynieść nam coś do jedzenia? - zapytała grzecznie Gryfonka
- Z przyjemnością – odpowiedział skrzat i zniknął
- Masz swojego skrzata w Hogwarcie, Granger? –zainteresował
się blondyn
- Harry odziedziczył go po Syriuszu i rozkazał, żeby słuchał
mnie i Rona
Już po chwili zmaterializował się przed nimi Stworek z tacą
pełną kanapek i malinową, parującą herbatą.
- Coś jeszcze dla panienki?- zapytał
- Nie Stworku, dziękuję.
Stworzenie skłoniło się nisko i rozpłynęło w powietrzu.
Hermiona wróciła do opracowywania menu na Bal, natomiast
Draco obserwował ją, jedząc przy tym kanapkę. Myślał o tym, jak ta dziewczyna,
która w tej chwili zawzięcie skrobała coś piórem na pergaminie, w ciągu zaledwie kilku
miesięcy zmieniła się z największego wroga, w przyjaciółkę. Gdyby ktoś
powiedział mu o tym w szóstej klasie,
najpierw by go wyśmiał, a później uderzył jakąś klątwą. Niejednokrotnie
miał okazję przekonać się, że ta inteligentna, z pozoru delikatna Gryfonka,
potrafi być naprawdę niebezpieczna i nieprzewidywalna. Dowiedział się, że jeśli pozna się ją bliżej,
jest wspaniałą przyjaciółką, która nie odejdzie, nawet jeśli będzie trudno.
Poznał też kilka jej nawyków. Zawsze, kiedy nad czymś myślała,
przygryzała dolną wargę. Uroczo marszczyła nos, kiedy się denerwowała.
- Malfoy, do jasnej cholery! – z zamyślenia wyrwał go krzyk
dziewczyny
- O co chodzi?
- Już trzy razy zadałam ci pytanie!
- Wybacz, zamyśliłem się.
- O czym myślałeś? – zapytała trochę spokojniejsza Hermiona
- O tobie- powiedział, na co dziewczyna oblała się
delikatnym rumieńcem.
- Yyy… Więc, jak myślisz? Jak udekorujemy Wielką Salę? –
zapytała, chcąc zmienić temat.
- Na rany Salazara! Granger, jestem facetem, nie znam się na
tym.
- No to zrobimy tak, ja zajmę się wystrojem, natomiast ty
przygotujesz zaproszenia dla nauczycieli i ogłoszenia do pokojów wspólnych.
- Niech będzie. Granger, nie chcę nic mówić, ale jest już po
drugiej w nocy – powiedział Ślizgon patrząc na zegarek.
- Naprawdę? Zasiedzieliśmy się, okej, możesz już iść –
powiedziała Hermiona i ruszyła w stronę sypialni.
I w tym momencie Draco poczuł nieodpartą potrzebę
zdenerwowania tej dziewczyny. Wyszedł z jej dormitorium i zatrzymał się pod
drzwiami. Usłyszał trzaśnięcie jednych, a po chwili drugich drzwi. Z powrotem
wszedł do salonu dziewczyny. Tak jak się domyślał, była w łazience. Bezszelestnie
skierował się do jej sypialni. Położył się na łóżku zakładając ręce za
głowę. Nie musiał czekać długo, już po
piętnastu minutach usłyszał powolne otwieranie się drzwi.
- Malfoy! Co ty tu robisz? – krzyknęła
- Aktualnie, próbuję zasnąć, więc nie krzycz, Granger.
- Wynoś się stąd, jest późno, chcę spać!
- Ja też chcę spać. To ty kazałaś mi tutaj siedzieć bez
żadnego konkretnego celu, jest środek nocy, po korytarzach wałęsa się Filch ze
swoim zapchlonym kotem, jestem zmęczony i nie mam zamiaru schodzić aż do
lochów.
- Nie ma mowy.
- Och, dobrze wiesz, że i tak stąd nie pójdę –przybrał na
twarz ten specyficzny uśmiech – zresztą, to ja powinienem się bać. Co ja
zrobię, kiedy mnie wykorzystasz? – udał przerażenie.
Hermiona zaśmiała się mimowolnie.
- Niech ci będzie, ale tylko dlatego, że oboje będziemy mieć
kłopoty, kiedy Filch cię zobaczy. Posuń się – powiedziała podchodząc do łóżka.
Zrzuciła z siebie brązowy szlafrok i została jedynie w pomarańczowej
koszulce i krótkich, czarnych szortach.
Draco musiał przyznać, że zrobiła na nim wrażenie.
- Tylko pamiętaj, łapy przy sobie! – powiedziała kładąc się
jak najdalej od Ślizgona – Dobranoc – powiedziała i przekręciła się do niego
plecami.
- Dobranoc – odpowiedział blondyn uśmiechając się
triumfalnie.
__________________________________
Witam :3
Dosyć dawno mnie tutaj nie było :c
Nie miałam pomysłu na rozdział, a kiedy już coś zaczęło się rozdzić w mojej głowie, nie wiedziałam jak ubrać to w słowa.
W efekcie powsatło takie "coś", z którego nie jestem zadowolona.
Jak widać, wplotłam w opowiadanie Blinny ;) Uwielbiam ten parring, prawie tak bardzo jak Dramione.
Rozdział osobiście mi się nie podoba, ale ocenę pozostawiam Wam.
Pozdrawiam, MB
PS Serdecznie dziękuję za wszystkie wspaniałe komentarze <3
Subskrybuj:
Posty (Atom)